Kochana Luno!
Piszę do Ciebie z ogromnym problemem, i sama nie mogę sobie z nim poradzić.
Od dłuższego czasu zakładam sobie różne rzeczy, planuję, daję jakieś postanowienia ale za nic nie potrafię ich spełnić. Nie mam pojęcia czy to depresja czy może jakiś stan przejściowy, ale nic mi się nie chce po prostu. Mam teraz ferie zimowe i pierwszy tydzień zmarnowałam na siedzeniu przy komputerze u dziadków, a chciałam nadrobić zaległości z chemii z pierwszej klasy gimnazjum ponieważ moim marzeniem jest zostać lekarzem (choć i tak wiem, że nie dam rady). Bywa, że czuję przypływ motywacji, ale jest to chwilowe i potem znowu zdołowanie, niechęć.
Proszę o pomoc :(.
Zdołowana, 14 lat.
Piszę do Ciebie z ogromnym problemem, i sama nie mogę sobie z nim poradzić.
Od dłuższego czasu zakładam sobie różne rzeczy, planuję, daję jakieś postanowienia ale za nic nie potrafię ich spełnić. Nie mam pojęcia czy to depresja czy może jakiś stan przejściowy, ale nic mi się nie chce po prostu. Mam teraz ferie zimowe i pierwszy tydzień zmarnowałam na siedzeniu przy komputerze u dziadków, a chciałam nadrobić zaległości z chemii z pierwszej klasy gimnazjum ponieważ moim marzeniem jest zostać lekarzem (choć i tak wiem, że nie dam rady). Bywa, że czuję przypływ motywacji, ale jest to chwilowe i potem znowu zdołowanie, niechęć.
Proszę o pomoc :(.
Zdołowana, 14 lat.
Droga Zdołowana!
Jeżeli już taki znajdziesz postaraj się go bardziej rozwinąć. Pamiętaj,
żeby od razu nie wyznaczać sobie nie wiadomo jakich celów. Najlepiej zacząć
małymi kroczkami. Zacznij od błahostek. Wtedy łatwiej będzie Ci się nauczyć
osiągać cel.
Mam nadzieję, że w jakiś sposób Ci pomogłam, i trzymam kciuki, żeby Ci się
udało.
Pozdrawiam, Raspberry ;)
W moim przypadku nie pomagają żadne kalendarze czy rozpiski ani ustalone godziny na np naukę. Jednak znalazłam inny sposób: wyznacz sobie główny cel i dąż do niego - to podstawa. Jednak musisz to robić stopniowo, każdy stopień traktując jak nowy cel.W tym przypadku powiedz sobie, że zrobisz np 4 działy z chemii tygodniowo (specjalnie 4, a nie 7 żeby uwzględnić jakiś dzień wolny, gdy po prostu nie będziesz miała czasu/siły na naukę). Takie podejście sprawia, że cały czas masz wrażenie, że osiągasz coś nowego. Jest to motywujące i według mnie działa lepiej niż kalendarzyki i sztywne plany.
OdpowiedzUsuńCo do medycyny: uwierz mi, że gimnazjum nijak ma się do tego, co będziesz robiła w liceum i zdawała na maturze, a matura nijak ma się do tego, co będziesz robiła na studiach. W liceum będziesz przerabiała chemię od początku wiec nie powinnaś wychodzić z założenia, że skoro teraz masz zaległości z chemii to nie dostaniesz się na lekarski. W gimnazjum też nie ogarniałam chemii (w sumie to dopiero w klasie maturalnej zaczęłam ją rozumieć, gdy zmieniała mi się nauczycielka), a jakoś dostałam się na ten kierunek :)
Wydaje mi się, że teraz twoim głównym celem powinno być ograniczenie komputera.
Mnie również nawiedzają problemy z motywacją i mam takie dni, kiedy mogę tylko siedzieć przed komputerem i nawet bezczynnie patrzeć się w ekran albo oglądać seriale typu Trudne sprawy, a każda czynność jest dla mnie męcząca, a są też dni, kiedy najmniejszy papierek na biurku mnie denerwuje albo chociażby z nudów chodzę i pracuję w domu. Myślę więc, że taka "motywacja" może mieć też swoje źródło w samopoczuciu oraz - z tego, co widzę - w samoocenie. Też mam teraz taką sytuację, że wszyscy, oprócz mnie, wierzą, że dostanę się do Akademii Muzycznej. Nie zgodzę się z Paciają, że trzeba koniecznie ograniczyć komputer - nie, trzeba po prostu lepiej sobie zaplanować dzień i zdecydować się, czy mi na tym celu naprawdę zależy, czy też nie. W gimnazjum wiele rzeczy się jeszcze zmienia, a może Zdołowana kilkakrotnie zmieni zdanie co do tego, kim chce być. Ja zdecydowałam dopiero w tamtym roku, nadal nie będąc co do tego przekonana. Podpowiem jedynie tak: trzeba robić to, co się lubi. Jeśli się coś kocha, nie potrzeba motywacji, żeby się za to zabrać. No chyba że na swojej drodze napotka się bardzo niemiłe sytuacje lub osoby. Nie mam pojęcia, co interesuje Zdołowaną, ale jeśli naprawdę ma powołanie na lekarza i jest gotowa podjąć się ryzyka ratowania ludzkiego życia, powinna pocieszać się myślą (jeśli nie lubi przedmiotów, których się musi nauczyć dobrze w szkole), że gdy te wszystkie męki się skończą, nadejdzie dla niej jedynie przyjemność. A im więcej się nauczy, tym będzie lepsza i więcej będzie zarabiać. Takie jest moje zdanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)