środa, 9 lutego 2011

Babeczki


hej! napiszcie coś o babeczkach? o ich pieczeniu, dekorowaniu itd... z góry serdecznie dziękuję!!!!

~Cookie


Kochana Cookie!

Kto nie kocha słodkości? Niby wszystkie wiemy, że powinnyśmy dbać o linie, ale pokusa jest tak wielka. Wychodzę z założenia, że jednak warto jej czasami ulegać. Co tam trochę tłuszczyku, przyjemność jest ważniejsza. Dlatego teraz notka o babeczkach. No to do roboty!

Najprostszym i najpopularniejszym sposobem na zrobienie babeczek jest kupienie ich w proszku. Na sklepowych półkach odnajdziesz najróżniejsze warianty, od zwykłych, czekoladowych(zresztą moich ulubionych), po nadziewane z konfiturami. W opakowaniu jest wszystko: foremki, baza, ewentualne dodatki, a co najlepsze na wierzchu pudełka jest przepis krok po kroku. Dlatego każdy, bez względu na kuchenne doświadczenie, powinien sobie poradzić. Po upieczeniu(i ostygnięciu!) można je udekorować, ale o tym potem. Teraz zrobię małą reklamę. Osobiście najczęściej kupuje produkty Dr.Oetkera, ponieważ smakują moim zdaniem najlepiej. Jednak babeczki z płatkami czekolady są o tyle nie fajne, że owe płatki dziwnie topią się wewnątrz i łączą z ciastem. Smakuje to dość specyficznie i mi osobiście nie przypadło do gustu.

Pora zrobić coś od zera(no, prawie). Kilka przepisów, które mi wydały się najciekawsze i godne wypróbowania. Jednak najpierw dam kilka wskazówek, dość pomocnym o czym sama przekonałam się z czasem. Najlepiej używać termoobiegu. Dzięki temu babeczki upieką się równomiernie, a nie jedynie spalą na wierzchu. Druga sprawa, jak sprawdzić czy już gotowe. To bardzo proste. Bierzemy wykałaczkę i delikatni przekłuwamy babeczkę. Jeżeli patyczek jest mokry, jeszcze nie czas, jeśli suchy, wyłącz piekarnik.   

1. Noce i dnie


Piękna nazwa, prawda? Do zrobienia 12 sztuk tych pyszności zużyjesz: 2 łyżki kakao, 2 łyżki gorącej wody, 70 g drobnego cukru do wypieków, 50 g cukru ciemnego, 125 g mąki pszennej, 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej, 2 duże jajka, 125 g masła, 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii, 1 łyżka mleka. Masz wszystko? No to pieczemy!
Najpierw połącz wodę z kakao tak aby utworzyły jednolity płyn, mieszaj, a potem odstaw na chwilkę. Następnie do akcji wkracza mikser. W jednej misce łączymy masło, cukier, jajka, wcześniejszy płyn z kakao, ekstrakt z wanilii i miksujemy. Gdy już utworzy się jednolita masa dodajemy mąkę, sodę i łyżkę mleka. Wskazówka! Gdyby całość była zbyt gęsta dodaj więcej mleka. No i mamy całą filozofię. Teraz tylko przełożyć masę do 12 form i piec w temperaturze 200ºC przez około 20 minut. Po przestudzeniu babeczki są gotowe do jedzenia.
Następnym krokiem będzie polewa. Nie musisz jej wykonywać, ozdobienie dzieła należy do Ciebie. Zużyjesz: 200 g cukru pudru,100 g serka kremowego, sok z 1/2 limonki lub 1 łyżka soku z cytryny, wiórki z czekolady. Wszystko, oprócz czekolady połączyć i zmiksować. Przełożyć na wierzch babeczek i posypać startą czekoladą. I gotowe!

2. Z budyniem i owocami



Chyba najprostsze na świecie babeczki, a przy tym naprawdę pyszne. Wszyscy będą zachwyceni małymi cudeńkami. Składniki: 2 szklanki mąki krupczatki, 1/3 szklanki cukru pudru, 200 gchłodnego masła/margaryny, 2 żółtka. Wszystkie przygotowane produkty połącz i uformuj ciasto. Następnie włóż do lodówki na 30 minut. Później rozłóż całość na około 20 babeczek i piecz w 200 stopniach przez 15 minut. Proste? To teraz masa budyniowa. Po prostu ugotuj budyń z połową podanej ilości mleka i napełnij nim babeczki. Możesz wybrać dowolny smak i jeszcze na koniec dodać owoce. Na pewno zakochasz się w tym smaku i prostocie.

3. Z nutellą



Wszyscy kochamy naszą droga Nutellę. Moglibyśmy tylko nią się żywić. No może bez przesady. Ale babeczki z nią chętnie zjemy prawda? Dlatego przygotuj: 140 g miękkiego masła, 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków, 3 jajka, pół łyżeczki ekstraktu z wanilii, 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej, 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia, nutella (około pół szklanki). Wszyscy obecni? To czas na masę. Masło, cukier, ekstrakt z wanilii, jajka, mąkę i proszek do pieczenia zmiksować razem, do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie wystarczy włożyć całość do 12 form i na wierzch dodać nutelli. Nie przesadź z nią, pamiętaj, że ciasto zawsze wyrosną. Piecz w 160-170 stopniach przez około 25 minut. Wystudź i już masz pyszną ucztę.

4. Piankowe kapelusze



Pyszne babeczki, które pokochają wszyscy(oby nie za często). Wspaniale smakują i wyglądają. Przepis troszkę bardziej skomplikowany od poprzednich, ale poradzisz sobie.  Składniki na 12 sztuk: 90 g roztopionej gorzkiej czekolady (70% kakao), 1 szklanka mąki pszennej, pół łyżeczki proszku do pieczenia, pół łyżeczki sody oczyszczonej, szczypta soli, 115 g masła, 1 i 1/4 szklanki cukru, 2 jajka, 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii, pół szklanki gęstej kwaśnej śmietany, 1/4 szklanki wody.
Utrzyj masło, na puszystą masę, razem z cukrem. Mąkę wymieszaj z proszkiem, sodą i solą. Czekoladę roztop i przestudź. Potem połączyć wszystkie składniki i miksować tylko do połączenia w jednolitą masę. Nie dodawaj wszystkiego razem, tylko po kolei, miksuj chwilę i dodawaj kolejną rzecz. Potem przełóż ciasto do foremek, nie do „pełna”. Piecz przez 20-30 minut w 180 stopniach. Babeczki nie mają wyrosnąć, więc powinny być w miarę płaskie.
Kolejną rzeczą jest piana. Składniki:3 duże białka, 1 i 3/4 szklanki cukru, 1 łyżeczka dowolnego ekstraktu, 1/4 szklanki wody. Połącz wszystko(oprócz ekstraktu) w metalowej misce i ubijaj mikserem przez około minutę. W garnuszku zagotuj niewielką ilość wody, nad nim umieść miskę z białkami - nie powinna dotykać powierzchni wody. Podczas gdy woda w garnuszku paruje, w misce ubijaj w dalszym ciągu nasze białka z cukrem, przez równe 12 minut. Temperatura pianki po tym czasie powinna osiągnąć około 70ºC. Białka będą z każdą minutą ubijania robiły się coraz bardziej gęste. Na sam koniec wmiksuj ekstrakt. Za pomocą rękawa cukierniczego zrób z piany „czapeczki” na babeczkach i odstaw do lodówki na noc.
Chyba moja ulubiona część czyli polewa. Składniki: 360 ggorzkiej czekolady, 3 łyżki oleju rzepakowego. Roztopić razem i pozostawić do ostygnięcia przez około 15 minut. Wyjmij babeczki i maczaj je w czekoladzie. Na koniec pozostaw słodkości przez 15 minut w temperaturze pokojowej, a następnie przez kilka godzin w lodówce. Później możesz się już delektować. Jedyne „ale”, nie możesz trzymać ich w lodówce dłużej niż 3-4 dni.

5. Owocowy sen



Było dużo o czekoladzie, ale żebym nie wyszła na takiego nie ekologicznego człowieka, to teraz będzie o owocach. Składniki na jak zwykle 12 sztuk: 225 g mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 2 duże jajka, 50 g masła, roztopionego, 175 ml mleka, 100 ml płynnego miodu, 140 g świeżych jagód lub borówki amerykańskiej,58 g suszonych żurawin, 140 g rodzynek, 140 g suszonej moreli, posiekanej na kawałeczki, 1 łyżeczka startej skórki z pomarańczy, 1 łyżeczka cynamonu. Weź dwa naczynia i w jednym wymieszaj suche, a w drugim mokre składniki. Potem połączyć je razem i wymieszać, tylko do połączenia. Przełożyć masę do form i piec w 180 stopniach przez 25 minut. 

Teraz coś bardzo ważnego czyli jak dekorować. Najprostszym i mało oryginalnym sposobem jest cukier puder lub inne kolorowe posypki. Starte, suszone owoce też wchodzą w grę. Jednak to zbyt proste, nie uważasz? Dlatego troszkę trudniejszą opcją jest lukier. Do kupienia w każdym sklepie spożywczym lub oczywiście do samodzielnego przygotowania. Nie jest sztuką zrobić coś z proszku, posługując się instrukcją na opakowaniu. Dlatego ja napiszę jak zrobić polewę samodzielnie. Wystarczy kisiel, woda i cukier puder. Łączymy razem i już. Proporcji nie podam, ponieważ wszystko zależy od upodobań. Lepiej dać najpierw mniej cukru pudru, ponieważ potem można dołożyć. Nawet jeśli dacie na początku za dużo, wystarczy dolać wody. Ostatecznie jako polewę można użyć stopioną czekoladę. Aby uzyskać cienkie linie wystarczy mieć rękaw cukierniczy lub zrobić go z papieru śniadaniowego(zwijasz go w „czapeczkę” z dziurką na szczycie). Kolejnym moim sprawdzonym pomysłem są pisaki spożywcze. Kupisz je również w sklepie spożywczym. Tutaj rozpoczyna się całkowita indywidualność, możesz narysować cokolwiek. Kiedyś ja robiłam babeczki jako prezent i „napisałam” na nich życzenie, obrazkami oczywiście. Apteczka to zdrowie, czterolistna koniczyna szczęście, itd. Wymyśl co tylko chcesz. Karykatury również mile widziane.

Jeżeli potrzebujesz więcej przepisów zajrzyj na:http://mojewypieki.blox.pl. Właśnie z tej strony korzystałam(no i również z głowy ma się rozumieć). Pieczenie to całkowita dowolność i eksperymenty, pamiętaj o tym. Mam nadzieję, że polubisz to zajęcie.

Pysznych babeczek!
Loremi




poniedziałek, 7 lutego 2011

W stylu Effy Stonem

Cześć. Mam na imię Alicja i mam 16 lat. Czy mogłybyście napisać notkę o stylu Effie Stonem z serialu Skins? Z góry bardzo dziękuję.

~Alice

 
Kochana Alicjo!

Cieszę się, że jesteś pierwszą osobą, na której pytanie mogę odpowiedzieć po tak długiej nieobecności. Postaram się dokładnie opisać moje odczucia i sugestie dotyczące stylu Effy Stonem. Na początek muszę zaznaczyć, abyś uważnie zastanowiła się, którą sferę ubioru bohaterki masz zamiar kopiować, gdyż ona sama ma dwa oblicza – grzecznej uczennicy, w eleganckim szkolnym mundurku i ostrej, hard-rockowej panny, które styl do szkoły się nie nadaje.

Zajmę się drugim obliczem, gdyż pozostawia mi ono większe pole do manewru i mniemam, że dużo bardziej cię interesuje. Zatem, nasza bohaterka łączy kilka różnych styli, które wzajemnie się uzupełniają i spajają w jedną całość. Cały ubiór nie jest trudny do kompletowania, jeżeli przykładowo gustujesz w cięższej muzyce i w takim stylu się ubierasz. Również szybki rajd po second-handach pozwoli ci skompletować potrzebne akcesoria.
Szukamy ubrań pod hasłem: rock, hard-rock, gothic i ostry punk. Effie pomimo ostrego ubioru pozostaje niezwykle kobieca, dlatego muszę odradzić ci ubieranie się w dosłownie takie same ubrania, jeżeli niestety nie jesteś bardzo wysoka i proporcjonalna.
Do rzeczy:
a) spodnie:  ciemne rurki biodrówki i legginsy (skórzane lub zwykłe lakierowane) Spodnie te muszą ściśle przylegać do ciała, nie opinać ud i nie utrudniać chodzenia, to pierwsza i podstawowa zasada.  Napisałam „ciemne”, gdyż po obserwacji zdjęć, doszłam do wniosku, że właśnie w takie Stonem jest ubierana przez stylistę. ALE (moje nieśmiertelne „ale” powróciło!) możesz postawić również na spodnie jasne, przykładowo błękitny jeans i podziurawić je nożyczkami. Ważne, aby było postrzępione. Wkładasz wtedy pod nie czarne rajstopy i uzyskujesz ciekawy look. A jeżeli uważasz, że spodnie są zbędne, idealnie sprawdzą się dziurawe (grubsze) rajstopy lub matowe legginsy, bo i takimi Effy nie gardzi.
b) sukienki : nogi jak sztachety, albo trzeba z nich zrezygnować, gdyż owe sukienki więcej odkrywają, niż faktycznie zasłaniają. Wypadałoby również mieć nienaganną talię, gdyż w większości są one bardzo przylegające. Mówimy oczywiście o sukienkach w tonie wieczorowym! Jeżeli jak sukienkę potraktujemy luźną, szmacianą tunikę, to wtedy jest ona dla każdego! Gdyż taki łaszek ukryje każdą potencjalną niedoskonałość, idealny i sprawdzony patent. Taka sukienka (szmatowaty łach) jest również idealnym przykładem „tumiwisizmu” ubraniowego (o którym napiszę coś więcej w punkcie „koszule”). Nadal pozostajemy w palecie barw ciemnych – szarych, czarnych, granatowych. Te kolory mają swoje odwieczne plusy – wyszczuplają, ale nie oszukujmy się – nawet najczarniejsza czerń nie usunie opiętych wałeczków… Smutna prawda!
c) koszule: punkt króciutki, ale ważny, gdyż to właśnie nadają swoistego charakteru niektórym stylizacjom. Idziemy zatem (zupełnie inaczej, niż przy bazie ubraniowej) w kolor intensywny. Najlepiej sprawdzi się tutaj soczysta czerwień w połączeniu z czarną kratą – typowy klimat ‘Punk is not dead’ Dlaczego wspomniałam również o ideologii „tumiwisizmu”? Dlatego, że owa koszula powinna być w rozmiarze XXL. Chodzi o uzyskanie efektu „nie miałam nic w szafie, założyłam, co się nawinęło”
d) buty: a z butami śmieszna sprawa, gdyż powinnaś mieć szpilki na niebotycznym obcasie (do owych wieczorowych sukienek i rurek) oraz buty ciężkie, oficerki ze sprzążkami, ciężkie Martensy za kostkę i buty glano-podobne (lub same glany, co wyglądałoby najlepiej)
e) biżuteria: w tej kwestii krótko i na temat – dużo. Biżu powinna być długa, brzęcząca, pozornie do siebie nie pasująca. Zrezygnuj raczej z misternych korali, których kule są tak wielkie, że trudno cały sznur utrzymać w obu dłoniach. Postaw na łańcuszki złote, srebrne, miedziane z dużymi, oryginalnymi zawieszkami. Ponieważ Effy najczęściej pojawia się w rozpuszczonych włosach, tworzących istną burzę fal, kolczyki są mało widoczne, ale noś je raczej długie i wydatne, o dużych kamieniach.
f) dodatki: tutaj, ponieważ mnogość sprawiłaby, iż zaczęłabym się powtarzać, postaram się pokrótce wypisać najważniejsze i rzucić parę słów na ich temat.
- skórzana kurtka lub ramoneska – teraz ważna uwaga – jestem zdecydowanym antagonistą skaju. Co wybierzesz, twoja decyzja, ale naprawdę zachęcam do buszowania po second-handach, gdzie kurtkę z prawdziwej skóry możesz dostać za mniej niż 40zł. Ten element jest dość istotny, gdyż nadaje całej stylizacji charakteru.
- paski z ćwiekami/pieszczochy – nabijane dżetami o różnej wielkości i kolorze, są naprawdę świetnym dodatkiem, który jest nieodłącznym elementem stylu punk, czy rock.
- duża ilość pierścionków, skórzane rękawiczki bez palców – jak już zaznaczyłam, takie niuanse często tworzą stylizację. Są pazurem całego looku.

Mam nadzieję, że moja pomoc okazała się użyteczna i znajdziesz w moich radach coś dla siebie. Dodatkowo znalazłam interesujący filmik, w którym występuje pewnego rodzaju zestawienie ubrań w stylu Stonem, a prócz tego propozycje fryzur i makijażu.


Pozdrawiam!

niedziela, 6 lutego 2011

"Niższa i pulchniejsza" nie znaczy "mniej modna"!

Ramoneska przeczytałam Twoją notkę o modzie na wiosnę i jestem pod wrażeniem. Odpowiadasz bardzo treściwie i w ogóle. Gratuluję. Mam taką sprawę pewną. Oczywiście do Ciebie, bo nie radzę już sobie. Powiem tak - jestem modową pomyłką. Mam 1,53 m, 93 cm w biuście (czyli całkiem sporo), krótkie niezbyt, zgrabne nogi. Brzuch, no cóż są " boczki " ale ich akurat się nie wstydzę tak jakoś bardzo, chociaż. Chodzi mi głównie o to byś podała jakieś trendy na wiosnę, ale dla niskich dziewczyn i bardziej masywnych. Przejrzałam notki które są na blogu i otworzyło mi się może tylko dwa - trzy zdjęcia z całej kolekcji o modzie. Jakieś propozycje do szkoły, ale także i na imprezę. Mam nadzieje że mi pomożesz, nawet dając wskazówki w komentarzu. Tak się składa że za tydzień jadę na zakupy i chciałabym kupić coś fajnego, żebym dobrze w tym wyglądała, bo jak na razie to nie jest zbyt " kolorowo" Taka jeszcze uwaga, mam 15 lat. Pozdrawiam .!

~Modowa Porażka.

 

Kochana!
Na początek, nie nazywaj siebie Modową Porażką! Każda z nas miewa wpadki i często ma problemy jak się ubrać. Bycie modowym potworem bywa nie lada problemem! Na pewno to znasz: stajesz rano przed pełną szafą ubrań i myślisz: „Boże! Nie mam w co się ubrać!” To normalne. Jest mi również przykro, że dopiero teraz odpowiadam na Twoją prośbę, prawdopodobnie już po zakupach (mam nadzieję, że mimo wszystko były owocne)
Powracając jednak do tematu – musimy zacząć od Twojej figury – bywają dziewczęta niskie i to nie jest koniec świata. Ważne, by nauczyć się tuszować niedoskonałości, a wypychać na wierzch atuty. Sądzę, że na początek przedstawię listę rzeczy, które kategorycznie nie są dla Ciebie, a obok nich, alternatywę.

a) dziewczęta pulchne i niski muszą się optycznie wydłużyć. Twierdzisz, że masz niezbyt zgrabne nogi – nie wiem czy mówisz o ich kształcie, ułożeniu, czy masywności. Tak, czy inaczej – podziękujemy legginsom i rurkom. Postaw na spodnie klasyczne, które będą lansowane w tym sezonie – możesz do nich założyć buty na obcasie, to plus dla niskich dziewcząt. Jeżeli decydujesz się na jeansy, kieruj się w modele boyfriendów. Co jest zabronione? Wywijanie nogawek! To jest koszmarny samobój – odbierasz sobie optycznie kilka centymetrów.
b) problemy z brzuszkiem i wałeczkami rozwiążemy spodniami z wyższym stanem, tudzież spódnicą – masz naprawdę duże szczęście, gdyż właśnie tego typu łaszki będą w tym sezonie najmodniejsze.
Wysoki stan wymodeluje sylwetkę i nie pozwoli brzuszkowi wylać się poza spodnie, co jest nieuniknione w biodrówkach – takim spodniom również powinnyśmy podziękować.
c) Twoim atutem jest duży biust, nie powinnaś go chować. Poszukaj bluzek i koszul, które są ściągnięte pod biustem, a dalej luźno spływają. Taki typ koszulki/bluzki ukryje niedoskonałości twojego brzucha. Zrezygnuj ze śmiesznych marszczeń, koronek i falbanek, na wysokości biustu, bo to jeszcze bardziej go wyeksponuje. Jeżeli kupujesz żakiet, unikaj dużych guzików, a jeżeli już takie są, spinaj je na wysokości talii. Wszelkie dekolty kopertowe i te w szpic, są jak najbardziej dla Ciebie.
d) coś, co pewnie wyda Ci się śmieszne – unikaj dużych toreb z krótką rączką. Optycznie skracają sylwetkę.
e) ważną kwestią są również sukienki. Ponieważ masz duszy biust, powinnaś unikać tych bardzo wydekoltowanych. To nie Twoja wina, że biust z nich „wyskoczy” i będzie wyglądał wulgarnie i prowokująco. Sukienka dla Ciebie również powinna mieć kopertowy dekolt lub ten w kształcie litery „V”. I po raz kolejny powtarzam, że świetnym rozwiązaniem jest staniczek kończący się pod biustem.
f) spódniczka dla Ciebie, to typ „syreny” – czyli bardziej dopasowanej w biodrach i udach, a dalej luźno płynąca. Oczywiście musimy tutaj pamiętać o dwóch żelaznych zasadach – uda i biodra nie mogę być zbyt opięte, bo otrzymamy efekt przeciwny do zamierzonego, oraz długość takiej spódnicy nie powinna sięgać przed kolana. Dla osoby niskiej doskonałym rozwiązaniem są spódnice i sukienki do kostek. Pożegnaj się również z bombkami.
g) obraź się na sweterki mające ściągacz na biodrach. Dla Ciebie idealny sweter to taki nie dłuższy niż do połowy bioder oraz nie krótszy niż górna linia bioder. Wybierając sweter, staraj się, by był jednolity. Bez wypukłych aplikacji, warkoczy itp. Nie noś również golfów i półgolfów.
h) buty to trudny temat. Unikaj trampków i butów sportowych za kostkę. Tak samo botków. Noś kozaki do połowy łydki, baleriny, buty na obcasie i koturny – te ostatnie wydłużą ci nogi i wyszczuplą sylwetkę.

 

  
[Elegancka spódnica z wysokim stanem,
sprawdza się na galach i na lekcjach w szkole :)]
  
[Fajna spódnica w soczystym kolorze, oczywiście
z wysokim stanem. Nadaje się do szkoły i na luźne przyjęcia]
 
  
[Sukienka idealna dla dziewczyny takiej, jak ty! Można również w wersji short :)]
  
[Spodnie z wysokim stanem, jako alternatywa
dla biodrówek. Jeansy rurki to ostateczność]
  
[Zdecydowanie lepiej sprawdzi się ich eleganckie
odzwierciedlenie. Krój klasyczny jest w tym sezonie bardzo
modny - lecz nie prasowany na kant.
Dodatkowo nogawki nie opinają ud. Same plusy]

Pozwolę sobie również odesłać Cię do postów moich poprzedniczek:

Dziewczyna niska i o okrągłych kształtach wcale nie musi chodzić
w rozlazłych T-Shirtach - wręcz przeciwnie. Do takich
dziewczyn często lepiej pasują eleganckie kreacje.
Pamiętaj o trzech prostych zasadach:
- nie podwijaj nogawek spodni
- nie noś ubrań opinających ciało
- czerń wyszczupla, ale w nadmiarze nie wygląda dobrze

Mam nadzieję, że pomogłam i ułatwiłam Ci nieco poszukiwania.
Pozdrawiam bardzo serdecznie!

piątek, 4 lutego 2011

Z czym dobrze czuje się spódnica boho?

Cześć ! Mam pytanie dotyczące ubrań. Co założyć do szerokich, kolorowych spódnic w stylu boho? Chodzi mi w szczególności o buty i rajstopy, gdy spódnica jest do kolan.
Z góry dziękuję za poradę.


~saszka

(grafika google)
 

Droga Saszko!
Szkoda, że nie napisałaś o konkretnym kolorze spódnicy, będę musiała opowiadać bardzo ogólnikowo. Możemy tutaj postawić na dwa patenty – klasycznie i awangardowo.
Spódnice boho zazwyczaj są wirażem barw, kształtów i nawiązują do Etno/hipi, więc klasycznym rozwiązaniem będą jak najbardziej klasyczne buty. Mowa tutaj o rzymiankach, balerinach (najlepiej w jednym kolorze, gdyż sama spódnica jest już wariacją), czy sandałkach np. na koturnie, który był bardzo modny zeszłego lata. Wymienione wyżej buty sprawdzają się najlepiej latem, wtedy też spódnica czuje się najlepiej. Ale żeby przez zimę nie leżała samotnie w szafie, załóż ją czasem do kozaków sięgających za kolano. Sądzę, że najlepiej sprawdzą się te w odcieniach brązu. Wracając do awangardowej wersji – proponuję glany, które będą ogromnym kontrastem dla zwiewności spódnicy. Ciekawym pomysłem będą również oficerki, a zupełnie na luzie – trampki krótkie, bądź za kostkę. Jeżeli chodzi o rajstopy to wystrzegałabym się wzorzystych. Jak już pisałam, spódnica boho sama w sobie tworzy ubranie i to ona jest punktem głównym. Najczęściej zakłada się do niej jednolite bluzki, więc i rajstopy nie powinny się wyłamywać. Oczywiście jak najprostszym rozwiązaniem będą rajstopy cieliste lub czarne, jednak te drugie są już dosyć ciężkie. Możesz postawić na soczysty kolor, który będzie zgrywał się z resztą. Załóżmy więc, że spódnica jest turkusowa w różowe i niebieskie wzory –wtedy rajstopy mogą być w jednym z wyżej wymienionych kolorów. Dobrze sprawdza się efekt 1/1 – czyli bluzka i rajstopy w tym samym odcieniu.

Jest mi szalenie przykro, gdyż chciałam wesprzeć się zdjęciami, ale Internet odmówił współpracy i nie znalazł tego typu spódnic za kolana. Jedynie te najdłuższe – do kostek i do samej ziemi, gdzie ani rajstop, ani butów nie widać.

Jedne co mogę teraz podrzucić, to propozycje dla butów.
  
[Baleriny na płaskim obcasie, w jednolitym kolorze, a'la plecione.
Sądzę, że naprawdę dobrze sprawdziłyby się ze spódnicą boho, jeszcze
lepiej, gdyby były brązowe]
  
[Ośmielę się stwierdzić, że to idealne zdjęcie :)
Właśnie o takich myślałam, pisząc na temat rzymianek]
 
[Gdy mówimy o koturnach, starajmy się znaleźć te,
które będą wyglądały na jak najbardziej naturalne]
 
 
[W prawdzie zaznaczyłam, by stawiać na jednolite obuwie,
jednak tutaj poszłabym na ugodę. Sądzę, że tego typu
delikatny wzór wpasowałby się w spódnicę boho.
Oczywiście zależy również od tego, co na tej spódnicy jest]

Mam nadzieję, że mimo wszystko pomogłam.
Życzę Tobie, oraz reszcie czytelniczek, miłego wieczoru.

Z pozdrowieniami:

czwartek, 3 lutego 2011

Żółte plamy po poceniu.


 Póki jest lato trzeba używać więcej antyperspirantu, bo bardziej się pocimy. I w tym czasie boję się, że zniszczę sobie kolejną bluzkę. Psikam się pod pachami potem sie ubieram. A wieczorem białawawożółte, podłużne plamy pod rękawem (z reguły na szwie). Przy normalnym praniu nie chce mi się to zmywać, a za każdym kolejnym użyciem jest coraz gorzej, aż robi się tam coś rodzaju skorupki. Mam zniszczone już trzy bluzki i nie wiem, czy to problem mojego potu czy dezodorantu. Co robić, aby nie powstawały takie zabrudzenia na kolejnych ubraniach? Jeśli takowe powstaną, to jak mogę je zmyć?~IronMouse



Droga IronMouse!

Jeśli po użyciu dezodorantu dzieje się tak, jak opisałaś, to widzę dwa możliwe problemy:
1. Tani, zły lub niedopasowany dezodorant

Źle dobrany dezodorant może wejść w reakcję chemiczną z naszą skórą i potem i spowodować powstawanie plam. Tak samo dzieje się z dezodorantem kiczowatym. W tym przypadku wyjście jest proste - zainwentować w droższy produkt z dobrym atestem :) (najlepiej bez talku)
2. Problemy z wydzielaniem potu
Czasami poprzez złe działanie organizmu, nasz pot zawiera substancje, których nie powinien i przez to w połączeniu z dezodorantem stwarza takie "żółte plamy". W tej chwili powinnaś udać się do dermatologa na badanie, bo być może to coś poważnego.
Tak czy siak, radziłabym udać się do lekarza, lepiej chuchać na zimne :)

Pchełka
Załoga NBS (15:21)

środa, 2 lutego 2011

Co słychać u legginsów?

Cześć dziewczyny ! Macie cudownego bloga.

Moje pytanie to ;

moglybyscie napisać co o leginsach ?? Są getry to niech bedą tez leginsy :) chciałabym wiedzieć jakie leginsy są w tym roku modne . Jakie kolory , wzory, rodzaje ... Itp. Z góry wszystkim wam dziękuje ! Pozdrawiam Mitchie .


~Mitchie

 

 (C) aurille

Kochana Mitchie!
Niestety nie mam dla Ciebie dobrej wiadomości – legginsy schodzą na coraz dalszy plan, są zastępowane spodniami. W niektórych kolekcjach jeszcze się trzymają, ale powoli wychodzą z mody. Co udało mi się na ten temat wyniuchać? Naprawdę niewiele, bo jak już wspomniałam, coraz mniej dziewcząt interesuje się tym typem garderoby. Na pewno skończyły się legginsy zbliżone do rajstop – cieniutkie i prześwitujące wyrzucamy z szafy.
Dzielnie trzyma się fason, który bardziej podchodzi pod elastyczne spodnie – z materiału imitującego np. jeans, uszyte w sposób typowy dla nogawek, ze szlufkami do paska itp.
Lansowane są również legginsy imitujące skórkę lub lateks – na przykład na Allegro jest bardzo dużo ofert, które cieszą się zainteresowaniem wśród kobiet. Jednak tutaj zdania są podzielone i naprawdę trudno jest mi wypowiedzieć się na ten temat. Nie powiem jednoznacznie "tak", ale również nie mogę powiedzieć "nie". Jeżeli już, nie trzeba chyba zaznaczać, że ten typ powinien być czarny. Pseudo lateksowe legginsy w kolorze różowym  nie wyglądają naprawdę dobrze. Nadają się za to idealnie na festiwal kiczu ;-)
Co jeszcze w szafach i szufladach ćwierka na ten temat?
Wzory – i to nie byle jakie. Muszą być duże, przyciągające oko, ale z drugiej strony powinny być dopasowane do koloru. Na przykład – czarne legginsy, szara aplikacja. Warto tutaj jeszcze pamiętać o modnym kwiatowym deseniu i pazurze motywów zwierzęcych – pasków, cętek, zebry, o których wspominałam w artykule na temat mody wiosna-lato 2011.
Oczywiście, można się pokusić o coś bardziej ekstrawaganckiego (np. połączenie malonowego różu z kanarkiem), jednak zdecydowanie nie na co dzień. I tutaj rozwinę myśl, która pojawiła się już w temacie. Alternatywą dla „grubych rajstop”, jak są często określane legginsy, są jegginsy – to połączenie spodni jeansów z legginsami.
Pozwolę sobie zacytować:
„Jegginsy wykonane są, w zależności od ceny, z cienkiego dżerseju lub elastycznego jeansu. Ze względu na dopasowanie i elastyczność możemy pozwolić sobie na swobodne ruchy. Kolejną zaletą nowych spodni jest to, że można je nosić bez obawy o to, iż będą zbyt mocno uwydatniać nasze kształty. Figura modelki nie jest potrzebna, ale zgrabne nogi i pupa zdecydowanie tak.
Ze względu na domieszkę jeansu podobnie, jak klasyczne spodnie, są w stanie wymodelować naszą figurę, unieść pośladki i wysmuklić uda. Mimo zdecydowanych zalet, zalecamy rozwagę podczas zakupów. Dziewczęta w rozmiarze większym niż europejskie 38 mogą nie wyglądać w nich najlepiej...”
I to jest niestety prawda, ale jak w zawsze można próbować się wyłamywać. Wystarczy sprawdzić przed lustrem w przymierzalni, lub w domu – widzisz, że wyglądasz dobrze, w porządku! Jednak jeżeli dostrzegasz niedoskonałości, zmarszczony materiał, obciśnięte fałdki – zrezygnuj, bo nie warto narażać się na uszczypliwe komentarze ze strony koleżanek i kolegów. W końcu miano „modowego potwora za wszelką cenę”, nie należy do najmilszych, prawda?

 
[wzór określany mianem "klasycznego", bardzo ciekawie
prezentuje się na legginsach. Do tej pory najczęściej spotykany
na kamizelkach i sweterkach, jest fajnym rozwiązaniem w dolnych
partiach ciała]
 
[bardzo interesujący wzór w stonowanych kolorach]
 
 
[deseń kwiatowy, nadal modny. Duże kwiaty sprawiają
wrażenie spokojniejszych, a duet czerni i bieli, jak zawsze
elegancki]
 
[propozycja żywsza. Drobne kwiatki o różnych kolorach
zdecydowanie przyciągają wzrok, dlatego legginsów w ten deseń
powinny unikać dziewczęta z nie do końca idealnymi nogami.
Niestety.]
 
[do tego typu legginsów również potrzebne są dość zgrabne nogi.
Podkreślają atuty, ale uwydatniają mankamenty]

 
[po prostu zakochałam się w tym motywie.
Wygląda naprawdę oryginalnie i może przyciągnąć
niejedno spojrzenie ;-)]

Jegginsy:
 
Mam nadzieję, że pomogłam, a zaproponowana alternatywa, przypadnie Ci do gustu.
Z pozdrowieniami

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Czy jestem lesbijką? Jak jej o tym powiedzieć?


Czytam waszego bloga już od bardzo dawna, wasze porady już w wielu przypadkach mi pomogły, jednak jak na razie nie znalazłam żadnej notki, dotyczącej mojego obecnego problemu, czekałam, aż może jakaś osoba będzie miała taki problem jak ja, ale nie zdarzyło się do tej pory, więc sama odważę się napisać. 

Zanim zacznę mam 15 lat ( rocznie 16 ) 
Problem zaczął się w wakacje, pojechałam na obóz z dwiema przyjaciółkami, nazwijmy je x i y,( obie są w moim wieku ) był to obóz coś w stylu kempingu, czyli spało się pod gołym niebem w namiotach, ja miałam namiot wspólny z x i y, dodam, że y miała chłopaka, który również był na tym obozie i y ciągle spędzała czas z nim, nawet kilka razy z nim w namiocie spała. Za to mnie z x jacyś chłopacy zaczeli podrywać, jeden z nich nazwijmy go M ciągle się do mnie uśmiechał i się popisywał, w końcu dwa dni przed wyjazdem, zapytał się mnie czy może mnie pocałować( byliśmy w tedy sami ), a ja odpowiedziałam, że nie wiem, a potem, że nie, więc M zaczął się wypytywać czemu, krótko mówiąc wstydziłam się, bo nigdy nie całowałam się, nie umiałam. Tego samego dnia w namiocie kiedy było już ciemno, powiedziałam o tym x( y była w namiocie swojego chłopaka ) a ona zaproponowała, że mnie nauczy, więc się zgodziłam, bo chciałam w końcu zaliczyć pierwszy pocałunek z chłopakiem. No i całowałyśmy się, dość długo i kilka razy, były to różne pocałunki, ale najwięcej razy z języczkiem. 
Na następny dzień ciągle o tym myślałam jak całowałam się z x, nawet mi się to śniło. Potem zaliczyłam oczywiście ten pierwszy pocałunek z chłopakiem. Do niczego więcej nie doszło, bo trzeba było wyjeżdżać na następny dzień. Jednak ciągle myślałam o tym pocałunku z x i potem za każdym razem kiedy się z nią widywałam to chciałam i chcę się z nią całować, tak jak w tedy. 
I w tym tkwi mój problem. Tak jakbym coś do niej czuła, nie tylko o pocałunek chodzi mi, ale mam nawet ogólnie zboczone myśli o niej. Nawet działam na jej dotyk, z każdym razem jak sie witamy to sie przytulamy, to w tedy nie chcę aby mnie puściła. Zawsze jak siedzę, czy leżymy to przybliżam się do niej, ona tego nie widzi. 

Od kilku miesięcy zaczęłam się zastanawiać czy czasem nie jestem lesbijką, ale to wykluczone, bo chłopacy też mi się podobają, nawet zrobiłam z x taki ranking najładniejszych chłopaków w szkole. W ogóle to całowałam się z nie jednym już chłopakiem, a nawet chodziłam z dwoma , ale na krótko. 
Więc to wykluczone, żebym była lesbijką, ale biseksualna, też chyba nie jestem. Bo moja przyjaciółka to jedyna dziewczyna do jakiej mnie ciągnie. Do innych dziewczyn nie, może dlatego, że tylko się z nią całowałam, nie wiem. Ale wole nie sprawdzać. 
I teraz mam do was pytanie ? Czy jestem biseksualna czy może lesbijką, czy normalnie hetero ? Bo te pytanie zadaję sobie już od paru miesięcy i dalej nie wiem. Po za tym chciała bym też powiedzieć to x , ale się boję, boję się tego co ona o mnie pomyśli, że się mnie przestraszy i nie będzie chciała być dalej moją przyjaciółką. Nawet nie wiem jak bym jej to powiedziała, żeby nie osądzała mnie od razu. Jak jej mam to powiedzieć? Nawet nie wiem kim do końca jestem ... 
Nie wiem co mam robić, była bym ogromnie wdzięczna gdybyście mi pomogły wyjaśnić kim jestem ? Dlaczego wcześniej nic nie czułam do niej. Dodam, że znam ją 8 lat, dopiero po tym pocałunku coś się zmieniło. 
Jak mam z nią o tym porozmawiać? 
I ma też takie dodatkowe pytanie, jakby się okazało, że jestem les albo bi to jak mam powiedzieć o tym rodzicą, bo kiedyś musiałą bym powiedzieć, może jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno. 
Będę naprawdę wdzięczna !! 

~Nie wiem kim jestem ?


  

Kochana!
 Były już notki, które w pewnym stopniu opisywały Twój problem. Dlatego zacznij od przeczytania ich i dopiero potem przejdź do dalszej części.


 Na pewno już trochę się dowiedziałaś. W pierwszej notce Crazy napisała, że ten stan może być chwilowy i jest spowodowany okresem dojrzewania. Dlatego nie przejmuj się tak! Proponuję Ci poczekać jeszcze trochę, np. miesiąc lub dwa. Stosuj też rady dziewczyn, podane wyżej i spróbuj nie myśleć o swojej przyjaciółce w ten sposób.

 Jeżeli po jakimś czasie problem nadal nie ustąpi, a Ty będziesz czuła do tej dziewczyny to samo, musisz podjąć decyzję. Nie możesz się męczyć. Jendak ten wybór jest poniekąd decyzją życiową i sama musisz zdecydować, czy chcesz ryzykować utratą przyjaciółki. Nie jestem w stanie przewidzieć jej reakcji, dlatego naprawdę sama musisz się poważnie zastanowić. Jeśli nie będziesz dawała sobie z tym rady, możesz poprosić o pomoc psychologa.
Wcale nie musisz mówić przyjaciółce tego tak od razu. Nawet nie powinnaś, bo może się ona przestraszyć. Dlatego zacznij od zbadania sytuacji. Podczas spotkania z nią porusz ten temat. Bądź ostrożna i niczego nie sugeruj. Na przykład podziękuj jej, że nauczyła Cię całować. "Przy okazji" zapytaj jak się wtedy czuła. Możesz też spróbować się dowiedzieć, czy kiedyś mogłaby być lesbijką i jak by się z tym czuła. Oczywiście nie pytaj o to za jednym razem, musisz się trochę zamaskować, żeby niczego nie podejrzewała. Proponuję odstęp czasu.;)
 Teraz już mniej więcej wiesz, co ona sądzi na temat Waszego pocałunku i bycia lesbijką. Jeśli uważasz, że taka opcja jest jej na rękę delikatnie daj jej znać o swoich uczuciach. Przyjaciółka może być zaskoczona. Nie wiem, co dalej zrobi, dlatego musisz być naprawdę pewna swojej decyzji. Pamiętaj, że to zawsze ryzyko!
 Jeżeli z jej odpowidzi wywnioskowałaś, że jednak wolałaby pozostać jedynie Twoją przyjaciółką i nie chce niczego więcej, daj sobie spokój. Na siłę jej zdania nie zmienisz, a chyba wolisz utrzymywać z nią kontakt. W takiej sytuacji na pewno sobie poradzisz. Przestań po prostu myśleć o niej, wspominaj ją jako dobrą przyjaciółkę i zainteresuj się chłopcami.:) Tutaj znów proponuję wizytę u psychologa, to osoba doświadczona i na pewno Ci pomoże. Skoro na świecie mamy możliwości pomocy i wyjścia z problemu, to dlaczego mielibyśmy z nich nie korzystać?;)

 Pytałaś jak powiedzieć rodzicom i znajomym o tym, że jesteś lesbijką. Pamiętaj, że to nic złego, bo taka jest natura człowieka. Każdy woli coś innego i lepiej czuje się w różnych rzeczach i stanach. Jeśli wszystko się ułoży i jednak będziesz czuła potrzebę poinformowania o tym bliskich, nie zwlekaj. Znalazłam notkę, która może pomóc Ci w tym problemie: http://nasze-babskie-sprawy.blog.onet.pl/2,ID402480993,index.html .

 Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i jakoś sobie poradzisz. Nie przejmuj się, pożądnie zastanów, ale przede wszystkim daj sobie czas.:) Powodzenia!
 Margaret

niedziela, 30 stycznia 2011

Co w trawie będzie piszczeć? Wiosna-lato 2011

Witam autorki NBS ;)
Mam pytanie dotyczące mody , a więc co będzie modne tego lata ? Czy to już wiadome , bo znam się na modzie, trendach itd.

I czy okulary typu Nerdy nadal będą modne ?

Jeśli nie to jakie okulary będą modne ?


~Karwolina

 
Droga Karwolino!
Skoro znasz się na modzie i trendach, to do czegóż potrzebna ci pomoc takiego biednego Stworzenia, jak Ramoneska?
No, ale w porządku – jak przystało na modowego potwora, wyruszyłam w ekscytującą i niezwykle niebezpieczną podróż po modowych wybiegach i spróbowałam wyniuchać, co w trawie będzie niebawem piszczeć. Do rzeczy, moi państwo!

Na początek pozwolę sobie zacytować trafne stwierdzenie, pod którym i ja się podpiszę:
„Jak co sezon, możemy wyróżnić kilka głównych, najbardziej widocznych trendów, które pojawiają się we wszystkich kolekcjach. Przede wszystkim w modzie wciąż panuje kobiecość. Balansuje ona pomiędzy dwiema skrajnościami - minimalizmem a przepychem. Na tej opozycji opierają się niemalże wszystkie kolekcje nadchodzącego sezonu.”

U Chanel w kolekcji wiosna-lato 2011 prezentowanej na uliczce uroczego miasta Saint Tropez powróciliśmy do klasyki. Modelki prezentowały spodnie o klasycznym kroju – zbliżonym do męskiego, jednak nie zaprasowanym na kant. Dominowały luźne żakiety, w żadnym wypadku nie przylegające do ciała. Pojawiły się krótkie sweterki z rękawem 3/4 i 4/4 z deseniem poprzecznych pasków.
Co ciekawe, zauważyłam odbicie w stronę Etno, objawiające się w deseniach i metalowych aplikacjach na paskach – jednak póki co, tylko na długich i zwiewnych sukienkach.
Wspomniałam o paskach – ważny element garderoby – cienkie i skórzane.
Jeżeli chodzi o ozdoby, to długie i duże wisiory z koralików i małych kamieni.
Modelki chodziły najczęściej boso, ale z typowo letnich butów zaobserwowałam… rzymianki!
(i całe szczęście, bo dopiero pod koniec zeszłego lata udało mi się nabyć przyzwoity model)
Mam nadzieję, że zaraz ich coś nie wyprze. Pojawiły się koronkowe hafty, w formie bardzo minimalistycznej – nadają jednak swoistego charakteru danej kreacji. Wciąż na topie delikatne, kwiatowe desenie – więc nie chowaj jeszcze łaszków z tego sezonu – mogą się przydać.
Jeżeli chodzi o kolory, to zestawienie beżu, brązu, koniaku i écru. Dobrze czuje się również nieśmiertelny duet kolorystyczny – czerń i biel. Zarówno w duecie, jak i solo.
Prócz tego, typowo letnie, intensywne kolory – pomarańczowy, niebieski itp.
  
[wspomniane już brązy, rzymianki i klasyczne cięcie]
 
[kolorowy power!]
 
[elegancko, kwiatowo i bardzo zwiewnie]
  
[sweterki, paseczki i entno. Zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu ta część pokazu]
 
[i koronka. Niestety mało widoczna...]
A skoro o niebieskim mowa – Armani wypuścił elegancką kolekcję sukienek wieczorowych pod wdzięczną nazwą  ‘La femme bleue’, czyli jak już na pewno wywnioskowałyście, moje drogie czytelniczki, w kolorach niebieskich. Od ciemnych, do bardzo jasnych. Taka mała wskazówka kolorystyczna.

 
[z kolekcji Armaniego]
Napisałam coś o kolekcji klasycznej, no to czas na całkowite przeciwieństwo, gdyż niestety (a może dla niektórych „stety”?) Diesel postanowił nadal uparcie lansować rurki i leginsy. Prócz tego, spódnice z wysokim stanem. Jakby nie patrzeć, ten włoski dom mody upodobały sobie nastolatki, więc wielkiej szkody nie ma. Prócz tego sukienki w oryginalnych fasonach i buty na niebotycznym obcasie.
 
[osobiście jestem zdania, że to
naprawdę nic specjalnego...]
Skoro już o młodzieżowej „modzie”, skoczmy do propozycji sezonowej Zary.
Tutaj również wracają spódnice z wysokim stanem inspirowane latami 50’ i 70’. (może w końcu spodni się doczekam?) Często pojawiającym się deseniem w kolekcji będą lamparcie cętki, które znajdziemy na spodniach, bluzkach, czy sukienkach.
 
[skóra, ciemne rurki i cętki, czyli
przedsmak tego, co wam przekażę...]
 
[przyznam, że nie ubrałabym takich spodni...]

Chciałam podrzucić również propozycje od Karla Lagerfelda, jednak ten uparcie nic pokazać nie chce. Jedynie dosyć okrojona w zdjęcia kolekcja dla domu mody Chanel (ciekawie będą pewnie wyglądały metki) Znany projektant zadrwił sobie z klimatów typowo letnich i w jego projektach dominują barwy zimne, ciemne i ciężkie materiały oraz akcenty typowe dla kolekcji jesień-zima. Kolekcja określona została mianem „mroźnej wiosny”.


Podsumowując nieco mój wywód, parę konkretnych wskazówek:
a) żegnamy szarości, na salony wkracza kolor. I to nie byle jaki! Jak najbardziej intensywny! Czerwień, błękit, zieleń, róż, kanarkowa żółć i pomarańcz o intensywnych odcieniach – to najmodniejsze kolory na lato. Występują razem, w nietypowych duetach i jako same dodatki.
b) nadal tryumfuje beż i wszystkie jego odcienie, wpada nawet do brązu.
c) powodzeniem nadal cieszy się czerń i biel – modne są razem i osobno.
d) należy się zainteresować szydełkowymi haftami, co widzimy między innymi w kolekcji Chanel. Bardzo modny i stylowy akcent.
e) będzie szaleństwo geometryczne – kwadraty, poziome, grube pasy.
f) ubrania dostaną pazura i zostaną zdominowane przez zwierzęce desenie (co wspomniałam już przy kolekcji Zary), mianowicie: cętki, żyrafie łaty, pasy tygrysa i zebry. Występują w odcieniach naturalnych albo w zupełnie "odjazdowych" (króluje blady pomarańcz, róż, turkus i fiolet).
g) znów pozwolę sobie zapożyczyć cytat, gdyż sama bym tego lepiej nie ujęła! „Louis Vuitton i John Galliano zabierają nas w przeszłość, do epoki burleski, kabaretu i charlestona. Inspirują ich dawne fascynacje Dalekim Wschodem i sposoby, w jaki kobiety w Europie adaptowały tę modę na swój użytek.”
h) kwiatowe motywy w połączeniu z bielą i pastelami – bardzo kobiecy, letni look. Akurat na lato.

No, i coś, co trzymałam na modowy koniec:
Modne będzie połączenie stylizacji klasycznych, dziewczęcych z rockiem.
Czyli skórzane kurtki, szorty i wszystko co ciężkie!
(przedsmak u Zary)


W porządku, na sam koniec: okulary.
Przyznam szczerze, że niewiele się mówi na ten temat.
Nerdy chyba nadal się trzymają i nikogo nie krzywdzą.
Znalazłam tylko taką (przyzwoitą) wzmiankę na ten temat:
"Lata pięćdziesiąte raz na zawsze wydłużyły okularów, nadający im kształt kociego oka. Ogromne okulary typu muchy w sezonie 2011 zastąpią okulary retro – też duże, ale teraz modnie wydłużone, często z białymi oprawkami."CO z tym będzie dalej, trzeba jeszcze poczekać
Dla dociekliwych, link, gdyż przyzwoitość zakazuje mi rozciągać bloga.
Zdjęcia są koszmarnie małe. By lepiej móc cię przyjrzeć:
Chanel <- klik.

Mam nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość i jednocześnie pomogłam!
Pozdrawiam:

piątek, 28 stycznia 2011

Jak wyrzuty sumienia wpływają na nasze życie?

Witam kochane! Śledzę Wasz blog od dłuższego czasu i uważam, że jest godny podziwu. 
Myślę, że porady odnośnie mojego kłopotu mogła by mi udzielić Siedmiokropka. Otóż dręczą mnie wyrzuty sumienia. Nie było by w tym nic kłopotliwego (w końcu wyrzuty sumienia, są czasem potrzebne). Niestety u mnie są szczególnie silne i często, moim zdaniem nie potrzebne. By było łatwiej zobrazować problem przytoczę przykład. 
Niedawno miałam spotkać się z moim chłopakiem. Zadzwonił do mnie z pytaniem czy może być dany dzień ja powiedziałam, że niestety nie. Miałam jechać z kuzynką na małe zakupy do innego miasta. Zawiedziona rozłączyłam się. Chwile później mama pyta się czy się umówiłam. Ja naświetlam sprawę z wyjazdem i tak dalej. Nagle mama mówi, że dlaczego się nie umówiłam, przecież nie jedziesz w ten dzień tylko następny. Ja zdziwiona bo byłam święcie przekonana o tym, że wyjazd jest akurat w ten dzień w którym mój chłopak chciał się spotkać, napisałam sms-a iż jednak ten dzień mi odpowiada. Wszystko powinno być w porządku, ale nie jest. Mnie od tej sytuacji dręczą wyzuty sumienia. Nie mogę przestać myśleć o tym jaka jestem głupia, jak mogłam się pomylić. 
To jedna z sytuacji, często gdy się pomylę, popełnię błąd czy to w życiu czy w szkole mam podobną sytuację. 
Raz zapomniałam zadania domowego, to był mój pierwszy raz, na mojej lubionej lekcji. Nie mogłam sobie tego wybaczyć. Starałam się to naprawić intensywnym zgłaszaniem się i tak dalej. 
Mój problem to chyba chęć bycia najlepszym, nie wiem jednak jak z tym sobie poradzić by mnie to nie zadręczało. 

~ Holy




Droga Holy!

Nadmierne wyrzuty sumienia mogą być bardzo uciążliwe i niepotrzebnie frapujące. Są problemem, jednak myślę, że łatwiejszym do zwalczenia, niż brak poczucia winy. To, że je masz świadczy o Twojej wrażliwości i dyscyplinie, tym, że masz w życiu własne zasadny, których nie chcesz łamać, a za chociażby przypadkową chwilę zapomnienia surowo się karzesz. Tak więc porozmawiajmy sobie trochę o wyrzutach sumienia.

"Zrobiłam coś złego, wyrządziłam komuś krzywdę... Wiem, że nie powinnam tak zrobić, jednak popełniłam to umyślnie, czego teraz żałuję" - tak powie osoba, która jest obarczona najbardziej powszechnym rodzajem poczucia winy. Wynika ono z umyślnego dokonania czegoś złego, złamania powszechnej zasady. W tym przypadku (zaznaczam, jeśli skrzywdziliśmy kogoś umyślnie) żal i smutek są całkowicie na miejscu, świadczą one o naszej wrażliwości oraz o tym, że odczuwamy skruchę. To wyrzuty sumienia pokazują nam, w jaki sposób dążyć do bycia dobrym. Jeśli było to ciężkie przewinienie, poczucie winy przestanie nas dręczyć dopóki nie naprawimy szkody, nie przyznamy się do błędu i nie przeprosimy. Za każdą umyślną krzywdę człowiek powinien przeprosić, nie zapominajmy o tym!

Możemy również odczuwać wyrzuty sumienia poprzez złamanie własnych zasadCzęsto jednak są one niepraktyczne, wyprowadzone przez nadmierne ograniczenia, zbyt dużą pokorę lub zwykłe przyzwyczajenie (kiedyś ktoś nam czegoś zabraniał, a z czasem zaczęliśmy się z tym zgadzać, mimo, że kiedyś mieliśmy na ten temat odmienne zdanie). W przypadku złamania tych zasad zaczynamy odczuwać dyskomfort, nasza wyobraźnia została pobudzona do działania. Zaczynamy oceniać to, co zrobiliśmy bardzo krytycznie, przesadzamy z osądem naszego czynu - chociaż sami nie mielibyśmy nic przeciwko temu, co zrobiliśmy, uważamy, że inna osoba może mieć nam to za złe i obarczamy winą samych siebie. Myślę, że w tym tkwi Twój problem Holy.

Napiszę również o innym rodzaju wyrzutów sumienia, aby wyczerpać temat. Bardzo często dzieje się również tak, że uczestniczymy w jakimś wydarzeniu, czy kłótni, w której winę ponosi inna osobę. Jednak ta, aby sobie ulżyć, próbuje zrzucić odpowiedzialność i poczucie winy na inną, niewinną osobę, aby samemu poczuć się lepiej. Wtedy obarczony wyrzutami sumienia człowiek zaczyna zastanawiać się nad swoją winą, tym co zrobił źle. Ostatecznie udaje mu się wymyślić swoją motywację do złego czynu oraz jak to zrobił. Niestety, z tym rodzajem poczucia winy najtrudniej sobie poradzić, wmówione wyrzuty sumienia wychodzą z głowy najciężej i w tym wypadku winna osoba musi przyznać się do błędu, a dzieje się tak coraz rzadziej. Jednak nie będę się bardziej nad tym rozpisywać, zastanówmy się nad problemem Holy.

Przede wszystkim, uświadom sobie, że stawiasz sobie za wysoką poprzeczkęNie ma ludzi idealnych, którzy niczego nie zapominają, nie popełniają żadnych błędów, czy wpadek. Wyznaczyłaś sobie zasady, którym nikt nie może sprostać. Kiedy zaczną dręczyć Cię wyrzuty sumienia, postaw się w sytuacji osoby, której "wyrządziłaś krzywdę". Na przykład, to, że w końcu zdecydowałaś się spotkać ze swoim chłopakiem pewnie bardzo go ucieszyło, sam pewnie też się kiedyś pomylił podobnie wobec kogoś, więc rozumie, że to był przypadek. A Twoja nauczycielka? To był pierwszy raz, wie, że jesteś wzorową uczennicą, starałaś się poprawić i doceni to. Oczywiście, dyscyplina jest ważna i pomaga nam być dobrym człowiekiem, jednak  pamiętaj, nikt nie jest w stanie nie popełniać pomyłek i nie zapominać o niczym. Dlatego musisz starać się mniej przejmować tym co zrobiłaś, ponieważ inni dopuszczają się gorszych zbrodni, których nie żałują.

Mam nadzieję, że dasz sobie radę i pokonasz swoje zbytnie wyrzuty sumienia, pozdrawiam! :)

Siedmiokropka


Domowe sposoby na zgagę.


Najpierw chciałam się przywitać ze wszystkimi czytelniczkami NBS. Przepraszam za moją długą nieobecność i zaległości w odpowiedziach, ale miałam problemy zdrowotne i nie mogłam pisać na NBS :)

Ostatnio często męczy mnie zgaga. Co może ją powodować? Czego powinnam unikać, żeby jej nie powodować? Jak mogę ją zwalczyć? (nie chodzi mi o leki, tylko bardziej naturalne sposoby)
~Asia

Droga Asiu!

Picie mleka, jedzenie mięty pod różnymi postaciami, aby złagodzić zgagę może dać chwilową ulgę, ale w dalszej perspektywie niesie ryzyko nasilenia objawów. 

Niektórzy chorzy popełniają błąd myśląc, że pewne pokarmy są naturalnymi lekarstwami na zgagę, dlatego, że po ich spożyciu na krótko odczuwają ulgę w dolegliwościach. 

Mleko, na przykład, zmywa kwas z przełyku z powrotem do żołądka i chwilowo łagodzi i neutralizuje jego działanie, ale samo w sobie stymuluje żołądek do zwiększenia produkcji kwasu. Godzinę po tym jak pacjent wypił mleko, aby ulżyć dolegliwościom, ból może powrócić. 

Mięta neutralizuje kwaśne środowisko w przełyku, ale także zwiększa wydzielanie śliny, która pomaga spłukać kwasy na powrót do żołądka, ale przede wszystkim mięta osłabia zwieracz przełyku, mięsień, który chroni przełyk przed cofaniem się treści żołądkowej. 

I kółko się zamyka. 

Zgaga ma miejsce, kiedy kwaśna treść pokarmowa z żołądka cofa się do przełyku. Objawami są: palący ból za mostkiem bez związku z wykonywanym wysiłkiem, gorzkie uczucie w ustach. 

Postępowanie zwykle obejmuje zmianę przyzwyczajeń żywieniowych i przyjmowanie leków obniżających kwaśność treści żołądkowej. Leczenie chirurgiczne bywa konieczne tylko w najpoważniejszych przypadkach. 

Jedzenie które może pogorszyć objawy: 

Czekolada – rozluźnia dolny zwieracz przełyku na granicy z żołądkiem. 
Kawa i alkohol – zwiększają wydzielanie kwasu. 
Cebula – rozluźnia zwieracz przełyku. 
Tłuste jedzenie – zwiększa wydzielanie kwasu. 
Napoje gazowane – bąbelki i zawarty w nich gaz dodatkowo rozdymają żołądek. 
Soki cytrusowe i pomidorowy – są kwaśne i zwiększają kwaśność treści żołądkowej. 

Jeśli nie potrafisz zrezygnować całkowicie z tych pokarmów, przynajmniej ogranicz ich ilość. 

Możesz też przyjmować leki neutralizujące kwasy ( Maalox ; Alugastrin ) i obniżające produkcję kwasu w żołądku z grupy H2 blokerów, które w małych dawkach dostępne są w aptekach. Leki z najsilniejszej grupy ( inhibitory pompy protonowej ) dostępne są tylko na receptę. 

Gdy zgaga nie mija powinno się skontaktować z lekarzem. Może się okazać, że konieczne jest badanie endoskopowe w poszukiwaniu zmian w śluzówce przełyku. Warto pamiętać, że nie leczony refluks objawiający się zgagą może doprowadzić do powstania zmian nowotworowych. 

Przed wizytą u lekarza warto przypomnieć sobie od jak dawna, jak często i po jakich posiłkach cierpisz na zgagę.

Pozdrawiam, Anitt.
Anitt (13:24)
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x