sobota, 3 grudnia 2011

Jak zachęcić X, a zniechęcić Z?

Witajcie.
Najpierw chciałam Wam podziękować i pogratulować. Prowadzicie wspaniały blog, który nieraz mi pomógł. Wiem, że może pojawiają się takie sytuacje, ale jeszcze żadna porada na waszym czy innym blogu nie pomogła mi w tym przypadku.
Zacznę od początku.
Chodzę do II klasy gim. Jestem wysoka i dość szczupła. Uczę się bardzo dobrze. Wiem, co należy powiedzieć w danej chwili i umiem porozmawiać z każdą osobą, niezależnie od wieku, poglądów. Mimo tego, jestem nieśmiała.
Poznałam pewnego chłopaka X, na którego nie zwracałam na początku uwagi, jest on ode mnie o rok starszy. Pisałam z nim trochę w 1 klasie na nk, ale minęło. Niedawno odbył się konkurs, na który się dostałam razem z nim na wyższy etap oraz z trójką innych osób. Uczyliśmy się razem na kółku i wtedy odkryłam, że jest bardzo dowcipny i wygadany. Ma wiele zalet. Bardzo go polubiłam. Interesują go samochody :) Na tym kółku siedzieliśmy razem, to zapamiętał moje ulubione tytuły książek.
Gdy pojechaliśmy na konkurs, siedzieliśmy w autobusie razem. Wtedy ponownie potwierdził u siebie błyskotliwość i humor. Bardzo przyjemnie mi się z nim gadało. Po konkursie kontakt się urwał. Przez miesiąc z nim nie rozmawiałam.Przyłapałam go, jak się mi przygląda. Wtedy uśmiechnęłam się do niego. Zaczęło się codzienne mówienie "cześć". Niby nic, a jednak czułam się lepiej. Kilka razy wymieniliśmy słowa w realu, a potem napisał do mnie raz na nk. Pisaliśmy przez ponad pół godziny. Teraz codziennie mówimy sobie "cześć". Spoglądam na niego, on na mnie też, ale przeważnie odwracamy wzrok. Teraz, kiedy napotkały się nasze oczy, uśmiechnęłam się, tak było kilka razy. Jest cudownie.
Chcę dodać, że nie lecę na każdego napotkanego przedstawiciela płci męskiej, a jak ktoś wpadnie mi w oko, to całkiem zapominam o istnieniu innych, teraz też tak się czuję.
Jest również starszy ode mnie Z. Wsiadamy razem na przystanku od podstawówki. Nie powiem, jest miły, uprzejmy, utrzymuje kontakt z innymi dziewczynami. Dla mnie jest po prostu zwyczajnym kolegą. Ale on chyba odbiera to inaczej. Ostatnio zagaduje do mnie na każdej przerwie, dotyka, tzn., kiedy stoję przed nim to mnie lekko szczypie, a gdy siedzi za mną to klepie mnie po ramieniu. Próbuję go zbyć uśmiechem i nie odpowiadać na jego pytania. Niestety, nie daje za wygraną. Robi się coraz śmielszy. Już mnie powoli denerwuje. Olewanie go nie skutkuje.
Przedstawiłam sytuację, więc proszę o pomoc, a moje pytania brzmią następująco:
Czy na pewno podobam się X?
A jeśli tak, to co dalej robić (podkreślam, że nie jestem śmiała)?
Co zrobić z Z, by się odczepił, ale w delikatny sposób, bo nie potrafię powiedzieć prosto w twarz "odwal się"?
Bardzo proszę o pomoc. I dziękuję, jeśli nawet nie odpowiecie, a przynajmniej komentarz przeczytacie.

~Laura

 
Droga Lauro!
Odpowiedź na pytanie pierwsze według mnie brzmi: tak. Jestem tego pewna w 99%. Dlaczego nie w 100? Ponieważ nigdy nie można wiedzieć tego - na pewno, ponieważ każdy chłopak jest inny i okazuje swoje zainteresowanie dziewczyną inaczej niż reszta. Chociaż są pewne czynności, które łączą ich wszystkich. Są to właśnie spoglądanie na dziewczynę, uśmiechy, próby zagadywania i chęć przebywania z tą osobą. Jedne z nich są zauważalne inne mniej, ale zawsze to coś..
Pytasz: co dalej zrobić? - Myślę, że jednym rozwiązań byłoby pozostawienie tego wszystkiego samemu sobie i obserwacja. Być może cała sprawa rozwiążę się szybciej niż myślisz, a jej wynik może się okazać akurat dla Ciebie Happy Endem. Jeżeli jednak chciałabyś jakoś przyspieszyć sytuację oczywiście tak jak teraz odpowiadaj na jego sygnały, ale też sama próbuj coś zdziałać. Jeśli wcześniej rozmawiałaś z nim jak z kumplem czemu teraz po prostu nie możesz podejść i zagadać? Jak dawniej? Trudne? Ale wykonalne. Jeśli tylko się odważysz być może TO czymś zaowocuje. Nie rezygnuj także z rozmów na nk, czy gg. Prowadźcie burzliwe dyskusje, a po jednej z nich np. podczas której chłopak Ci powie, że nie rozumie fizyki, podejdź do niego i zapytaj: jak tam Ci idzie z fizyką? nie potrzebujesz czasem pomocy? nie wiem jak ty, ale ja jeśli chodzi o ten przedmiot jestem mistrzem. - po czym lekko się uśmiechnij. Prośba o korepetycje gwarantowana. ;)
Jeśli chodzi o Z to już gorzej. Sama w tej chwili jestem mniej więcej w takiej sytuacji i szczerze mówiąc nie wiem jak z niej wybrnąć, żeby chłopaka nie obrazić, a żeby wiedział, że na nic więcej liczyć nie może. Nie wiem, więc czy doradzę Ci odpowiednio. Ja akurat jestem na etapie przeczekiwania.. może w końcu się mną znudzi. Tobie też to polecam. Przynajmniej jak na razie. Jeżeli jednak to nic nie pomoże. Pokaż się w jego otoczeniu z jakimś innym chłopakiem, lub przy rozmowie z nim przez przypadek nabąknij że masz kogoś na oku. Jest jeszcze jedno wyjście. Poproś koleżankę/przyjaciółkę i w jego obecności, gdy będziesz pewna, że Cię usłyszy chociaż siedzi np. z kumplami lub sam dwa kroki od was.. zacznij rozmawiać z dziewczyną o tym czy macie kogoś na oku. Przykładowa rozmowa:
A: No i jak z Twoim życiem uczuciowym?
B: Gadaj wprost o co Ci chodzi! xD
A: No wiesz.. masz już kogoś na oku, bo ostatnio wspominałaś coś o jakimś Marku [imię chłopaka, byle nie tego, którego chcesz zniechęcić, bo plan weźmie w łeb] i jestem ciekawa szczegółów.
B: Jeśli chcesz wysłuchać szczegółów znajdź trochę bardziej ustronne miejsce na pogawędki.
Oczywiście możesz wymyślić coś zupełnie innego. To tylko moje przemyślenia.
No i na koniec: powodzenia. ;)
Frysbie_

piątek, 2 grudnia 2011

Podrywacz.

Witam Was, kochane. Mój problem dotyczy chłopaka. I bynajmniej nie chodzi oto, że chcę go zdobyć, czy z nim zerwać.
Wszystkie dziewczyny w klasie ma owinięte wokół palca. Ja też dałam mu się omamić --". Byłam w nim szaleńczo zakochana przez 3 lata, tzn. od czasu, kiedy byliśmy brzdącami i powiedział mi, że mnie kocha. Tego roku, pomału zaczynałam "zdrowieć". Wmawiałam sobie, że już mnie nie interesuje. "Terapia" dawała efekty (małe, ale zawsze jakieś).
Ale Karol musiał wszystko zepsuć. Patrzy na mnie rozanielonymi oczami, śmieje się szeroko, zagląda głęboko w oczy. To wszystko powoduje, że kiszki mi się skręcają, a żołądek podchodzi w okolice gardła. Niby "gra gitara", jak to Karol zwykł mawiać, ale czasami widzę, jak tak samo postępuje z moimi koleżankami, albo przyjaciółką. Błagam, poradźcie (nawet w komentarzach) jak powiedzieć takiemu chłopakowi "Odczep się",
skoro chętniej wykrzyczałabym mu prosto w twarz "Kocham Cię!"
Monika, 14


~Monika



  


Moniko!
Ten chłopak chyba wie, jak działa na dziewczyny. Traktuje je przedmiotowo myśląc, że nie robi nic złego, bo jemu z tym dobrze, gdyż cały czas się upewnia w swojej atrakcyjności dla płci przeciwnej, ale dziewczyny, które się już zakochały, mają naprawdę ciężko. Bo nie dość, że taki chłopak przestaje się w pewnej chwili starać o więcej, a dziewczyna ma duże nadzieje, to jeszcze widzi ona, jak identycznie traktuje inne dziewczyny. A mogło jej się zdawać, że jest się tą jedyną… Zazwyczaj łatwo przychodzi mu wyznawanie uczuć. I niekoniecznie musi kłamać- jemu może się wydawać, że wszystkie te dziewczyny kocha, ale jest w błędzie.
Oczywiście można się starać o coś więcej u takiego chłopaka. Ale czy to coś da? Ja oczywiście nie mówię, że to, że naprawdę może się już zakochać, jest niemożliwe. Takich też się w końcu usidla ;) Ale potrzeba pracy i mnóstwa cierpliwości, żeby coś z tego wyszło. Poza tym on też musi tego chcieć, choć w najmniejszym stopniu.
Chcesz, żeby dał Ci spokój. Słusznie… Dobrze by było, gdybyś znalazła oparcie u kogoś, kto by Cię wspierał w trudnych momentach. Przede wszystkim staraj się go unikać. Tak, wiem, że to trudne. Ale mimo wszystko, w miarę swoich możliwości po prostu go unikaj. Gdy przyjdzie chwila załamania, to przypomnij sobie to, co Cię ostatnio zabolało, coś w jego zachowaniu. Gwarantuję, że zmienisz nastawienie. Choć na trochę. Spróbuj poszukać sobie chłopaka. Rozejrzyj się, może akurat spogląda na Ciebie jakiś mniej śmiały chłopak, który czeka na Twój znak. I który potrafiłby Cię uszczęśliwić:) Możesz ‘przypadkiem’ powiedzieć temu podrywaczowi, że jest ktoś taki. I że pytasz o radę w czymś. To już powinnaś sama wymyślić, zależnie od sytuacji.
Przede wszystkim nie wolno Ci mówić podrywaczowi o swoich uczuciach. Z wiadomych powodów. Nie przebywać w jego towarzystwie, gdy nie jest to konieczne. Nie słuchać o nim, nie ‘śledzić’, nie podglądać na n-k. Po prostu wybrać prostą drogę do zapomnienia o nim ;)

Miałam już taką sytuację, gdzie ‘leczyłam’ kogoś z takiej miłości. Jeśli chodzi o moją ‘terapię’, to wykorzystałam te właśnie wskazówki, które i Tobie tu podałam. Poskutkowało. Od ‘mojego’ podrywacza poodwracały się dziewczyny. Jak wcześniej codziennie gadał z kilkoma na raz sam na sam i to tak mocno przyjacielsko^^, to teraz ma tylko kolegów. I żadnej swojej dziewczyny. A podrywał w tak paskudny sposób co najmniej 2 lata;) Tak więc rady są sprawdzone, mi, a głównie mojej koleżance, pomogły:)

Powodzenia,
Charlotte.

czwartek, 1 grudnia 2011

Kiedyś zrobiłabym wszystko by z nim być. Teraz gdy moje marzenie się spełniło - nie czuję już tego samego.

Cześć. Mój problem polega na tym że poznałam pewnego chłopaka. Spodobał mi się i w ogóle. Pewnego dnia załatwił sobie skądś mój numer i napisał. Dowiedziałam że też mu się podobam ale że ma dziewczyne i musze poczekać. Umówiliśmy się na następny dzień. Pochodziliśmy, pogadaliśmy i okej. Potem na gg pisał znów na temat swojej dziewczyny i zerwania z nią. Umówiliśmy się w tym samym dniu drugi raz. Powiedział że napisał jej smsa w którym z zrywa z nią. Głupio się czułam bo ja bym tak nie chciała. Do tego ona jeszcze mu nie odpisała jak chodziliśmy trzymając się za ręce itp. Do tego jakoś dziwnie się czuje. Myślę że popełniłam błąd wchodząc w to. Po tym drugim spotkaniu jakoś nie czuje już tego samego. Boje się chodzenia z nim, nie jestem przyzwyczajona. Ostatniego chłopaka miałam ponad 2 lata temu do tego byłam wtedy dzieckiem. On jest starszy o 2 i pół roku. Obawiam się tego co pomyślą znajomi jego, moi. Co będą o tym mówić, plotkować. On powiedział mi że czuje że coś z tego wyjdzie i będziemy długo ze sobą. Ale ja tego nie czuje. Chyba wolałam myśleć że on jest ale nie będziemy razem. Nie chce chodzić z nim cały czas za rękę bo się krępuje. Do tego po jednym dniu nawet nie całym powiedział ze mnie kocha. Nie umiem powiedzieć mu tego co myślę o tym. Poza tym nie chciała bym stracić go jako kolegę. Nie wiem czy czekać i może coś się zmieni. Najgorsze jest to ze to tak szybko. Nagle napisał a na drugi dzień już chodzimy ze sobą a nawet nie zerwał. Powiedziałam mu delikatnie że na razie będzie lepiej jak nie będziemy okazywać tego publicznie ani nic. Poczekamy aż wszystko zwolni tępa. On nie jest taki jak myślałam, a może dlatego ze dopiero 2 razy gadaliśmy na osobności.

~kielCzanka

 
Droga kielCzanko! ;)
Gdybyś naprawdę kochała tego chłopaka, trzymanie się za ręce nie stanowiłoby dla Ciebie oporu. Nie przejmowałabyś się - co powiedzą inni?, nie opierałabyś się czułym słówkom chłopaka.. To wszystko, niby tak małe - byłoby dla Ciebie całym życiem! Dlaczego więc tak nie jest skoro jeszcze niedawno byłaś niemal pewna, że to TO? Odpowiedź jest mimo wszystko prosta - zauroczenie. Podobał Ci się. Bo przystojny, bo to, bo tamto.. ale gdy poznałaś go bliżej stwierdziłaś, że do siebie nie pasujecie. Coś takiego zdarza się dość często. Poznajemy chłopaka.. jego zalety, ale także wady. Twoja reakcja na jego zaloty zdradza jedno.. - z pewnością nie jesteście sobie pisani. Można by stwierdzić, że miłość przyjdzie z czasem. Tak się zdarza. Ale po co czekać? Po co się męczyć? Moja rada: - odpuść go sobie - chociaż oczywiście się nie narzucam. Ponadto chłopak narzucił zbyt szybkie tempo. Ze swojego doświadczenia wiem, że to zbyt dobrze związkowi nie wróży. Sam fakt że zerwał dla Ciebie z dziewczyną powinien Ci dać sporo do myślenia. Skoro zerwał raz [i to do tego w tak głupi sposób] może zerwać i drugi.. a gdy się z nim zwiążesz z pewnością będziesz cierpieć bardziej.
Jeśli o mnie chodzi jestem także zdania, że dwie rozmowy na osobności, czy cztery dni bliższej znajomości to zbyt mało, żeby zostać parą.
Oczywiście możecie być jednymi z tych, którzy niegdyś niepewni swych uczuć, w przyszłości będą żyli ze sobą długo i szczęśliwie. Tak jest z pewnością w około 24%. A co z resztą? Szanse na znalezienie się w gronie tych szczęściarzy jest minimalne.
Od siebie życzę powodzenia. A jak wyjdzie.. - czas pokaże. ;)
Frysbie_

środa, 30 listopada 2011

Spór o porządek


  Cześć, kieruję swój komentarz do Kwaskowej. 
Moja mama myśli, że jest wybitnym pedagogiem. Ponieważ jestem bałaganiarą, do czego się przyznaję, ale sporzątam co tydzień, więc na weekend moja łazienka i pokój nie wyglądają aż tak źle. Jednak ostatnio mama stwierdziła, że jej to nie wystarcza i chce mnie nauczyć stałego porządku. Już dawniej zawsze za bałagan karą dla mnie było zakaz widywania się z koleżankami i kolegami po szkole. Wydaje mi się to karą bardzo nie w porządku, bo to przecież moje prywatne życie i moje życie społeczne, a ona w nie w taki sposób wchodzi- gdyby to był zakaz komputera, telewizora, ale nie- ona wie, że najbardziej ucierpię przez zakaz widywania się z przyjaciółmi. Chodzę do elitarnej szkoly, uczę się parę godzin dziennie i wydaje mi się to nie fair, kiedy nawet nie mogę iść do koleżanki w celu wspólnej nauki. 
Wracając do ostatniego genialnego pomysłu mojej mamy- stwierdziła, że nie wystarczy jej to, że posprzątam. Ona żąda utrzymania tego porządku przez ponad tydzień i dopiero wtedy będę moga widywać się z koleżankami. 
Zapowiedziała mi to niedawno, a przecież w sobotę pierwszą od początku roku szkolnego imprezę-andrzejki. już obiecałam przyjść, ale wobec nagłego zakazu mamy ( dla mnie, durnego!!) nie będę mogła wyjść z domu jeszcze przez tydzień i nieważne, że mam porządek! Wydaje mi się to niesprawiedliwe. Jak mam przekonać mamę, że jej sposób egzekwowania porządku jest kompletnie bezsensowny? 

~M.


Droga M.!
Pewnie niezbyt zadowoli Cię to, co napiszę. Sama preferuję artystyczny nieład, a nie porządek.
Jednak sądzę, że z tej sytuacji jest tylko jedno dobre rozwiązanie: pokonanie siebie.
Wiem, że to nie będzie proste. Nikt nie mówił, że ma być. Radzę Ci, abyś powoli zaczęła wprowadzać robienie porządku w swój plan dnia. 10 minut rano na ułożenie ubrań w szafie czy posegregowanie rupieci z biurka chyba Ci nie zaszkodzi. Po chwili wejdzie to już w Twoją codzienną rutynę, choć niezbyt przyjemną, ale konieczną. W ten sposób w Twoim pokoju będzie panował względny porządek, a przecież nikt Ci nie każe mieć wszystko poukładane przy linijce. A jeśli Twoja mama tego wymaga, to zignoruj tę cześć jej żądania. Utrzymuj przynajmniej względny porządek w pokoju. Najłatwiej ci będzie, jeśli codziennie wieczorem posprzątasz w pokoju. Rano obudzisz się już w uporządkowanym i w takim stanie zastaniesz go, gdy wrócisz.
Nie radziłabym Ci za to w jakikolwiek sposób się buntować przeciwko zasadom mamy. To nie prowadzi do NICZEGO dobrego. Ona ma swoje zdanie i nie zmieni go, jedynie będzie stosowała coraz to bardziej radykalne metody. A tego przecież nie chcesz.
Życzę powodzenia!
Uściski,
Kwaskowa

Nieodpowiedzialna siostra


Mam problem z siostrą. Mianowicie mieszkamy (ja i ona) z rodzicami i babcią (no i z dziećmi siostry ;/) w nie za dużym domu jednorodzinnym. Ja potrafię uszanować to, że piętro niżej śpi babcia i nie robię wieczorem mocno zakrapianych imprez czy podobnych rzeczy , za to moja starsza siostra wręcz przeciwnie. Ona ma dziewiętnaście lat, więc jest juz dorosła, cały czas mówi, że niedługo sie wyprowadza, ale mówi tak juz od roku, a efektów brak ! Nic nie robi w tym kierunku. 
Nie jesteśmy patologiczną rodziną (tata miał kiedys problem z alkoholem, ale od kilku lat juz nie pije), ale moja siostra przyczepia nam "metkę" rodziny patologicznej, bo wciąż imprezuje, spotyka sie z różnymi dziwnymi chłopakami (którzy trudnią sie kradzieżą itp), a w dodatku ma juz dwójke dzieci, z których jedno urodziła mając 14 lat (!!), a niedawno oznajmiła nam, że znów jest w ciąży. Rodzice stwierdzili, że musi sie wyprowadzić (jak juz wspomniałam, mieszkamy w małym domu i nie ma tu miejsca dla mamy, taty, babci, mnie, siostry i jeszcze trójki jje dzieci, juz teraz, z dwójką dzieci, z trudem się mieścimy, żyjemy jedno na drugim)i zaczęli szukać jej mieszkania. Ale ona oczywiście nie chce się wyprowadzić (zapomniałam wspomnieć, że jest bardzo leniwa i jakby np. sama zmyła po sobie talerze to by jej może jeszcze rączki odpadły). Rodzice nie wiedzą jak sobie z tym poradzic, w sumie oni nie mają na nią wpływu, więc pomyslałam, że może ja mogłabym coś zrobić ... Co mam zrobic, by przekonać siostrę do wyprowadzki...? Nie rozumiem jej sposobu (nie)myślenia. Ja najpierw chciałabym skończyć szkołę, iść na studia, znaleźć pracę, to sa dla mnie sprawy pierwszorzędne, a ona najchętniej nic by nie robiła, tylko puszczała się z podejrzanymi kolesiami i rodziła dzieci. Nie chcę jej obrażać, ale czasami naprawdę nie potrafię już z nia wytrzymać ! Jak przeprowadzić rozmowę z siostrą, by odniosła pozytywny skutek? 


~Półszczęśliwa



Kochana Półszczęśliwa!
Z Twojej wypowiedzii nie wynik dokładnie, jaki relacje łączą Ciebie i siostrę - całkiem pokojowe czy wprost przeciwnie?
Jeśli nie kłócicie się zbyt często i pomimo Twoich zarzutów w jej kierunku utrzymujecie dobre siostrzane relacje, to na twoim miejscu porozmawiałabym z nią szczerze. Gdy znajdziesz odpowiedni moment - Twoja siostra i ty musicie mieć pozytywne nastroje. Nie rób jej wyrzutów, to ją tylko zniechęci. Porozmiawiaj z nią szczerze i zapytaj delikatnie, dlaczego nie chce się wyprowadzić. Doradź jej i pomóż jak możesz w podjęciu decyzji. Może to nie tak, jak myślisz?
Jeśli zaś nie macie dobrych stosunków, często się kłócicie, nie jesteście w stanie powstrzymać negatywnych emocji, radziłabym ci odpuścić. Jeśli rodzice nie są w stanie jej przekonać, młodsza siostra raczej też tego nie dokona. Możesz spórbować kiedyś jej to delikatnie zasugerować, że lepiej byłoby, gdyby się wyprowadziła, ale nie czuj się rozczarowana, jeśli nie odniesie to większego skutku.
Myślę, że Twoja siostra chce uniknąć trudów, ale kto by nie chciał. Opieka nad dwojgiem dzieci, a już niedługo także nad niemowlęciem to niełatwa sprawa. Twoja siostra jest jeszcze bardzo młoda i nie dziwię jej się, że nie chce rezygnować z pomocy swoich rodziców w wychowaniu dzieci. Sądzę też, że w głębi duszy boi się, że sobie nie poradzi sama. Może warto znieść te niewygody i dać jej czas na dorośnięcie i przystosowanie do trudnej sytuacji?
Uściski, Kwaskowa

Wyraźnie zmienił się jej stosunek do mnie.

Darzę wielka sympatią moja kuzynkę- nazwijmy ją Alicja. Jesteśmy najbliższymi kuzynkami, więc znamy się praktycznie od zawsze, od zerówki natomiast chodzimy razem do klasy, teraz jesteśmy w drugiej klasie gimnazjum. W podstawówce jakoś tak było, że miałyśmy różne koleżanki, każda swoją i raczej nie spędzałyśmy czasu razem, chyba że podczas jakichś uroczystości rodzinnych. Jednak pod koniec podstawówki Alicja została „zdradzona” przez swoją wieloletnią przyjaciółkę z klasy i poprosiła mnie (można nawet powiedzieć, że lekko zaszantażowała, mówiąc że inaczej zdradzi mój sekret, ale możliwe, że to było tylko w żartobliwym tonie) bym trzymała się z nią w gimnazjum. Nawet jeśli był tam lekki szantaż, to nie miał on żadnego znaczenia, bo zgodziłam się z własnej woli, a to dlatego, że bardzo lubię Alicję i zależy mi na przyjaźni z nią, a to dlatego, że przy niej stuprocentowo mogę być sobą, mamy podobne poglądy, podobne zdanie na różne tematy... Jest wiele osób, z którymi mogę robić „coś”, ale tylko z Alicją mogę robić „nic”. Tak więc zostawiłam swoja koleżankę z klasy, która i tak już mnie męczyła, bo wciąż gadała o chłopakach i plotkowała i zaczęłam trzymać się z Alicją. Wakacje poprzedzające pierwszą klasę gimnazjum spędziłyśmy razem. Pierwsza klasa gimnazjum była super- przekonałyśmy się ile mamy ze sobą wspólnego. W wakacje poprzedzające druga klasę gimnazjum, można powiedzieć, że poznałyśmy się na nowo, bo o ile wcześniej zajmowałyśmy się tylko robieniem szalonych rzeczy razem, o tyle w te wakacje znalazł się czas, by porozmawiać o uczuciach. W drugiej klasie gimnazjum ogłoszono wycieczkę do Londynu (taką wymianę). Od zawsze marzyłam, by tam pojechać, uwielbiam Londyn, uwielbiam historię Anglii, a jeśli nie pojechałabym teraz, całkiem możliwe, że zobaczyłabym Londyn dopiero jako dorosła osoba. Alicja też miała możliwość, by pojechać na tę wymianę, ale rodzice kazali jej wybierać między Londynem a obozem zagranicznym. Więc wybrała to drugie. Wydaje mi się jednak, że ona ma mi za złe, że zdecydowałam się jechać do Londynu bez niej. Albo ma mi za złe co innego... Może chodzi o to, że mam lepsze oceny (ona zawsze była zazdrosna, czasem jak dostałam lepszą ocenę, było jej trudno się do mnie odezwać). W każdym razie, o ile do niedawna byłyśmy nierozłączne, o tyle teraz ona zakolegowała się z taką inną dziewczyną z naszej klasy (o której jeszcze do niedawna mówiła same najgorsze rzeczy) i to z nią ciągle spędza czas, a ja poszłam w odstawkę, już za mną nie czeka, teraz ja muszę ją „gonić”, a to wydaje mi się bardzo upokarzające. Kilka zaufanych osób mówi mi, że ona jest podła, że ja jestem dla niej za dobra, że powinnam przestać się z nią zadawać i pokazać jej, że wcale nie jestem od niej zależna. Ja próbowałam odbyć z nią poważną rozmowę, ale ona stwierdziła (jak zawsze zresztą, kiedy widzę, że jest na mnie obrażona i pytam o co chodzi), że jej o nic nie chodzi. Myślę, że ona jest zazdrosna i próbuje mi takim zachowaniem dać do zrozumienia, bym zrezygnowała z wyjazdu do Londynu... bym kolejny raz zrobiła tak jak ona chce. A może po prostu znudziło ja już moje codzienne towarzystwo i teraz szuka czegoś nowego? Ja zawsze byłam dla niej bardzo dobra, uczynna, pomocna, w ogień bym za nią wskoczyła... Wydawało mi się, że ona też dobrze się ze mną bawi, pamiętam jak zawsze razem chodziłyśmy na wieczorne spacery... Nie ma chyba na świecie drugiej takiej osoby, z którą rozumiałabym się tak dobrze jak z Alicją... Ale jednocześnie nie chce teraz ciągle za nią biegać i patrzeć jak jakaś inna koleżanka zajmuje moje miejsce... Proszę, poradźcie, co powinnam zrobić... Czy powinnam zrezygnować z wymarzonego Londynu, na rzecz ratowania naszej relacji, nawet jeśli nie mam pewności czy to z tego powodu Alicja stała się oziębła w stosunku do mnie? 
Kilka osób mówi mi, że to nie jest przyjaźń, że ona mnie wykorzystuje, ale ja mile spędzałam z nią czas, jak z nikim innym, i wyglądało na to, że ona też... Nie wiem już co robić. 



~Anette, 14 lat



  


Kochana Anette!
 Na początku chciałabym zwrócić uwagę na to ustalanie, kto z kim od teraz trzyma. Przyjaźnie zaczynają się spontanicznie i nagle, nie są ustalane ot tak. Poza tym nie musisz mieć jednej koleżanki. Dobrze jest mieć więcej znajomych, poszerza to Twoje horyzonty, dzięki temu obracasz się w różnych środowiskach. 
 A teraz do rzeczy. Uważam, że Twoja przyjaciółka nie ma powodów do złości. Ma wybór, może pojechać z Tobą do Londynu, jednak z niego nie skorzystała. I teraz odpowiedź na Twoje pytanie: absolutnie nie masz rezygnować z wyjazdu! TO TY DECYDUJESZ O SOBIE, JESTEŚ WOLNYM CZŁOWIEKIEM! Nie miej wyrzutów. Jeśli Alicji zależy na Twoim szczęściu, nie powinna robić Ci problemów. Jeżeli nadal będzie się gniewać, oznacza to, że jest egoistką.
 Co w takiej sytuacji? Spróbuj ponownie z nią porozmawiać. Dobrą okazją byłby wspólny wieczór. Pooglądajcie razem filmy, powspominajcie trochę. Odpowiednia atmosfera powinna dużo zdziałać. Wytłumacz dziewczynie, że nigdy nie działaś na jej niekorzyść. Zawsze chciałaś Waszego dobra i jest Ci przykro, że obraża się za takie (według mnie) banalne rzeczy. Myślę, że pomoże Ci notka: http://nasze-babskie-sprawy.blog.onet.pl/2,ID418916349,index.html .
 Jeśli działania nie przyniosą rezultatów, może pomyśl o przerwie? Nie daj sobą pomiatać. Jeśli dziewczyna nie wyraża chęci na poprawę, dlaczego tylko Ty masz się starać? Pokaż jej, że nie jesteś od niej zależna i masz też innych przyjaciół. Rozejrzyj się za ludźmi. Może są warci Twojej uwagi? Dzięki temu kuzynka zatęskni trochę za Tobą.:)
 Pamiętaj, przyjaźń to nie tylko miłe spędzanie czasu, ale także szczerość i szacunek. Jeśli z jej strony tego nie widzisz, nie tkwij w "związku", w którym się męczysz.
 Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzisz. Trzymam za Ciebie kciuki!
 Margaret
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x