Hej. Już od początku roku zaczął mi się podobać
chłopak [jest w moim wieku].Tańczymy razem poloneza.Gdy na próbach
trzymamy się za ręce,lub jesteśmy blisko siebie czuje się taka
szczęśliwa. Gdy na jakieś próbie pani powiedziała,że ja nie myślę. To
ten chłopak powiedział,że to przeze mnie[przez tego chłopaka]nie
myślę.Ja nie zaprzeczyłam. Po kilku dniach koleżanka z jego klasy
podeszła do mnie i zapytała się mnie:Czy to prawda,że podoba Ci się [tu
podała imię i nazwisko kolegi tego].Ja powiedziałam,że tak to prawda. A
ona:Mi się wydaje,że Ty też nie jesteś jemu nie obojętna. I spytała się
jeśli chciałabyś to mogłabym się wypytać jego. Od razu się zgodziłam.
Na którejś przerwie złapała mnie i powiedziała,że rozmawiała z nim.I on
rzekł:że ona mi się podoba[czyli ja]i szkoda,że mi wcześniej nie
powiedziałaś[do tej koleżanki] to bym inaczej zareagował.Teraz się boje
rozczarowania bo kończymy gimnazjum i każdy z nas pójdzie do innego
miasta.'Ale on powiedział że podobam mu się od 2 klasy gimnazjum'A
jesteśmy teraz w 3.
Po tym wszystkim coraz bardziej o nim myślę. Nie mogę wyobrazić
sobie,że go już nie zobaczę. itp Chciałabym coś zacząć działać,ale boje
się nawet napisać na gg:< Już nie wspomnę o rozmowie w szkole:<
Zależy mi na nim.Co mogę zrobić?
~Panna ZIelona <3
Panno ZIelona!
Wiem, że nie jestem tu od krytykowania, ale NIGDY nie powinno się zdawać na drugie osoby w takich sprawach.
To może doprowadzić do wielu nieporozumień, niedomówień i zwykle nie
robi to dobrego wrażenia na tych, na których nam zależy. No bo zastanów
się jak byś zareagowała gdyby podszedł do Ciebie chłopak, który
powiedziałby coś typu "mój kolega chce z tobą chodzić"... nie byłby to
wymarzony sposób, prawda? :) Ale w każdym razie skoro ten chłopak nie
powiedział nic złego, to nic się nie stało, ale piszę ku przestrodze
Tobie i innym czytelniczkom: swoje sprawy załatwiajcie same, żadnych pośredników.
Dobrze,
więc wiesz, że mu się podobasz, on podoba się Tobie, czas zacząć
działać. Piszesz, że jesteś nieśmiała, ale chyba każdy powie Ci, że jeśli chcesz nieśmiałość pokonać, musisz z nią walczyć. Tutaj
masz wspaniałą motywację: jeśli uda Ci się zagadać, może nawet zyskasz
chłopaka, możliwe też, że następnym razem nie będziesz się już tak bać,
co zaowocuje nowymi znajomościami. Więc po prostu musisz się przełamać i
spróbuj napisać do niego na GG, na początku na takie niezobowiązujące
tematy jak szkoła czy zainteresowania. Poznajcie się lepiej,
zaprzyjaźnijcie się. Kiedy wyczujesz, że coś iskrzy, delikatnie powiedz
mu, że Ci się podoba. Ale uwaga, takie ważne sprawy załatwiaj tylko osobiście, w cztery oczy!
Skoro boisz się, że już go nie zobaczysz, tym bardziej spróbuj! Pomyśl sobie, że nie masz nic do stracenia, w tej sytuacji możesz jedynie coś zyskać.
Masz jeszcze trochę czasu do zakończenia szkoły i wykorzystaj go na
maksa, drugiej szansy nie dostaniesz. Myślę, że warto zaryzykować i
spróbować sprawić, by ten rok był tym najlepszym. A jeśli dojdzie do
Waszego wyjazdu z miasta... myślę, że razem zadecydujecie czy chcecie
ten związek i przyjaźń utrzymywać.
Do odważnych świat należy!
Trzymam kciuki,
kasiajonas.
Potrzebujesz pomocy albo porady w jakiejś sprawie? A może chciałabyś się po prostu komuś wygadać? Jeśli tak, dobrze trafiłaś! Załoga naszego bloga spróbuje Ci pomóc. :)
wtorek, 21 lutego 2012
Miłość a choroba
Droga Siedmiokropko, dwa lata temu poznałam chłopaka, pisaliśmy ze sobą na gadu, często też przez smsy, lub dzwoniliśmy do siebie, jednak nigdy się nie spotkaliśmy. Mimo tego zakochaliśmy się w sobie, wiem, to może wydawać się głupie, ale cóż, serce nie sługa. Było wspaniale, mimo braku bliskości byłam z nim szczęśliwa. Rok temu wszystko się zaczęło komplikować. Dokładnie w grudniu zdiagnozowano u niego białaczkę. Z początku nie mogłam przyjąć do siebie tej wiadomości, uważałam, że to niemożliwe, z czasem jednak udało mi się przyswoić tą myśl. W lutym trafił do szpitala, miał przeprowadzane różne badania, później chemię, na końcu przeszczep. Zupełnie sobie z tym nie radziłam. Mam dopiero 16 lat, a już poznałam uczucie strachu o życie ukochanej osoby. Codziennie bałam się, że mogę już więcej nie usłyszeć jego głosu, że to wszystko może się nagle skończyć. Mimo wielkiej ilości bólu i strachu, przetrwaliśmy to. Lekarze powiedzieli, że jest zdrowy. Znów żyliśmy w świecie niczym nie zmąconego szczęścia. Jednak w listopadzie znów zakiełkował strach. "Przykro mi, przeszczep mógł wywołać pewne powikłania". Dokładnie to usłyszeliśmy. Teraz znów jest w szpitalu, czeka go kolejna seria badań, czuję że nie dam rady jeszcze raz przez to wszystko przejść. Nie wiem co robić. Najbardziej jednak boli mnie, że nie mogę być przy nim, bo mieszka prawie 150km ode mnie. Wszyscy sądzą, że powinniśmy to skończyć, ale jak mam go zostawić, zwłaszcza teraz?
~ Jenny
Kochana Jenny!
Twoja sytuacja jest trudna, nie ukrywajmy. Szczerze mówiąc ja nie potrafię wierzyć w miłość osób, które widzą się codziennie, a co dopiero jedynie piszą przez Internet, dlatego to co napisałaś wydało mi się takie irracjonalne i magiczne - pokochać kogoś nie przebywając wspólnych chwil. Nie mniej cieszę się, że połączyło Was coś takiego, chociaż bez problemów obyć się nie mogło.
Zacznijmy od analizy Twojej sytuacji. Mówisz, że przez pierwszy miesiąc byłaś szczęśliwa, chociaż nie utrzymywałaś z chłopakiem kontaktów fizycznych - moim zdaniem każdy potrzebuje bliskości i z czasem Tobie również zaczęłoby jej brakować, taka jest miłość na odległość. Prócz pożądania umysłu jest też pożądanie ciała. Może jeśli go nie potrzebujesz, nie marzysz choćby o tym by spotkać się z tym chłopakiem, dotknąć go, nie łączy Was jednak miłość? Może współczucie, braterstwo dusz? Ale to Ty już wiesz najlepiej, ja mogę jedynie spekulować.
Z tego co zrozumiałam, w pewnym momencie zaczęłaś wątpić.Wydaje mi się, że masz już dość przechodzenia przez jego chorobę kolejny raz. Jesteś tak naprawdę bezradna wobec jego cierpienia, nie możesz mu w żadnym sensie pomóc, przytulić, gdy tego potrzebuje. Nie wiadomo ile to jeszcze będzie trwało i jak wiele cierpliwości jeszcze w Tobie jest. Wiesz, w pewnym sensie to, że do mnie napisałaś oznacza, że Twoja miłość w jakimś sensie słabnie. Ogarnęły Cię wątpliwości, czy ciągnąć to dalej, bo inni uważają, że powinnaś dać sobie z tym spokój. Gdybyś rzeczywiście mocno go kochała, olałabyś opinie innych i opiekowała się nim dalej.
Jeśli nie jest tak, jak piszę, bo zawsze mogę się mylić, czuwaj przy nim! On teraz Ciebie bardzo potrzebuje, wsparcie bliskich mu osób pomoże mu wytrwać ten ciężki czas. Ale nie kieruj się jedynie tym aspektem - to Ty przede wszystkim musisz być szczęśliwa! Jeśli nie zamierzasz dzielić tego cierpienia z nim, bo zwyczajnie nie dajesz już rady - powiedz mu to delikatnie, tak by zrozumiał i aż tak go to nie dotknęło. To bardzo ciężka sprawa, nie da się tego załatwić niestety tak, aby każdy był szczęśliwy.
Z całego serca współczuję Tobie i Twojemu ukochanemu. Pamiętaj jedynie, że rozwiązując tę sytuację musisz kierować się sercem i tym, co sama myślisz, a nie gadaniem innych ludzi.
Trzymam kciuki za Was i gorąco pozdrawiam,
Siedmiokropka
poniedziałek, 20 lutego 2012
Jak zadbać o mamę?
Witajcie.
Mój problem dotyczy mojej Mamy. Bardzo się o nią martwię. Kiedyś (już dość dawno) miała podejrzenie, że może mieć raka piersi,ale na szczęście guzek okazał się niezłośliwy i w zasadzie chyba wszystko jest z tym dobrze. Jednak kilka tygodni temu rano obudziłam się i słyszałam 'o boże, o jezu' przyszłam do kuchni, a moja mama leżała na podłodze. No i wtedy wiadomo zawołałam tate, zadzwoniliśmy na pogotowie i w zasadzie wyszło, ze prawdopodobnie stres i przemęczenie to spowodowały. Jednak mojej mamie lekarz już dawno temu, kiedy się badała, zakazał się denerwować. Jednak moja mama pracowała jako nauczycielka jednak tylko na zastępstwo i teraz już nie pracuje w tej szkole. Pracuje jednak jako dyrektor w szkole dla dorosłych jednak tam od września i okazało się, że dali moją mamę do tego miasta bo tu był ,że tak powiem 'burdel'. Po prostu nikt nic nie robił, nie było żadnych ważnych dokumentów jednak szkoła działała. No i moja mama wzięła to na siebie. Cały wolny czas pracuje, układa , robi , a przy tym bardzo , wręcz ogromnie stresuje. Sama mówi, że ta szkoła ją wykańcza psychicznie. W ostatnią niedzielę w kościele mojej mamie też było słabo i była taka blada. Potem już na szczęście wszystko dobrze. Jednak kilka dni temu zauważyłam w mamy szafie lek na depresję. Boję się, że mamie coś moze być. Tym bardziej, że ja i mój brat (ja 14, on 15lat) no moze nie jesteśmy jacyś zdemoralizowani czy coś, ale no..czasem pyskujemy. On uczy się średnio, ja w miarę dobrze, jednak mama chce zebyśmy się uczyli bardzo dobrze przez co czasem mój brat nie panuje i po prostu odpyskowuje, ze nie musi sie tego uczyć czy coś. Tyle, że gdy mama się źle czuła to tata mówił nam, że nigdy nic nie wiadomo i gadał o jakichś oszczędnościach na naszą przyszłość i , że on nie jest z tych co się użalają i , że on się co raz gorzej czuje. Od kilku dni śnią mi się koszmary o śmierci któregoś z rodzica przez co potem chodzę zdołowana. Wczoraj jak mama się spytała o co chodzi to się popłakałam i jej o tym powiedziała, przytuliła mnie i powiedziała, ze zrobi wszystko zeby jak najdłużej żyć. Ja się o tatę nie boję, co moze wydawać się dziwne, jednak najbardziej na świecie kocham mamę. Kiedy byłam mała to mówiłam, że jak jej się coś stanie to ja popełnie samobójstwo jednak mój brat to usłyszał i powiedział rodzicom, gadaliśmy o tym i spoko. Jednak kocham mamę nad życie i na prawdę nie wytrzymałabym gdyby jej się coś stało. Ona wszystkim się martwi, przejmuje... Poradźcie mi czy mogę jakoś mamie pomóc, ewentualnie jak być 'lepszą córką'...
~Ula
Kochana Ulu!
Naprawdę wspaniałe jest to, jak dbasz o mamę. Z Twojej wypowiedzi bije niesamowita dojrzałość, naprawdę poruszyłaś mnie swoją wiadomością.
Zacznijmy od tego, że Twoja mama z pewnością zdaje sobie sprawę, jak bardzo jesteś dla niej ważna. Bo Ty dla niej tak samo :)
Nie wiem, jak się mają Twoje relacje z mamą, chyba całkiem nieźle, jak wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi, ale zapamiętaj, że w przypadku relacji rodzic-dziecko okazywanie uczuć jest najlepszym, co możesz zrobić. Choć niektórzy nie mają wylewności we krwi, jednak nie czuj oporów przed "Kocham cię" na pożegnanie czy innej formy okazania uczuć. Dwa proste słowa, a uwierz, dadzą mamie dużo pozytywnej energii :)
Jak odciążyć mamę?
Fizycznie to raczej niemożliwe. Jedyne, w czym Ty i Twój brat możecie pomóc, to prace domowe, takie jak sprzątanie, pranie, zmywanie. Umówcie się co do tego, kto, kiedy i w czym pomaga, mama napewno poczuje się lepiej, mając świadomość, że ma w Was pomocników.
Psychicznie odciążyć mamę możesz na wiele sposobów. Ja proponuję ci małe gesty, które jednak znaczą bardzo wiele :) Gdy zrobisz jej herbatę, gdy zimą wróci zmarznięta do domu po ciężkim dniu. Gdy kupując sobie czekoladę, poczęstujesz ją, mając świadomość, że to jej ulubiona. Gdy w jakiś długi, leniwy poranek zaskoczysz ją śniadaniem do łózka. Nawet gdy skomplementujesz jej wygląd. Za każdym razem wywołasz uśmiech na mamy twarzy, a humor poprawi się nie tylko jej, ale i tobie.
Pomysłów jest nieskończenie wiele, zdaję się więc na Twoją kreatywność.
Zobaczysz też, że sprawianie przyjemności jest zaraźliwe. Niedługo sprawianie radości wejdzie Ci w krew na tyle, że nie tylko mama stanie się obiektem Twoich działań. Ludzie lubią się odwdzięczać. I zobaczysz, będzie coraz bardziej różowo :)
Życzę ci powodzenia!
Uściski
Kwaskowa :)
Przeszkadzają mi jego wady.
Droga załogo NBS, mój problem tyczy się
oczywiście chłopaka. Otóż jestem z nim w klasie od I gim., teraz jestem
w II gim. Od początku mi się trochę podobał, trochę nie. Jednak od
dłuższego czasu zaczynam czuć coś więcej, to takie niesamowicie mocne
zauroczenie, bo trwa to już dość długo. Rozmawiamy, śmiejemy się razem,
ogólnie gdyby nie fakt że nie spotykamy się poza szkołą to zachowujemy
się jak przyjaciele. Problem jest w tym, że ze stanu zauroczenia
przechodzi się w stan miłości. Mi się nie śpieszy, ale czuję że M może
być dla mnie kimś więcej niż tylko kolegą. Przeszkadzają mi w tym wady.
To nie mądre, ale taka jest prawda. On jest wybuchowy, potrafi być
chamski, a ja biorę wszystko do siebie i jestem zarówno wybuchowa i
dosyć kłótliwa jak on. Obrażamy się na siebie, przez naprawdę mało
ważne błahostki. Rozmawiałam o tym z przyjaciółką i zgodziła się ze
mną, w zmianie uczucia na głębsze przeszkadzają mi tylko wady.
Chciałabym je zaakceptować, ale nie wiem jak.
Życzę wam aby nadchodzący rok 2011 był bardziej urozmaicony niż poprzednie lata i aby blog NBS funkcjonował i rozkwitał jak dotychczas.Pozdrawiam.
~wadliwa
Życzę wam aby nadchodzący rok 2011 był bardziej urozmaicony niż poprzednie lata i aby blog NBS funkcjonował i rozkwitał jak dotychczas.Pozdrawiam.
~wadliwa
Droga wadliwa!
Od zauroczenia do miłości jeszcze długa droga, bo takowe może trwać nawet kilka lat, a do miłości trzeba dojrzeć, więc dobrze, że nie chcesz się spieszyć.
Twoje zachowanie wcale nie jest, jak to ujęłaś, niemądre. Myślę, że nie ma osoby, która byłaby dla nas idealna i pozbawiona w naszych oczach wad. No, może w "początkowej fazie" zauroczenia, kiedy to dostrzegamy w drugiej osobie same zalety. Później zauważamy, że są też takie rzeczy, które nam przeszkadzają i to właśnie w tym momencie takie zauroczenie najczęściej się kończy - nie potrafimy zaakceptować złych cech drugiej strony i po prostu dajemy sobie z tym spokój.
Pomimo tego ja wcale nie uważam, że musisz za wszelką cenę akceptować wady M. Piszesz, że bywa chamski, a chyba żadna z nas nie chciałaby się z takim facetem spotykać. Myślę, że powinnaś mu spokojnie wytłumaczyć jakie zachowania z jego strony Ci się nie podobają. Nawet jeśli on się zdenerwuje, nie daj się wyprowadzić z równowagi i dalej mów opanowanym tonem, to da mu do myślenia, nawet jeśli nie przy Tobie, to później, kiedy siądzie sam w domu, na pewno sobie to przemyśli.
Jeśli chodzi o Wasze kłótnie, postaraj się jednak nie brać do siebie wszystkiego, co on powie w gniewie. Czasami tak jest, że mówimy to, czego potem żałujemy, ale nie umiemy się do tego przyznać, dlatego też spróbuj go zrozumieć. Jednak nie pozwól mu wejść sobie na głowę i nie dopuść, by stracił do Ciebie szacunek - warto czekać na przeprosiny, ale wiedzieć też kiedy sama masz przeprosić. Kiedy czujesz, że sprzeczka jest blisko, pamiętaj o niezawodnej metodzie, którą chyba każdy zna - policz do dziesięciu i nie daj mu się sprowokować.
Jeśli przetrwacie i uda Wam się tę przyjaźń przenieść na kolejny etap... cóż, chyba sama wiesz, że może nie być łatwo, skoro oboje macie wybuchowe charaktery i lubicie dominować. Wiem jednak, że jeśli jemu zależy na tym tak jak Tobie, na pewno przez to przebrniecie :)
Życzę Ci powodzenia, które Ci się teraz przyda i w imieniu całej załogi NBS dziękuję za życzenia od Ciebie,
kasiajonas.
Od zauroczenia do miłości jeszcze długa droga, bo takowe może trwać nawet kilka lat, a do miłości trzeba dojrzeć, więc dobrze, że nie chcesz się spieszyć.
Twoje zachowanie wcale nie jest, jak to ujęłaś, niemądre. Myślę, że nie ma osoby, która byłaby dla nas idealna i pozbawiona w naszych oczach wad. No, może w "początkowej fazie" zauroczenia, kiedy to dostrzegamy w drugiej osobie same zalety. Później zauważamy, że są też takie rzeczy, które nam przeszkadzają i to właśnie w tym momencie takie zauroczenie najczęściej się kończy - nie potrafimy zaakceptować złych cech drugiej strony i po prostu dajemy sobie z tym spokój.
Pomimo tego ja wcale nie uważam, że musisz za wszelką cenę akceptować wady M. Piszesz, że bywa chamski, a chyba żadna z nas nie chciałaby się z takim facetem spotykać. Myślę, że powinnaś mu spokojnie wytłumaczyć jakie zachowania z jego strony Ci się nie podobają. Nawet jeśli on się zdenerwuje, nie daj się wyprowadzić z równowagi i dalej mów opanowanym tonem, to da mu do myślenia, nawet jeśli nie przy Tobie, to później, kiedy siądzie sam w domu, na pewno sobie to przemyśli.
Jeśli chodzi o Wasze kłótnie, postaraj się jednak nie brać do siebie wszystkiego, co on powie w gniewie. Czasami tak jest, że mówimy to, czego potem żałujemy, ale nie umiemy się do tego przyznać, dlatego też spróbuj go zrozumieć. Jednak nie pozwól mu wejść sobie na głowę i nie dopuść, by stracił do Ciebie szacunek - warto czekać na przeprosiny, ale wiedzieć też kiedy sama masz przeprosić. Kiedy czujesz, że sprzeczka jest blisko, pamiętaj o niezawodnej metodzie, którą chyba każdy zna - policz do dziesięciu i nie daj mu się sprowokować.
Jeśli przetrwacie i uda Wam się tę przyjaźń przenieść na kolejny etap... cóż, chyba sama wiesz, że może nie być łatwo, skoro oboje macie wybuchowe charaktery i lubicie dominować. Wiem jednak, że jeśli jemu zależy na tym tak jak Tobie, na pewno przez to przebrniecie :)
Życzę Ci powodzenia, które Ci się teraz przyda i w imieniu całej załogi NBS dziękuję za życzenia od Ciebie,
kasiajonas.
niedziela, 19 lutego 2012
Zbyt mocno go onieśmielam.
Cześć,
znalazłam przypadkiem Waszą stronę na googlach. Naprawdę, jestem
zachwycona Waszego bloga. Piszę do Charlotte, uważam że jesteś lepsza i
potrafisz zrozumieć. Nie wiem, czy ten problem jest możliwy w kategorii.
Może jest podobny temat. Ok przejdę do następnego tematu. Więc tu piszę
o sprawie chłopaka (chłopcy) z mojej szkoły jest o rok starszy ode
mnie. Ja z nim chodzimy do tej samej szkoły LO. Mieszka 5,6 km od mojego
miasta i ma na imię Marcin jest sympatyczny, miły jak zawsze przy
dziewczynach, grzeczny itd. Niedawno zakochałam się w nim, nie wiem czy
on też. Bo 20 grudnia 2010, jak skończyłam lekcję i poszłam do szatni
szkolnej. A on zauważył że ja tam stoję i przyszedł koło mnie stanął i
patrzył na mnie jakby około 5-10 sekund, a ja zaczęłam uśmiechać i mówił
do mnie „Cześć”, ale przecież wcześniej nigdy nie rozmawialiśmy tylko
widzenia. Potem 22 grudnia 2010 był apel świąteczny w szkole trwał 2
godziny. Ja usiadłam na krześle bo były wolne i byłam sama oprócz
koleżanek, bo miałam sukienkę i nie chciałam brudzić na podłoże. A
Marcin przyszedł i zobaczył mnie, usiadł blisko około 50 metry i zaczął
podrywać. Ale mu nie udało, bo ja nie lubię podrywu przy wszystkich tzn.
wszyscy uczniowie i nauczyciele zobaczą i pomyślą coś złego. Znalazłam
jego numeru telefonu w facebooku i 26 grudnia 2010 zaczęłam z nim
rozmawiać. On ładnie prosił kim z nim gadam. Więc mu powiedziałam i już
wie. Napisałam do niego „Kolego! Ze szkoły się znamy a raczej to ja
Ciebie znam. Nie wkurzaj się, że szukałam tematu do rozmowy. Ale pewnie
się odezwiesz. Ale spoko nie będę miała Ci tego dać złe.” A on
odpowiedział, że „Nie wkurzam. Bardzo chętnie popisze. Tylko chciałbym
wiedzieć z kim.” . Następnie sama byłam zdziwiona, że jest małomówny. I
napisał mi, że jest tylko nieśmiały i krępuje przy mnie. Tzn. że podoba
mi się? Ja z nim byliśmy szczerzy, że np. w szkole jak do niego zagadam,
a on napisał mi, że „Na żywo jakbyś zagadała to by mnie zatkało i bym
się nie odezwał.” Tzn. że jest wstydliwy i nieśmiały. No też mam taką
charakterystykę co on. Nie wiem, co dalej napiszę. Jeżeli on jest
zainteresowany mną, to mam dalej z nim rozmawiać? Jak skończy ferie
świąteczną, w końcu szkoła. To jak mam do niego przywitać? Np. „Cześć,
co tam? Dobrze się bawiłeś na sylwestrach?” No trochę dziwnie, nie umiem
rozmawiać. Wiem, że dużo opisałam. Mam nadzieję, że mi pomożesz.
Serdecznie pozdrawiam!
PS.
Życzę Wam udanego sylwestra! :)
~Juliet
Droga Juliet.
Moim zdaniem jak najbardziej ten chłopak jest Tobą zainteresowany.
Podszedł, przywitał się, nie rozumiem tylko, jak mógł Cię podrywać z
odległości 50 metrów, po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić, ale
wierzę Ci na słowo;)
Widać, że jest nieśmiały, nie musiał tego mówić, przyznawać się do tego.
Dobrze,
że do niego napisałaś, trochę się wyjaśniło, między innymi to, o czym
pisałam wyżej, że jest nieśmiały. Ode mnie by dostał wielki plus za to,
że się przyznał. Jednak przy okazji złożył wszystko na Ciebie. Bo teraz dużo zależy od Ciebie. O tyle dobrze, że to on zaczął pierwszy, że się wtedy przywitał i wiesz mniej więcej, na czym stoisz.
Więc co zrobić?
Jeśli Ci na nim naprawdę zależy, to musisz uzbroić się w cierpliwość.
I dobry masz pomysł, jak go zobaczysz w szkole, to powiedz mu ‘cześć’ i
zapytaj, jak tam po świętach, sylwestrze. Tylko nie przedłużaj tego
zbytnio i w żadnym wypadku nie podchodź z koleżankami,
on też, byłoby najlepiej, jakby był sam. Postaraj się go tak złapać.
Skoro tak bardzo go krępujesz, to musisz go ze sobą oswoić, pokazać, że jesteś normalną dziewczyną, że można z Tobą miło porozmawiać.
Zawsze się z nim witaj, może w końcu on zacznie pierwszy to mówić,
chyba że akurat z tym nie ma problemu. I podejdź do niego kilka razy,
nawet na bardzo krótko, przykładem może być pytanie, czy widział jakąś
osobę i rzucone przypadkiem, że ładną ma dziś koszulę. Ale też musisz znać umiar, nie rób tego codziennie, daj się jemu też wykazać.
Mam nadzieję, że za niedługi czas przestanie się tak wstydzić zrobić
coś pierwszy. Jeśli jednak nie, to ja bym się zastanawiała nad tą
znajomością. A co do sms-ów, to nie pozwól, żeby zastąpiły Wam one normalny kontakt i z czasem żeby nie było trudno się Wam przywitać na korytarzu.
Jest
jeszcze druga możliwość, kiedy podejdziesz do niego raz, a potem
będziesz się tylko witała i czekała, aż on coś zrobi. Jednak to może być
ryzykowne, bo może być aż tak onieśmielony, że nie da rady nic zrobić.
Ja
bym wybrała rozwiązanie pierwsze, a gdy ono nie będzie skutkować, co
sama wyczujesz, gwarantuję, to przestałabym działać. Jeśli ten chłopak
zacząłby się starać, to okej, jeśli nie, to to była słuszna decyzja;)
Pozdrawiam,
Charlotte.
sobota, 18 lutego 2012
Nie potrafi okazywać ewentualnych uczuć
Cześć! Poznałam niecały miesiąc temu chłopaka. Bardzo mi się spodobał, zauroczyłam się w nim. Jest ode mnie o 6 lat starszy, ja mam 19. Spotkaliśmy się kilka razy, w zasadzie 4. Po pierwszym spotkaniu napisał mi, że bardzo spodobałam się. W zasadzie po każdym spotkaniu piszę do mnie coś miłego w stylu: "ślicznie wyglądałaś, troszkę mnie to onieśmielało" itp. Na ostatnim spotkaniu dał mi buziaka w policzek. Problem w tym, że on naprawdę mało piszę do mnie, niby codziennie, ale bardzo długo odpisuje i według mnie rzadko się widujemy. Ja wiem, że on jest zajęty, studia, praca i zainteresowania, no ale myślę, że gdyby mu zależało, to by częściej odpisywał choćby... Podobno długo nie miał dziewczyny i jest nieśmiały... Nie wiem, co mam myśleć o jego zachowaniu. Niby na spotkaniach jest troskliwy, opiekuńczy, zajmuję się mną, a tak to na smsy nie odpisuje bardzo długo... Tylko na jednym spotkaniu byliśmy sami, a na łyżwy czy dyskotekę zabierała swoich znajomych... Nie rozumiem go, nie wiem, co myśleć-czy mu zależy, ale nie umie zbytnio tego okazać, bo jest nieśmiały?
~Skołowana
~Skołowana
Droga Skołowana!
Po pierwsze musisz zrozumieć i wyobrazić sobie jak pogodzenie studiów z pracą musi być trudne. Jeśli to studia zaoczne, to chłopak nie ma praktycznie czasu wolnego. Jeśli dzienne, nie mam pojęcia jak daje radę.
Czasami trudno jest domyślić się, czy chłopakowi chodzi o przyjaźń, czy o tworzenie pary. Nie ma pewnego sposobu, żeby się tego dowiedzieć. To się zwykle po prostu czuje. Może chłopak nie szuka dziewczyny, tylko po prostu przyjaciółki. W takim wypadku nie jesteście dla siebie całym światem (chociaż jesteście dla siebie bardzo ważni).
Chłopak faktycznie jest nieśmiały, bo na spotkaniach zasłania się znajomymi. Wiesz, w Waszym wieku wymagana jest pewna dorosłość, bo w wieku dwudziestu paru lat myśli się już o poważniejszych związkach. Jesteś młodsza o 6 lat i chcesz być z kimś, kto jest bardziej dziecinny niż ty? Dorosłość to nie czas na końskie zaloty. Pomyśl, że jeśli ma on kłopoty w kontaktach towarzyskich, będzie miał też kłopoty z wieloma innymi rzeczami.
Rzadko się spotykacie, to jet słaby fundament związku. Chłopak musi mieć dla Ciebie czas, bez tego związek się momentalnie rozleci. Nie warto jest angażować się w coś takiego, bo będziesz strasznie rozczarowana.
Podsumowując:
Za: - stara się
Przeciwko: - pomimo 24 lat nie umie zachowywać się jak dorosły
- rzadko się widujecie
- nie ma dla ciebie czasu
Jak dla mnie, długiego związku z tego nie będzie, ale ja nie znam całej sytuacji. Miłość (ta prawdziwa) jest najsilniejszą rzeczą na świecie, niewiele jest rzeczy, które mogą zniszczyć. Jesteście na pierwszym etapie znajomości, nie śpiesz się.
Pozdrawiam, Dan
Subskrybuj:
Posty (Atom)