niedziela, 21 października 2012

Czuję się inna.

Hej!
Od czasu do czas przeglądam Waszego bloga i podziwiam zaangażowanie i poświęcenie jakie wkładacie w to, co robicie, jednak nigdy nie myślałam, że i ja Was o coś zapytam ;)
 Sprawa wygląda tak: Jestem inna.
Mam 15 lat i chodzę do prywatnej szkoły, do której uczęszczają albo bogate, rozwydrzone, wredne bachory, albo tak jak ja - dzieciaki z mniej zamożnych rodzin, w których rodzice całkowicie poświęcają się na zapewnienie swoim dzieciom dobrego wykształcenia. W szkole nikt nic nie wie o moich problemach. Z tego powodu rówieśnicy często zmyślają paskudne i bardzo przykre historie, które usprawiedliwiałyby to, że nigdy ich nie zapraszam do siebie. I nie chodzi o to, że mówią to za moimi plecami, bo to mi zwisa, ale gdy taka grupka na przerwie (nie często, ale zdarza się) zacznie na głos rozważać prawdopodobieństwa, co się u mnie w domu dzieje, nie jest mi zbyt miło. Jestem jednak twardą osobą, która zaciska zęby i śmieje się razem z nimi, obracając wszystko w żart.
Jestem jedną z najbardziej ekstrawaganckich osób w szkole. Obkupuje się w second-handach, tworzę własną, ciekawą biżuterię z modeliny i innych pierdółek, chodzę w glanach i ręcznie malowanych koszulkach (całkiem nieźle maluję).
 Jednocześnie patrzę na resztę klasy z góry. Nie bawi mnie większość ich żartów, nie czytam tych samych książek i nie oglądam tych samych filmów (dla większości z nich film bez seksu i gołych bab to nudziarstwo). Większość nauczycieli za mną przepada, ale nie podlizuję się im i w żadnym wypadku nie skarżę. Klasa ma mi to za złe (że mnie lubią). Ja jestem po prostu kulturalna… Nie wiem, co zrobić. Nie chcę zmieniać szkoły tylko ze względu na otoczenie. Boję się, że w liceum będzie podobnie. Codziennie wchodząc do klasy, czuję się, jakbym była opiekunką w przedszkolu, poważniejsza, bardziej zamyślona… Na dodatek często jest tak, że gdy ktoś ma jakiś problem, to z nim rozmawiam, doradzam, co i jak, ale niestety zawsze gdy jest im już lepiej, staję się niepotrzebna i najzwyczajniej w świecie dostaję, przepraszam za słownictwo, ale "kopa w d*pę".
 Co mam zrobić? Nie chcę zmieniać się dla ludzi, którzy i tak raz mnie lubią, raz nie. Szczerze, uważam, że są głupi, nielojalni wobec nikogo… Czy problem tkwi we mnie, czy w nich?
 Pozdrawiam,
 Turunen


 
Kochana!
 Problem na pewno nie tkwi w Tobie. Nie możesz winić się za to, jaka jesteś, ani zmieniać się dla innych. Każdy z nas ma inny charakter, lubimy różne rzeczy, a Ty jesteś właśnie taka: jedyna w swoim rodzaju. Jeśli mogę użyć takiego zwrotu: jestem dumna z Ciebie, że nie dajesz się znajomym, nie zmieniasz się pod wpływem otoczenia, robisz to, co kochasz! Łatwo jest zmienić się dla innych, sztuką jest pozostać tą samą osobą.;) Dlatego nawet nie myśl o tym, żeby próbować w sobie odkryć coś, co będzie Cię upodobniało do tych właśnie "rozwydrzonych bachorów".:)
 Zacznijmy od kwestii obgadywania. Nie masz obowiązku zapraszania innych do siebie, więc nikt nie ma prawa krytykowania Ciebie i Twojego domu. Jeśli jeszcze raz usłyszysz, że ktoś mówi coś na ten temat, powiedz, że to nie jego sprawa i ma zająć się sobą. Myślę, że dzięki temu więcej nie usłyszysz złych słów na ten temat. Oczywiście, że na zaczepki można reagować śmiechem, ale jak długo? Twój charakter nawet nakazuje Ci postawić się tym ludziom!:)
 Przede wszystkim musisz uodpornić się na krytykę. Osoby charakterystyczne, z niepowtarzalnym stylem, zawsze są bardziej zauważalne, ludzie nawet im zazdroszczą. Będą zwracali na Ciebie uwagę, przez co będą więcej plotkowali. Niech Cię to nie obchodzi. Musisz przyjąć zasadę, której będziesz przestrzegać, np. jeśli usłyszysz coś na swój temat, jesz kostkę czekolady, robisz przysiad itd. Pozwoli to zamienić nerwy w zabawę.:) Próbuj też kierować myśli na inny tor - nie zaprzątaj sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami.
 Ważnym jest też, abyś pamiętała, że zawsze masz koło siebie kogoś, do kogo możesz się zwrócić, takie swoje fundamenty. Mogą to być rodzice, bliscy przyjaciele, czy nawet ja albo załoga NBSu. Dzięki temu poczujesz się pewniej.:)
 Mówisz, że klasa ma Ci za złe to, że nauczyciele Cię lubią. A co Ty możesz na to poradzić? Moim zdaniem wszystko to (złość klasy, obgadywanie Cię, itd.) ma swoje korzenie w zazdrości. Masz swój styl, jesteś odważna, wyróżniasz się, kto by tak nie chciał?! Niestety, Twoja klasa nie dojrzała do podziwu, jest na etapie obgadywania i snucia dziwnych intryg odnośnie Ciebie. Cierpliwość, teraz najważniejsza cecha, która może Ci pomóc.:)
 Na pewno masz kogoś, kogo możesz nazwać przyjacielem. Może nie ze szkoły, ale z otoczenia. Zajmij się taką osobą. Nie warto zwracać uwagi na innych, skoro wokół siebie masz prawdziwych przyjaciół.:)
 Jeśli chcesz możesz spróbować nawiązać kontakt z klasą. Podejdź czasem do kogoś, zagadaj. Oczywiście nic wbrew sobie.:) Może akurat znajdziecie wspólny temat, malowanie, muzyka, czy ubiór. Na pewno dziewczyny z Twojej klasy ubierają się w second-handach. Może spróbuj je czasem wyciągnąć na jakieś zakupy? Może akurat zobaczysz, że w Twojej klasie wcale nie ma takich złych osób. Jeśli dasz się bliżej poznasz nie będziesz taka tajemnicza, czym na pewno zyskasz sympatię.:) Tylko uważaj właśnie na tych, którzy lubią Cię, gdy mają problem. Nie warto poświęcać na takich ludzi czasu, gdyż są to właśnie osoby nielojalne i fałszywe - a na nie trzeba uważać.:)
 Pamiętaj, że lekceważenie krytyki i krytykujących to podstawa. Nie możesz przejmować się zdaniem zazdrosnych ludzi!
 Trzymam za Ciebie kciuki,
Margaret

sobota, 20 października 2012

KK: Pożeracz snów


Tytuł: Pożeracz snów

Autor: Bettina Belitz

Gatunek: romans paranormalny

Ilość stron: 506

Co mówi okładka?

Ona – wrażliwa, samotna, nie chce się pogodzić z przeprowadzką na wieś w lasach Westerwaldu. On – niesamowicie przystojny, intrygujący i groźny. Ellie wyczuwa, że tkwi w nim głęboka tajemnica, ale choć się boi – za wszelką cenę chce się z nim spotkać. To on – Colin Blackburn – ratuje ją w czasie burzy i od tej chwili Ellie nawiedzają niesamowite sny, groźne i jednocześnie fascynujące. Sny, które prowadzą ją na granicę dwóch światów… Dzieli ich wszystko. Łączy tylko tajemnica.



Jest sobota, zatem materializuje się Pudding z przygotowaną nowiutką recenzją. Pojawiła się prośba o romans paranormalny, więc proszę! Książka dosyć świeża, bo z 2011 roku i poruszająca dość ciekawy temat. Oczywiście schemat romansu jest każdej czytelniczce dobrze znany, a paranormalny różni się tylko tym, że występuje ktoś nie z tego świata. Otóż pani Belitz dotyka sfery snów, co samo w sobie jest intrygującym zabiegiem, gdy w ostatnich latach panują wszechobecne wampiry. Nie chciałabym za dużo zdradzać, ale muszę odnieść się do samej osoby Colina, zatem z bólem uchylam rąbka tajemnicy – mamy do czynienia z demonem, a żeby było ciekawiej; demonem, żywiącym się snami. Możemy dopatrywać się nawiązań do sukubów i inkubów, jednak nie sądzę, żeby należało zagłębiać się w tę problematykę. Niemniej jednak, poruszona sfera jest dość ciekawa. Zdradzać fabuły więcej nie będę, zatem jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego Ellie grozi niebezpieczeństwo, przeczytajcie.

Teraz żeby nie było zbyt słodko, kila minusów. Na początek muszą skrytykować niesamowicie chaotyczną akcję i sposób przedstawiania historii. Już absolutnie pominę fakt narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, która moim skromnym zdaniem zabija książki i skupię się na niespójności. Tej niestety dopatrzyłam się bardzo dużo. Może to kwestia mojego niedokładnego czytania, ale widzę strasznie dużo białych plam w opowieści. I nie są to płynnie wprowadzone wątki tzw. otwarte. Są to ordynarne dziury, które nokautują czytelnika z subtelnością nadjeżdżającego Intercity. Akcja urywa się w jednym miejscu, przeskakuje do innego, a i w samym tekście ciągłym zdarzają się jakieś dziwne niedociągnięcia. Może to wina tłumaczenia, jednak czasami siedziałam dobrą chwilę i głowiłam się, co autor miał na myśli.

Wadą jest również pobieżna i niestaranna kreacja bohaterów drugoplanowych, są bez wyrazu. W porządku, można przymknąć na to oko, jeżeli są to bohaterowie epizodyczni. Jednak nasi bohaterowie drugoplanowi pojawiają się dość często, a każdy z nich przypomina poprzedniego. Wątki dotyczące tych postaci pojawiają się niezwykle rzadko, czasami zostaniemy poczęstowani jakimś ochłapem informacji, który na dodatek będzie zupełnie wyrwany z kontekstu. Moim zdaniem, straszna partanina.

Na sam koniec jeszcze kwestia naszej dwójki, których relacji dotyczy przecież cała historia. Nie polecę książki nikomu, kto męczy się przy tasiemcowym rozwoju akcji; tutaj umarłby w połowie książki. Wszystko rozwija się ślimaczym tempem i na dodatek zmierza w bardzo dziwnym kierunku. Chętnie przedstawiłabym kilka paradoksów, jednakowoż tym samym zdradziłabym fragmenty fabuły. Sądzę, że w trakcie czytania łatwo byście je dostrzegły.

Podsumowując, książka oczywiście jest do przeczytania i warto się z nią zapoznać właśnie ze względu na dość nietypowego stwora paranormalnego. Temat również został potraktowany ciekawie, jednak uważam, że zmarnowano jego potencjał. Poczęstowano nas raptem… trzema wątkami, które okazały się dość ciekawe i przyznam, że nie spodziewałam się przedstawionego w nich zwrotu akcji. Relacja głównych bohaterów, jak już z resztą wspomniałam, dziwna i dla mnie momentami śmieszna, jednak nie mnie to oceniać; może po prostu zupełnie inaczej wyobrażałam sobie związek kobiety i mężczyzny?



Ocena:

5/10

W przyszłą sobotę powinnam dołączyć notkę dot. muzyki. Mam kilka pomysłów na podejście do tego tematu i zobaczę, co tak naprawdę się wyklaruje. Pod spodem moje propozycje na tematykę w przyszłym tygodniu:

- kryminał

- lektura szkolna

- romans

Miłego weekendu! 

Nadopiekuńczość

Witajcie. Mam problem z rodzicami. Mianowicie: mam dobre oceny, jestem grzeczna, nie chodzę na imprezy, nigdy ich nie zawiodłam. I niby wszystko ok, ale oni mi na nic nie pozwalają. Mam 16 lat, a nawet w majówkę, nie mogę nigdzie wyjść. Chciałam jechać z przyjaciółką na zakupy, do innego miasta – nie mogę. Chciałam iść do koleżanki na noc – nie mogę. Kurde ! Jedyne na co mi pozwalają to obóz w wakacje . Jak przekonać rodziców, żeby mi dali więcej swobody ? Pozdrawiam

~Zniewolona



Droga Zniewolona!

Jeśli chodzi o nadopiekuńczość – to cecha, której niełatwo jest się pozbyć. Rodzice na pewno z dnia na dzień nie zaczną Ci na wszystko pozwalać, nie będą  od razu skłonni do nocnych wyjść i nie przestaną się o Ciebie martwić. Jak chcesz coś osiągnąć musisz wiedzieć, że powinnaś działać długodystansowo i nie spodziewać się szybko widocznych efektów. Pamiętaj też, nadopiekuńczy rodzice mogą tacy pozostać, nie zawsze da się to w pełni zmienić.

Jednak warto próbować. Co na początek?
Myślę, że każde zmiany warto zacząć od samego siebie więc najpierw zastanów się czy aby na pewno rodzice nie mają powodów, by tak zbytnio się o Ciebie troszczyć. Czy nie zrobiłaś ostatnio czegoś co mogłoby zawieść ich zaufanie? Czy , na przykład ,zawsze wracałaś o wyznaczonej porze do domu? Taki mały  ‘rachunek sumienia’ pozwoli Ci ustalić co powinnaś zmienić.
Jeśli jednak faktycznie nigdy ich nie zawiodłaś , możesz  z nimi porozmawiać. Powiedz, że chciałabyś mieć trochę więcej swobody. Dobrze byłoby taką rozmowę zacząć gdy rodzice nie są zmęczeni ani zdenerwowani, sama też musisz uważać, żebyś nie zaczęła się wykłócać czy zbytnio negocjować. Pamiętaj, że w żadnym wypadku nie mów, że rodzice twoich koleżanek zawsze na więcej im pozwalają i że te mają lepiej, bo to tylko pogorszy sprawę. Możesz wspomnieć, że przecież nigdy ich nie zawiodłaś  i spytać o konkretny powód, czemu nie chcą Cię nigdzie puszczać. Jak na początku taka rozmowa nie poskutkuje, można ją powtórzyć. Byle tylko nie być za bardzo natrętną.

Innym sposobem byłaby próba przekonania rodziców do pojedynczej sprawy. Jeśli chciałabyś nocować u koleżanki, spytaj się rodziców o zgodę już tydzień wcześniej. Zrób to po to, aby  wiedzieli, że jesteś na tyle odpowiedzialna, że już wcześniej masz wszystko zaplanowane. Spytaj czego od Ciebie oczekują, jaka ma być godzina powrotu itd. Zaproponuj, że zadzwonisz do nich jak dotrzesz na miejsce, dasz znać np. przed snem, że wszystko w porządku czy rano. Jest szansa, ze rodzicom taka opcja się spodoba. Wtedy możesz wrócić do domu troszkę wcześniej niż było powiedziane, a przynajmniej nie spóźnij się.

Przede wszystkim musisz być cierpliwa i nie tylko udawać odpowiedzialną ale tez taką być. I zawsze bądź też świadoma na ile możesz sobie pozwolić. ;)
Powodzenia,
 Lilu :)

piątek, 19 października 2012

Lakier do paznokci Catrice "Run Forest Run"



Listek miał kontrastować ;)
Hej! Obiecałyśmy, że od czasu do czasu będą się pojawiały na naszym blogu recenzje kosmetyków. Dziś nadszedł ten dzień. ;) Mam fioła na punkcie lakierów do paznokci, więc najczęściej będą się tutaj pojawiały obiektywne opinie na ich temat. Nie oznacza to jednak, że ograniczę się do jednego typu kosmetyków, o innych też postaram się pisać. 


Dzisiaj omówię lakier do paznokci niemieckiej firmy Catrice. Jest to śliczny, zielony odcień "RUN FOREST RUN" nr 340. Liczyłam na to, że siedząc na podłodze w Naturze i buszując po półce z przecenionymi kosmetykami, trafię na coś naprawdę atrakcyjnego. Ten lakier, który w prawdzie przeceniony nie był (dałam za niego 9,99 zł.) wpadł jednak w moje gusta i mimo wszystko go kupiłam. ;)

Pierwszą rzeczą jaka mnie zdenerwowała jest to, że zakrętka lakieru odkleiła się od części z pędzelkiem, niby po mocniejszym dociśnięciu wszystko jest ok, jednak nie daj Boże, by mi to kiedyś spadło podczas malowania paznokci, bo strasznie się denerwuję, jak muszę coś poprawiać. ;) 

To nie jest moja pierwsza przygoda z lakierami tej firmy, więc wiedziałam, że nie mogę spodziewać się dziadostwa. Lakier ma świetną konsystencję, dobrze się go rozprowadza, nie robią się smugi podczas malowania i lakier nie schnie już podczas nakładania go na paznokcie (dla mnie to plus, bo gdy chce się poprawić daną warstwę, jest to jeszcze wykonalne, a nie robią się głupie odciski, czy grudki przez pół-wyschnięty już lakier). 

Kolor jest bardzo ładny, rzeczywiście jak sama nazwa mówi kojarzy się z lasem, drzewami. Nie spotkałam się jeszcze z inną firmą, która miałaby chociaż zbliżony odcień do tego - to zaleta. W ogóle Cartice cenię najbardziej za oryginalne barwy. :)

Pojemność lakieru też jest satysfakcjonująca (10 ml.), adekwatna do ceny, chociaż osobiście dałabym za ten lakier ok. 7, nie 10 zł.

Jeśli chodzi o trwałość, to zdziwiło mnie, że nie pojawiły się odpryski - inne lakiery Catrice z tej serii miały tę wadę, jednak ten kolor mnie pozytywnie zaskoczył. W tym stanie, jak na zdjęciach lakier utrzymuje się już od wtorku\środy, więc jest nieźle. :)

Chyba jedynym minusem było pojawienie się drobnych "bąbelków" na płytce paznokcia po nałożeniu lakieru, jednak nie psuje to efektu, są prawie niewidoczne - chyba wynika to z nałożenia zbyt wielu warstw (nałożyłam dwie, tak jak kazali, w sumie jedna byłaby nawet satysfakcjonująca, ale wolałam, by był trwalszy efekt).

Lakier nie schnie niestety w tempie ekspresowym, więc najlepiej nałożyć na niego emulsję, która powoduje szybkie wysychanie, no i nie radzę przez ok. 2 godziny po nałożeniu robić coś, co może zniszczyć efekt, lepiej poczekać, niż później poprawiać.

Wydaje mi się, że napisałam o wszystkim. Jak najbardziej polecam Wam ten lakier, mam nadzieję, że moja pierwsza recenzja Wam się podobała! :)

Pozdrawiam cieplutko,
Siedmiokropka

środa, 17 października 2012

Przyjaciele mnie nie szanują.

Przyjaciele mnie nie szanują. Umawiam sie z przyjaciółką (jej propozycja) na spotkanie za tydzień godzina przed meet'em mówi, że ona nie może, bo ma inne plany - sytuacja zdażała się nie raz. Inna przyjaciółka (byłyśmy sąsiadkami ale się przeprowadziłam mieszkają tam moi dziadkowie) prosi bym przyjechała, a a jak już przyjade to nie ma czasu. Potrafią wciągu kilku minut odwołać nasze plany dla innych przyjaciółek i czasem nawet o tym nie uprzedzają. Słucham rock'u i podobnych wszystkie o tym wiedzą, ale żadna nigdy nie pomyślała by mnie poinformować o zbliżających sie koncertach (tych mniej znanych grup) i dowiaduje się o tym już po fakcie gdy np opowiadają jak tam było fajnie z innymi kumplami... Jak chce pojść na jakąś impreze to ide sama albo nie ide w ogóle, bo one nie mogą z przeróżnych powodów. Znajomych mam bardzo dużo ale im starsza jestem (15 lat) tym bardziej samotna czuje się. Mama mów, że jak nie mam z kim iść to powinnam znaleźć więcej przyjaciół ale jak?...Moje pytanie co zrobić by zaczęły mnie szanować? Porzucić nadzieje i wyruszyć na poszukiwanie nowych przyjaciół? Czy siedzieć dalej niezadowolonej i smutnej...?


 Kochana!

 To, co robią Twoje przyjaciółki nie jest miłe. Myślę, że powinnaś zacząć od szczerej rozmowy z nimi, bo skąd mają wiedzieć, że coś jest nie tak, skoro nawet nie dałaś im tego do zrozumienia? Spotkaj się z nimi, osobno lub ze wszystkimi razem i wyjaśnij, że bardzo często zmieniają Wasze plany dla swoich przyjaciółek, przez co czujesz się pominięta. Powiedz także, że jest Ci przykro, gdy dowiadujesz się o jakichś wspólnych wypadach (wszystko to, co pisałaś mi wyżej:)), o których nikt Ci nawet nie wspomniał. Poproś, aby mówiły Ci wprost o tym, co im nie pasuje (możliwe, że odwołują spotkania z jakiegoś konkretnego powodu, np. małej sprzeczki, którą potraktowały poważnie itd.).  Wytłumacz także, że wolisz, aby szczerze mówiły Ci, że nie mają ochoty wyjść z domu, czy już wcześniej się umówiły, dzięki czemu nie będziesz cały dzień czekała na telefon od nich itd.

 Mimo wszystko, nie znam Twoich przyjaciółek i nie wiem czy rozmowa zda egzamin, dlatego zaproponuję Ci jeszcze parę rozwiązań:

 1. Spróbuj pokazać, że masz swoje życie i wcale nie obchodzi Ci to, że tak Cię lekceważą. Odnów stare kontakty, wyciągnij znajomych na dwór, na kawę/herbatę, może jakiś rower albo właśnie te imprezy, na które chciałabyś pójść. Dzięki temu, zacieśnisz kontakty z innymi, równocześnie pokazując dziewczynom, że możesz się świetnie bawić bez nich.:)

 2. Za każdym razem, gdy któraś z nich odwoła spotkanie, zapytaj wprost co się stało i dlaczego tak nagle zmieniła plany. Może dzięki temu wyjaśnicie sobie, co wpłynęło na takie zachowanie.
 3. Daj im trochę czasu. Obiecaj sobie, że nie odezwiesz się pierwsza przez np. tydzień. Zobacz co się stanie.:) Myślę, że stęsknione przyjaciółki same wyjdą z inicjatywą spotkania.:)

4 . Może rzeczywiście warto poznać nowych ludzi? Niech dziewczyny będą dla Ciebie ważne, jednak nie stawiaj na nich wszystkiego, tym bardziej, że widzisz, jak się ostatnio zachowują. Musisz się trochę od nich "oduzależnić". Ale jak poznać tych nowych ludzi? W spisie notek jest bardzo dużo informacji na ten temat, wystarczy tylko dobrze poszukać.;) 
 
Myślę, że jeśli tylko się postawisz i zwrócisz dziewczynom uwagę na tą sytuację, wszystko powinno wrócić do normy.:) 
 Trzymam za Ciebie kciuki!
 Margaret

wtorek, 16 października 2012

Jak mu pokazać, że jestem godna zainteresowania?

Witam :) Od razu przejdę to mojej sytuacji. Zacznijmy od tego że dosyć niedawno zostałam bardzo zraniona przez chłopaka, w którym się zakochałam. Podczas kiedy ja byłam szczęśliwa, że on coś to mnie czuje, on spotykał się jeszcze z dwoma innymi dziewczynami. Ale powoli podnosiłam się i jest coraz lepiej, mimo, że i tak coś do niego czuję. Lecz nie w tym rzecz. Chcąc o nim zapomnieć oczywiście flirtowałam z innymi chłopcami. :) I tak poznałam przystojnego, fajnego chłopaka na koncercie. Poznała mnie z nim moja koleżanka, z którą tam byłam. Wydawał się bardzo fajny więc strasznie się ucieszyłam, gdy na drugi dzień do mnie napisał. Potem minęły jakieś 2 tygodnie w których pisaliśmy prawie codziennie, rozumieliśmy się doskonale. Tylko to było takie luźne,mimo że mi się podobał. No i on zaprosił mnie do kina...a ja jakoś nie wiem, nie chciałam, stwierdziłam, ze to za szybko. No i podając jakiś dziwny powód nie zgodziłam się. No ale potem było ok i pisaliśmy dalej. I zaprosiłam go na taką imprezę organizowana w mojej miejscowości, ale nie na randkę tylko tak : "wbijaj, weź parę osób". no i on wziął swoich znajomych, którzy są popularni i ogólnie dużo osób chciałoby się z nimi kolegować. no i ja chciałam zrobić dobre wrażenie i nie wiem co ze mną było, ale prawie kompletnie się przy nich nie odzywałam... siedziałam jak ta lama, mimo że normalnie jestem dosyć odważna, wygadana i nie mam problemu z poznawaniem nowych ludzi. no ale trudno.. dobrego wrażenia nie zrobiłam i myślałam ze to będzie klapa. ale on jednak na drugi dzień napisał, wiec się niesamowicie ucieszyłam, ale potem minęło sporo czasu, czasem coś napisałam ale on nie był zbyt rozmowny, tylko raz jak napisałam to był taki jak zawsze, ale teraz nie piszę bo mi głupio. bo przecież jak nic nie pisze to znaczy że mu się nie śpieszy. No i kurcze teraz nie wiem co mam robić. Chętnie umówiłabym się z nim, sam na sam. Ale tak dziwnie się wprost spytać, skoro on pewnie nie jest zainteresowany. Już sama nie wiem, bo chcę rozwinąć tą znajomość, ale mam wrażenie, że wszystko zepsułam. Dodam jeszcze, że ja mam 15 lat a on 18 ;)

~małgośka

Kochana Małgosiu!

Przede wszystkim to nie wyskakuj mi tutaj z tekstem "on pewnie nie jest zainteresowany", bo to dla mnie jest bzdurą. Z tego, co napisałaś wywnioskowałam, że jest bardzo zainteresowany. Zaczynamy od tego, że pierwszy do ciebie napisał, później zaprosił cię do kina. Nawet jak odmówiłaś, to nie poddał się, tylko dalej z tobą pisał. Jeszcze później, po imprezie, ciągle pisał. Jak dla mnie to dość widoczna oznaka zainteresowania.
Rozumiem, że na tej imprezie byłaś trochę zdenerwowana towarzystwem chłopaka, który ci się podoba i stąd wynikło "lamie" zachowanie. Pisałaś, że jesteś dość odważną osobą, więc proponowałabym ci zaprosić chłopaka do kina. Możesz powiedzieć, że pamiętasz, jak on cię zapraszał i chciałabyś, żeby takie spotkanie faktycznie się odbyło. Sądzę, że się zgodzi. Oczywiście możesz czekać na jego ruch, ale moim zdaniem on już się trochę starał i wypadałoby, żebyś teraz ty się postarała. Jeśli dałaś radę zaprosić go na tamtą imprezę, to nie powinnaś mieć problemów z zaproszeniem tylko jego i na randkę. To wcale nie jest tak, że chłopak musi zapraszać dziewczynę.
Na spotkaniu powinnaś spróbować pokazać mu, że nie jesteś taką osobą, jak na tej imprezie. Ale pamiętaj, żeby nie próbować na siłę go przekonać, że jesteś fajna i w ogóle, to wtedy może nie wyjść. Postaraj się być naturalna. Podejrzewam, że tamto zachowanie było wywołane stresem, dlatego przed spotkaniem pomyśl sobie, że przecież mu się podobasz taka, jaka jesteś i że nawet jak spotkanie nie będzie do końca idealne, to jemu z pewnością nie będzie to przeszkadzać. On przede wszystkim powinien być zadowolony, że spędził ten czas z tobą. Z doświadczenia wiem, że jak mówimy sobie takie rzeczy, to trochę się odstresowujemy.

Życzę powodzenia,
Cocalotte.
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x