czwartek, 21 lutego 2013

Życie w rodzinie nie jest takie proste

Hej :)
Tak na wstępie - świetny blog :)

Mam problem. Chodzi o to, że nie potrafię dogadać się z rodziną. Nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać. Oni są cały czas przeciwko mnie. Komentują moje zachowanie, styl ubierania, przyjaciół. To staje się nie do wytrzymania. W dodatku starszy brat jest faworyzowany przez mamę i cały czas mnie wyzywa, a także nie potrafi przejść obok mnie, nie uderzając mnie. Rodzice, a szczególnie mama jest zawsze po jego stronie i uważa, że przesadzam. W domu prawie w nikim nie mam oparcia. Czasem tata lub drugi z braci staje po mojej stronie, ale dość często są przeciwko mnie. Nie wiem, co z tym zrobić. Nie chcę stracić z nimi kontaktu, ale przez ich zachowanie czuję, że oddalamy się od siebie.


Liczę na waszą pomoc.
Smutna


Droga Smutna!
Cóż, rodziny sobie nie wybieramy. Ale nie martw się, jeszcze nie wszystko stracone. :)

Najlepiej by było, gdybyś najpierw zacieśniła więzi z jednym członkiem rodziny. Może to być tata, a może brat, który czasem opowiada się po Twojej stronie? 
W tym pierwszym przypadku możesz mu np. zrobić herbatę, gdy wróci z pracy, pojechać z nim po zakupy lub pomóc w odśnieżaniu. To takie luźne propozycje, w gruncie rzeczy jest ich mnóstwo. Jeśli wolisz zakolegować się z bratem, może zaproponuj mu wspólne wyjście do kina albo poproś go o pomoc w jakiejś dziedzinie, w której jest dobry. Generalnie wszystko polega na tym, by być miłym i nie robić nic "na siłę". Osoba, z którą postanowisz zacieśnić więzy może na początku podchodzić do tego sceptycznie i niezbyt chętnie. Ale po pewnym czasie przyzwyczaicie się do swojej obecności i polubicie bardziej, zobaczysz, że po pewnym czasie ta osoba zacznie się za Tobą częściej wstawiać przy rodzinie. 
Tak więc masz już jednego sojusznika, zobaczysz, będzie Ci o wiele lżej. :)

Jeśli chodzi o nieustającą krytykę... Na to niestety nie mogę za wiele poradzić, w dużym stopniu zależy to od nastawienia Twoich rodziców. Gdybym była tobą, zastanowiłabym się nad tym, co krytykują i postanowiłabym ustosować się po części do ich oczekiwań. Nie chodzi mi o to, byś zamiast być sobą, starała się stać córką idealną. To raczej kwestia kompromisów. Na przykład jeśli rodzice się czepiają, że ubierasz się w ciemnych kolorach, a ty bardzo je lubisz, to spróbuj od czasu do czasu wkomponować w swój strój jaśniejszy ciuch lub ubrać się tak, jak rodzice lubią, gdy spędzasz dany dzień w domu. Jeśli w takiej lub innej sytuacji wystarczająco byś pokombinowała, rodzice czepiali by się mniej.



Pozostaje kwestia niemiłego brata... Ludzi nie da się zmienić. Sądzę, że najlepszym zachowaniem byłoby go omijać. Gdy zaś wyzywa Cię, nie bój się mu odwdzięczyć tym samym, pamiętaj jednak, żeby zachować w tym granice. Jeśli przesadzisz, jedynie dasz rodzicom powód do awantury. Jeśli próbuje Cię potrącić, odsuń się w porę. W tej relacji bądź doroślejsza.

Jedyne, co Ci jeszcze mogę doradzić, to to, abyś nie traciła nadziei i nie poddawała się. Zaś jeśli nadal będziesz miała kłopoty, pisz, pomyślimy nad innym rozwiązaniem. :)


Trzymam kciuki,

Kwaskowa

Mój chłopak mieszka daleko, a chcę się z nim spotkać. Jak poprosić mamę?


Witam.
Odkryłam tego bloga kilka dni temu. Ja też mam problem, nie wiem jak go rozwiązać, więc postanowiłam napisać. Mam nadzieję, że postaracie się mi pomóc...
Mam na imię Karolina, lat 15. Nigdy nie miałam chłopaka. Uwielbiam za to zawierać zagraniczne znajomości. Interesuję się Rosją, tam też mam wielu "ziomków". Jeden z nich, Valentin, który jest niecałe 2 lata starszy, nie interesował mnie jakoś szczególnie. Poznałam go 2 lata temu, co jakiś czas rozmawialiśmy przez telefon. Wszystko uległo zmianie parę miesięcy temu. Sama nie wiem kiedy i jak, ale znalazłam w nim powiernika, nie obawiałam się opowiadać mu o moich problemach, choć do takich znajomości z internetu trzymam się na dystans i to naprawdę mocno. Po jakimś czasie pierwszy raz zobaczyłam go na Skype. Rozmawialiśmy jednego dnia 7 godzin, drugiego - 4. Wtedy wyznał niespodziewanie mi miłość, a świadkiem tego była jego siostra, która tylko te słowa potwierdziła...
Było mi z tym ciężko. Długo się zastanawiałam, czy taki związek na ogromną odległość (1600 km) ma sens, ale doszłam do wniosku, że chcę żeby był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Po długich przemyśleniach zgodziłam się... I jestem szczęśliwa, mimo tej odległości, choć momentami mam "doła" i mi go brakuje, ale on poświęca mi każdą wolną chwilę, codziennie dzwoni, pyta się czy wszystko w porządku, jak tam moja mama czy brat...
Ostatnimi czasy Valentin powiedział o mnie swoim rodzicom. Wiadomość przyjęli ciepło. Chłopak ostatnio zaczął pracować, nie miałam pojęcia po co. Nie chciał powiedzieć, ale w końcu zaproponował mi, że przyśle zarobione pieniądze, żebym pojechała do niego, bo bardzo chce mnie zobaczyć, a ja zawsze marzyłam o podróży do Rosji... Niestety nie wiem jak powiedzieć o tym mojej mamie (z tatą nie mieszkam). Uważałam to za żart, ale on codziennie pyta się mnie, czy byłaby taka możliwość...
Mam świadomość tego, że moja mama bardzo się martwi i na pewno nie puści "swojej ukochanej córeczki na obcą ziemię". Ja też bardzo, ale to bardzo ją kocham i rozumiem jej troskę. Jednak z drugiej strony, wręcz pragnę tego wyjazdu i nie mogę przestać o tym myśleć, mimo, że w 90 procentach jest to niemożliwe do wykonania... Ale może jednak da się przekonać mamę, żeby się zgodziła? Co jej powiedzieć? Jakimi argumentami "poruszę" jej serce? Dodam, że ona wie o moim chłopaku...
Z góry dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź i ciepło, serdecznie pozdrawiam.


Moja droga!
Gdy tylko przeczytałam Twoją wiadomość, było dla mnie oczywiste, że rozmowa z mamą to jedyne rozwiązanie. Dobrą wieścią jest to, że wie o Twoim chłopaku, to sporo ułatwia. Pomyśl, co przyszło jej do głowy, gdy po tym jak jej powiedziałaś o Valentinie, znalazła chwilę, by spokojnie porozmyślać. Sądzę, że zauważyła, że nie traktujesz tej znajomości pobłażliwie. A co z tego wynika: dopuściła do głowy myśl, że prędzej czy później zechcecie się spotkać i to zrobicie. Wierz mi, gdyby to doszło to skutku, Twoja mama pomimo troski o Ciebie, też byłaby szczęśliwa - bo Ty byś była. :) 
Dlatego porozmawiaj z nią szczerze. Znajdź odpowiednią chwilę i zagadaj delikatnie. Przypomnij jej o swoim chłopaku, poinformuj, że znalazł pracę, że Cię zaprasza do siebie, że nawet zaoferował się opłacić Ci podróż... Podsumowując, powiedz mamie to, co napisałaś mi. Jeśli uświadomisz ją, jak bardzo by Cię to uszczęśliwiło i poprosisz o pomoc w tej sytuacji, myślę, że wszystko powinno pójść dobrze. 
Nie gwarantuję Ci, że za miesiąc będziesz już w pociągu. Może to pierwsza, lecz nie ostatnia z Twoich próśb o pozwolenie mamy. Ale myślę, że masz powody, by być dobrej myśli.

Na koniec chciałabym życzyć Ci i Valentinowi, by między Wami zawsze wszystko układało się jak najlepiej, a Tobie powodzenia w rozmowie z mamą! :)

Kwaskowa

Nie potrafię zaufać ludziom

Witam :) Fajnie, że wróciłyście. Mam pewien dziwny problem. Otóż nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Nie wiem, czy to co powiem jest na miejscu, czy nie. Zaczęłam nową szkołę we wrześniu i od tamtej pory nawet nie rozmawiałam z ludźmi z klasy. Nie wiem, czy np. powiedzenie komuś, że mam kota jest poprawne, czy też nie. W szkole jestem całkiem inna niż w domu. W domu jestem szczęśliwą osobą, która zawsze ma coś do powiedzenia. Lubię zwracać uwagę na drobnostki i się z nich cieszyć, rozprawiać na najróżniejsze dziwne tematy, bo wszystko mnie ciekawi. W szkole nawet nie jestem swoim cieniem. Mam wyuczone zachowanie i nawet nie mam własnego zdania. Znaczy mam, ale go nie mówię, bo nie wiem czy to poprawnie. Nie potrafię również zrozumieć osób z klasy, wydają mi się dziwni. Mama powiedziała mi kiedyś abym dała się poznać, bo inaczej dużo stracą. Nie potrafię być sobą, nie potrafię mówić przy nich. Jedna dziewczyna się do mnie przykleiła i nawet nie potrafię jej przerwać kiedy setny raz słyszę tą samą historię. Denerwuje mnie a ja nie potrafię nic zrobić. Czuję się strasznie bezsilna, nienawidzę chodzić do szkoły, nie mam przyjaciół (poza jedną przyjaciółką za starej szkoły). Dodatkowo mam wadę wymowy. Nie lubię siedzieć praktycznie sama, ale nie wiem jak rozmawiać. Wmawiam sobie, że nikogo nie lubię i że lepiej być samą, ale jest całkiem odwrotnie. Idąc do szkoły często myślę, że byłoby lepiej wejść pod samochód niż do szkoły. Och, nienawidzę swojego życia, Siedmiokropko, pomóż...

Przepraszam, że tak później, ale chciałabym coś dodać. Nie wiem czy to ważne, ale zauważyłam też, że nie potrafię patrzeć ludziom w oczy. Zazwyczaj mam wzrok opuszczony. Nienawidzę jak ktoś na mnie patrzy, denerwuję się nawet jak ktoś mnie dotknie.

~ Laurel


Droga Laurel! 
Na wstępie - miło, że cieszysz się z naszego powrotu! :) Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać, ale najpierw wyjechałam na ferie, a potem dorwało mnie jakieś zapalenie płuc i ledwo ruszałam się z łóżka. Zaczęłam się zgłębiać w Twój problem, szukać notek o braku zaufania do ludzi w dziale "przyjaźń", a tu nic nie ma! Normalnie wierzyć mi się nie chce, że o tym jeszcze nie napisałyśmy. W takim razie nie tracę dłużej czasu i zabieram się za notkę! :)

Szkoda, że nie wiem, ile masz lat lub w jakiej szkole/klasie jesteś. To by mi pomogło ocenić stopień dojrzałości osób, z którymi jest Ci teraz dane się uczyć. Sądzę, że przyczyną Twojego problemu jest brak zaufania w stosunku do nowych ludzi. Prawdopodobnie wywarli oni na Tobie na wstępie negatywne wrażenie i teraz ciężko jest przełamać Ci barierę nawiązania kontaktu.
Mówisz, że w domu jesteś zupełnie inna niż w szkole, co jest całkowicie naturalne - swoich domowników znasz od podszewki, wiesz co Ci przy nich wypada, jak zareagują na Twoje słowa w jakiejś sytuacji, czy możesz się przy nich wygłupiać, itd. Najwyraźniej osiem miesięcy to dla Ciebie za mało, aby przy kimś poczuć się swobodnie. Zwłaszcza, że (wnioskując z tego, co napisałaś) nie miałaś jeszcze okazji dogłębniej poznać swoich nowych klasowych znajomych. Nie jesteś przy nich sobą, masz wyuczone zachowanie - to nie dobrze. Ludzie zazwyczaj potrafią to poznać, kiedy ktoś nie jest swobodny i nie ukazuje swojego prawdziwego oblicza. To niestety nie pomaga Twoim nowym kolegom poznanie i zaakceptowanie Ciebie takiej, jaka naprawdę jesteś. Chciałabyś poznać bliżej człowieka, który prezentuje sztuczny, wyuczony charakter? Nie sądzę... 

Twoja mama ma w pełni rację, ponieważ Twoje negatywne nastawienie to druga przyczyna Twojego zmartwienia. Żyjesz w fałszu z samą sobą, wmawiając sobie, że nie potrzebujesz przyjaciół, a to nie o to chodzi - w końcu uwierzysz w to, co sobie wpajasz, a w głębi duszy będzie Ci bardzo kogoś brakowało. Samotność i brak przyjaciół nie doprowadzi do tego, że unikniemy rozczarowań i zawodów ze strony ludzi. Jedni potrafią zaufać od razu, a drudzy dopiero po bardzo długim czasie. Zastanawiam się tylko, czy może ludzie Cię kiedyś w przeszłości nie skrzywdzili lub zdradzili, że tak się zawiodłaś? Bo ograniczone zaufanie się od tak nie bierze. Jeśli chodzi o lęk przed dotykiem i opuszczanie wzroku - robisz tym samym mur wokół siebie, nie chcesz by ktoś przekroczył Twoją osobistą barierę, zwłaszcza, że jeśli chodzi o ciało to to jest po prostu nasza "strefa intymna", do której dopuszczamy jedynie bliskich przyjaciół i rodzinę. 

Napisałaś, że ludzie wydają Ci się dziwni. Nie oceniłaś ich może zbyt pochopnie? Czy w ogóle udało Ci się ich dobrze poznać, by tak pomyśleć? Powinniśmy oceniać ludzi tylko wtedy, gdy ich naprawdę dobrze sami poznamy. To właśnie powinnaś zrobić w tej sytuacji, otworzyć się na ludzi. Osobiście, nie wierzę w to, że oni wszyscy są dziwni. Zaczynaj ich poznawać metodą małych kroczków, od jakiegoś tam spisania pracy domowej, po rozmowę o serialu, który oglądasz, albo o nauczycielce, która przyszła w ohydnym czerwonym kombinezonie. Pokaż im, że jesteś warta poznania, bo jak na razie moją być dziwni w stosunku do Ciebie, bo sama zachowujesz się sztucznie i się izolujesz. Nawet jak trafiła się jakaś jedna dziewczyna, która odważyła się Tobie zwierzyć, to od razu mówisz, że się przylepiła - może ją w jakimś sensie zainteresowałaś? A jeśli ona rzeczywiście nadto Cię absorbuje i denerwuje, warto powiedzieć prosto z mostu, by skończyła gadać o jednym i "zmieniła płytę"? Może wtedy poznasz ją od innej strony? Zrób analizę wszystkich osób ze szkoły jakie znasz - wypisz pierwsze wrażenie na ich temat i zdecyduj się, kogo warto poznać bliżej. Jesteś panią tej sytuacji, Ty rozdajesz karty - decydujesz kogo poznać, jak się wobec ludzi zachowywać, z kim się przyjaźnić - wcale nie jesteś bezsilna! 

Warto być sobą, ponieważ to jest test dla ludzi - kto wytrzyma z "prawdziwymi nami" tyle czasu, by nas zaakceptować i zostać naszymi przyjaciółmi. Na obecnym etapie polecam pielęgnowanie przyjaźni z dziewczyną ze starej szkoły, w końcu na razie jest ona tą jedyną - doceń to! :) Spróbuj też spojrzeć na sytuację odwrotnie: co być pomyślała, jakby ktoś Ci powiedział "mam kota"? Całkowicie normalne wyrażenie, ludzie tego aż tak nie analizują. Tak samo wad wymowy, mogą się pośmiać sporadycznie ewentualnie, ale nic więcej. Nikt nie będzie tego aż tak bardzo analizował, Ty pewnie też tego nie robisz, tacy jesteśmy i tyle - spróbuj o tym tak pomyśleć.

Na dzisiaj tyle, mam nadzieję, że dasz sobie radę! :)

Pozdrawiam,
Siedmiokropka

wtorek, 19 lutego 2013

Prozaicy

Zgodnie z poleceniem szefowej pojawiam się, by poinformować Was, drogie czytelniczki, o konkursie literackim, który organizuje blog Prozaicy. Przewidywane są nagrody książkowe oraz niezwykle tajemnicza forma wyróżnienia, którą podobnież będzie można się pochwalić. Jest o co walczyć! 
 
Wszystkie informacje znajdują się na stronie Organizatora (wystarczy kliknąć banner reklamowy)  - życzę szczęścia i pozostaje mi zachęcić do wzięcia udziału w konkursie. 

Pozdrawiam serdecznie. 


Ciągle odwołuje spotkania


Drogie NBS,
bardzo cieszę się, że wróciłyście. Od pewnego czasu borykam się z pewnym problemem. Ale zacznę od początku. Mam 16 lat i uczęszczam do 1 klasy LO. Od 2 klasy podstawówki przyjaźnie się z A. W 4 klasie przeprowadziła się, początkowo na wieś niedaleko mojego miasta, a następnie na drugi koniec kraju. W tym czasie utrzymywałyśmy kontakty, a raz w roku się spotykałyśmy. Teraz ona wróciła do mojego miasta, lecz nasze stosunki uległy pogorszeniu. Odwołuje umówione spotkania lub bardzo je przeciąga. Wymigała się nawet z moich urodzin. Mimo to twierdzi, że jestem jej najlepszą przyjaciółką. Czasem ma jakieś konkretne powody, ale zwykle mówi "że obiecała innej dziewczynie się z nią spotkać" mimo tego, że nasze spotkania ustalamy ze sporym wyprzedzeniem. Bardzo ją lubię, ale mam powoli dosyć, co mam zrobić?
~Opuszczona

Droga Opuszczona!
Wiem, jak ciężko Ci akceptować takie zachowania koleżanki, sama byłam w podobnej sytuacji. Skoro ona nadal uważa, że jesteście ‘najlepszymi przyjaciółkami’ może nie wszystko stracone?
Co możesz zrobić? Te kilka długich lat przyjaźni nie powinno być przekreślane. Znacie się na tyle długo, że powinniście umieć bez przeszkód rozmawiać o wszystkim, również o tym, co Wam się nie podoba w zachowaniu drugiej. Umówcie się gdzieś, na kawę, na spacer. Poinformuj, że to ważne. Pozwól jej wybrać datę i godzinę – może w tym tkwi problem? Wiadomo, każdemu może coś wypaść, lecz notoryczne odwoływanie spotkań jest bardzo denerwujące. Ważne, by takiej rozmowy nie przeprowadzać przez telefon czy komunikator, gdyż są one źródłem większości nieporozumień czy niedomówień. Kiedy już się spotkacie, postaraj się, by Twój ton nie brzmiał oskarżycielsko. W końcu nie chodzi Ci o pogorszenie, lecz poprawienie relacji. Uważam, że jak 'zbliżycie się' do siebie na nowo, problem odwoływania spotkań zniknie. Oczywiście, jeśli nie jest to coś powazniejszego...
Jak odnowić przyjaźń, zbliżyć się do siebie?
Jeden ze sposobów był opisywany w innej notce przez Margaret: „Chcesz, żeby było tak jak dawniej? Wyciągnij stare filmy, fotografie, zorganizujcie jakiś wieczorek, powspominajcie. Zacznijcie robić więcej rzeczy, które robiłyście kiedyś, może wspólna jazda na rowerze, czy jakiś wypad do parku? Przypomnij i jej, i sobie jak było kiedyś!”. Wiem, że jeżeli przyjaciółka odwołuje spotkania może być trudniej, jednak taki bodziec, wspominanie i powrót ‘do starych czasów’ może bardzo zbliżyć.
Ostatnim sposobem, jaki wpadł mi do głowy jest pokazanie, że Ci na niej zależy, że jest dla Ciebie ważna. Udowodnij jej, że nic się nie zmieniło. Zwierzaj się jej i interesuj się tym, co się dzieje wokół niej. To też powinno pomóc Wam zbliżyć się i odnowić przyjaźń. Może jej tego brakuje?
Ale przede wszystkim: rozmowa. Kiedy sobie wszystko wyjaśnicie, powinnaś zrozumieć, co nią kieruje.
Trzymam kciuki, życzę powodzenia!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Zbliżenie - jak się przełamać? + Biedna dzielnica - zaprosić chłopaka?

Hej. Na początku zaznaczam, że obojętne mi jest, która z Was mi odpowie. Myślę, że obie świetnie byście mi doradziły, dlatego proszę, niech któraś z Was mi odpowie, będę wdzięczna ;).
Mam 17 lat.
Lubię facetów, nawet bardzo. Czasami jest tak, że przebywa mi się w ich towarzystwie bardzo przyjemnie, a czasami czuję się niekomfortowo. Rzecz w tym, że za każdym razem, kiedy jakiś chłopak staje się mną zainteresowany (na imprezie, w szkole) ja go od siebie odtrącam. Najczęściej dzieje się tak na imprezach: chłopak siada koło mnie, kładzie rękę na oparciu kanapy, pochyla się nade mną i takie tam. A co ja robię? Szukam wymówek, byle być jak najdalej od niego, mimo że całkiem niezłe z niego ciacho! A potem do końca imprezy mu się nie pokazuję. Po prostu boję się bliższych relacji z chłopakami. Całowałam się zaledwie dwa razy. Lubię przytulać chłopaków na powitanie i pożegnanie, lubię kiedy dotkną mnie w plecy czy coś w tym rodzaju, jednak blokuję się, kiedy któryś próbuje się do mnie bardziej zbliżyć. Cała sztywnieję, nie umiem nic powiedzieć, oblewam się rumieńcem... to takie żenujące... a zależy mi, żeby w końcu poznać tego jedynego! Co robić, żeby pozwolić im przebić się przez ten mur, żebym umiała normalnie w takich bliskich sytuacjach rozmawiać i się zachowywać, a nie siedzieć sparaliżowana?
Ach, i jest jeszcze jeden problem... ;d
Mieszkam na dosyć nieładnej dzielnicy, która ma złą opinię. Moja kamienica wygląda naprawdę nieciekawie. Mam jednak normalną, porządną, kochającą się rodzinę, mieszkanie też mam w porządku (nie jest może jakieś full luksusowe, ale też nie jest najgorsze). No i... kiedy już poznam lepiej jakiegoś chłopaka, a są to najczęściej tacy "przy kasie", z gigantycznym domem, z bogatej dzielnicy... i chciałabym np. przyprowadzić ich do siebie, powiedzieć gdzie mieszkam, ale wstydzę się. Bo może stwierdzą, że jestem jakaś biedna itd. Co w takiej sytuacji robić? Przyznawać się otwarcie, gdzie mieszkam? Zawsze miałam z tym problem. Raczej nie zapraszam do siebie znajomych, jedynie przyjaciółkę, bo boję się ich reakcji. Mam nadzieję, że mi pomożecie xx ;*

~Lola



Droga Lolu!

Myślę, że moje rady Ci pomogą, tym bardziej, że podzieliłam notkę na dwie części - każda z nich dotyczy innego problemu.

Mieszkam na biednej dzielnicy, czy powinnam zaprosić do siebie chłopaka?
Może to zabrzmi zbyt typowo, ale prawda jest taka, że w prawdziwej miłości nie ma miejsca na przejmowanie się takimi pierdołami. Jeśli chłopak zraziłby się do dziewczyny, porównując jej majątek do swojego, nie byłby to chłopak godny jej osoby. Dla takiego typa liczyłby się tylko wizerunek zewnętrzny, a nie uczucie. To przykre, ale istnieją tacy mężczyźni.. tak samo jak kobiety. Co poradzę? Bądź szczera. Nie okazuj swojego zakłopotania tym, że czujesz się gorsza, próbuj to ignorować. Przed zaproszeniem sympatii do domu uprzedź ją, gdzie i w jakich warunkach mieszkasz. Jej reakcja zastąpi Ci odpowiedź na pytanie "czy to ma sens?".


Co zrobić, gdy boję się zbliżenia?
Na początek zadaj sobie pytanie: czego się boisz? Odpowiedzi na nie jest cała masa. Może obawiasz się upokorzenia? Nie powinnaś. Jesteś tylko człowiekiem, na dodatek młodą dziewczyną, która ma jeszcze wiele przed sobą. Skoro całowałaś się dwa razy, to znaczy, że masz to za sobą. Wiesz, jak powinnaś to robić, dlatego teraz możesz to tylko praktykować i ulepszać swoje umiejętności. Wpadka zdarza się każdemu, ale w tym temacie raczej rzadko, bo decydującym punktem jest wyczucie, namiętność czy bliskość.

Może przeżyłaś jakąś traumę? Jeśli tak, trudno będzie Ci się przełamać. Najtrudniejsze są początki, dlatego podchodź do tego stopniowo. Staraj się też ignorować negatywne myśli, gdy już dochodzi do jakiegoś zbliżenia. Sama poczujesz, kiedy będziesz gotowa na pierwszy pocałunek z chłopakiem - czy na pierwszej, czy na dziesiątej randce. Nie rób czegoś wbrew sobie, ale też nie wyrzucaj sobie, że czegoś nie zrobiłaś. Co ma być, to będzie.

Lęk przed zbliżeniem jest też objawem nerwicy (zaburzeń nerwicowych), czyli zaburzeń psychicznych, definiowanych jako zaburzenia emocjonalne, zakłócenia procesów psychicznych i lęki. Nerwica nieleczona o słabym nasileniu może minąć sama, lub też rozwinąć się w trudniejszą do wyleczenia formę choroby. Jeśli chciałabyś skorzystać z pomocy lekarskiej, zgłoś się do psychologa lub psychiatry (brzmi niefajnie, ale to właśnie psychiatra potrafi stwierdzić chorobę lub zaburzenia o podłożu psychicznym). Zostaniesz poinformowana o psychoterapii, która jest decydującą kwestią w leczeniu.

Pamiętaj - wiele dziewczyn miewa problemy ze zbliżeniem. Są one połączeniem niskiej samooceny, obawy przed kompromitacją i brakiem zaufania. Po pierwsze - doceń, jeśli się komuś spodobasz. Nie odgrywaj zimnej i nie udawaj, że Ci na kimś nie zależy. Kontakt fizyczny jest równie ważny, co samo zrozumienie. Przecież to za sprawą gestów i mimiki uświadamiamy sobie, jakie podejście mają do nas ludzie. Wiadomą rzeczą jest, że jako szanująca się dziewczyna nie dasz się obmacywać nowo poznanemu chłopakowi, ale też nie powinnaś myśleć wyłącznie o tym, jak wyrwać się ze szponów otwartego i miłego kolesia. Skupiaj się na poznawaniu ludzi i na tym, jakie informacje Ci przekazują. Każdy ma swoje tempo i w tej sprawie powinniśmy być tolerancyjni, szczególnie chłopcy - to oni częściej miewają zapędy do kontaktu fizycznego. Masz kompleksy? Jak każdy! Przypomnij sobie chłopaka, który naprawdę Ci się podobał. Wiesz, że on, tak jak reszta ludzi wcale nie czuje się idealnie? Nie ma takich ludzi, jak też takich, którzy są obiektem westchnień każdej osoby. To widać, kiedy się komuś podobasz. Uszanuj jego gust i nie wmawiaj sobie historyjek typu "pewnie robi sobie jaja, co się będę angażować". Im dalej się posuniesz, tym łatwiej będzie Ci to przychodzić. Don't be scary and take things easy :P

Serdeczne pozdrowienia,
Tincia
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x