Witaj Cocalotte!
Piszę do Ciebie, ponieważ potrzebuję rady osoby trzeciej, że tak to ujmę. Mój problem jest cóż, trochę dziwny i sama nie wiem co mam o nim myśleć. Jestem w pierwszej klasie liceum, poszłam do szkoły w mieście oddalonym od mojego i mieszkam w internacie. Jest to dość istotne dla sprawy. Jako, że jestem na mat-fizie, moja klasa to w większej mierze płeć przeciwna. Teoretycznie nie powinno być w niej konfliktów, wiadomo im mniej kobiet, tym mniej rywalizacji. Właśnie teoretycznie... Natrafiłam w klasie na pewnego osobnika płci przeciwnej, który jest dość specyficznym człowiekiem. Dodatkowy problem stanowi fakt, że mieszka w internacie razem ze mną, więc mimo innych pokoi i pięter widzimy się często i jesteśmy na siebie skazani. W sumie nie wiem jak określić naszą relację. Osobnik, nazwijmy go X, usilnie twierdzi że mnie nie lubi. Kłócimy się o wszystko, on dogryza mi, ja jemu. Zazwyczaj jestem ugodową osobą i nie lubię się kłócić, ale X stanowi wyjątek. X jest bądź co bądź bardzo inteligentny i uwielbia wygrywać. Ostatnio dowiedziałam się od jego siostry ciotecznej, że musi mieć z kim konkurować i ja padłam ofiarą. Często mu ustępuję, bo jak powiedziałam nie lubię się kłócić, jednak zaczyna mi już ta sytuacja porządnie przeszkadzać. OK mogę czasem się z nim podroczyć, nawet pobić nam się zdarza, jednak nie przesadzajmy. Dodatkowo dziewczyny z pokoju usilnie mnie z nim swatają, jak i większość klasy. My zaś ciągle swoje. Najgorszy jest fakt, że X ma straszne humorki, potrafi z rana ładnie powiedziawszy wydrzeć się na mnie, ponieważ jestem obok, a po lekcjach przyjść do mnie do pokoju ze smutną minką prosząc o zeszyt. Proszę Cię więc o radę, co zrobić żebyśmy przestali się kłócić oraz jaki może być powód takiego zachowania z jego strony? Każdy w klasie wie, jaki X jest, jednak z każdym się dogaduje, nigdy nie widziałam, żeby w zły sposób odezwał się do dziewczyny, jak stwierdził na Wigilii klasowej, jestem jedną z nielicznych osób, których nie lubi i mam ten zaszczyt, że robi wszystko byle mnie wkurzyć. Nie bardzo wiem co mam robić.
Z góry dziękuję :)
Pozdrowienia dla całej załogi NBS!
Mini
Droga Mini,
Przed dłuższy czas w ogóle się zastanawiałam, czy to moja kategoria, ponieważ zazwyczaj mam do czynienia z problemami miłosnymi, ale z drugiej strony nie mam nawet pomysłu, do jakiej kategorii cię odesłać, dlatego postaram się sama ci pomóc. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to próba porozmawiania z tym chłopakiem. Zawsze byłam zwolenniczką rozmów i myślę, że to najlepszy sposób rozwiązywania problemów. Bardzo możliwe, że on nawet nie wie, że tak się zachowuje, a może też nie wiedzieć, że sprawia ci tym przykrość i cię denerwuje. A jeśli wie, to wypadałoby przeprosić. Nie pozwól się tak traktować. Powiedz mu, że nie życzysz sobie takiego zachowania i zobacz, jak zareaguje, może cię posłucha, a nawet jeśli nie, to skłonisz go do zastanowienia się, czy to jest odpowiednie zachowanie. Pytasz też jaki jest powód jego zachowania, ale na to pytanie ciężko jest odpowiedzieć, gdy się chłopaka nie zna. Ja jako osoba odpowiadająca na pytania związane z miłością, mam już chyba taki nawyk szukania wszędzie flirtu lub chociaż zainteresowania, a naprowadzają mnie trochę twoje koleżanki, których zdanie opisałaś. Przyjmuję więc możliwość, że podobasz się temu chłopakowi i to jest jego sposób zwrócenia na siebie twojej uwagi. Co prawda jest to sposób rodem z podstawówki (ciągnięcie za warkoczyki i zabieranie ołówków z piórnika), ale mówi się, że chłopcy dorastają później, więc i w liceum można czasami spotkać się takimi zachowaniami. Możliwe jednak, że w całej tej sytuacji nie ma uczuć, tylko właśnie chęć rywalizacji i konkurencji. Właściwie jest to bardziej prawdopodobne, ponieważ chłopak jasno powiedział, że cię nie lubi, ale lubi cię denerwować. Pamiętam, że kiedyś (właśnie w podstawówce) też miałam taką sytuację. Po latach dowiedziałam się od chłopaka, który mi dokuczał, że wystarczyło po prostu nie reagować. Jeśli chcesz, możesz się w to zaangażować i konkurować z nim (kto wie, może nawet wygrasz) albo możesz właśnie zacząć go ignorować i nie zwracać uwagi na jego zachowanie. Możliwe, że po pewnym czasie odpuści sobie i da ci spokój, ponieważ zauważy, że tutaj już nic nie może zdziałać. Jeśli wybierzesz opcję ignorowania, to pamiętaj, żeby się zaopatrzyć w wielkie pokłady cierpliwości, ponieważ początkowo jego zachowanie może być jeszcze bardziej intensywne, żeby cię sprowokować, dopiero po dłuższym czasie odpuści. Jeśli zaś samo ignorowanie jego zachowania nie podziała, to odsuń się od jego osoby i ogranicz tą znajomość do absolutnego minimum, co oznacza m. in. niepożyczanie zeszytów, brak rozmów. Podsumowując masz trzy wyjścia: rozmowa, odgryzanie się lub ignorowanie. Co wybierzesz, to już twoja decyzja, ale myślę, że wszystko może choć trochę pomóc.
Pozdrawiam,
Cocalotte.
Potrzebujesz pomocy albo porady w jakiejś sprawie? A może chciałabyś się po prostu komuś wygadać? Jeśli tak, dobrze trafiłaś! Załoga naszego bloga spróbuje Ci pomóc. :)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
sobota, 25 stycznia 2014
Szmaragdowa tablica
Chciałabym powitać wszystkich bardzo serdecznie. Cieszę się, że mogę dołączyć do ekipy tego bloga. Będę publikować swoje recenzje książek i filmów. Ze względu na ograniczoną możliwość dysponowania czasem (studia to zajmujące hobby) nie jestem w stanie ich pisać na zasadzie dialogu z czytelnikami. Jeśli jednak pojawią się jakieś sugestie co do gatunku lub tytułu, to w pierwszej wolnej chwili postaram się na nie odpowiedzieć odpowiednim wpisem.
Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do meritum.
Tytuł: Szmaragdowa tablica
Autor: Carla Montero
Gatunek: mieszanka romansu i powieści sensacyjnej
Ilość stron: 672
Co mówi okładka?
Madryt, początek XXI wieku. Ana pracuje w Muzeum Prado, prowadzi spokojne życie u boku Konrada, bogatego niemieckiego kolekcjonera dzieł sztuki, aż do chwili, gdy pewien list napisany podczas drugiej wojny światowej naprowadza go na ślad tajemniczego obrazu Astrolog przypisywanego Giorgionemu, malarzowi epoki renesansu. Skuszony wielką wartością tego dzieła, Konrad przekonuje Anę, żeby zajęła się jego poszukiwaniem. Mimo piętrzących się trudności Ana odkrywa nie tylko zawiłe losy rodziny, która od pokoleń strzeże Astrologa, ale i niezwykłą prawdę, która całkowicie zmienia jej życie.
Paryż podczas niemieckiej okupacji. Major SS Georg von Bergheim, żołnierz elity i bohater wojenny, dostaje rozkaz: ma odnaleźć obraz Giorgionego znany jako Astrolog. Hitler jest przekonany, że dzieło kryje wielki sekret â kto go odkryje, będzie rządził światem. Poszukiwania prowadzą majora do Sarah Bauer, francuskiej Żydówki. Rozpoczyna się niebezpieczna gra, której konsekwencje będą zaskakujące dla nich obojga.
”Szmaragdowa tablica” to nie tylko napisana z rozmachem historia o poszukiwaniu zagadkowego dzieła sztuki, ale i niezwykła opowieść o zakazanej miłości, która zdarzyła się wbrew wszelkim przeciwnościom.
Moim zdaniem
„Szmaragdową tablicę” dostałam na urodziny od swoich współlokatorek. Od momentu, kiedy ujrzałam tę książkę w Empiku, czułam, że muszę ją koniecznie przeczytać. Liczyłam na to, że wciągnie mnie kompletnie, że nie będę mogła się od niej oderwać. I nie zawiodłam się.
Do zalet książki można z pewnością zaliczyć nieczęsto spotykaną budowę. Akcja toczy się dwutorowo, a historia Any poszukującej „Astrologa” przeplatana jest opowieścią o Sarah, która skrywa niebezpieczną tajemnicę. Muszę przyznać, że wątek historyczny podobał mi się bardziej, niż ten współczesny, co nie znaczy, że jest w jakimś stopniu gorszy.
Pomimo swych rozmiarów książkę czytało się szybko i przyjemnie już od pierwszych chwil. Pojawia się kilka zaskakujących epizodów, które sprawiają, że ciężko odłożyć ją na bok i wrócić do szarej rzeczywistości. Minusem jest niestety przewidywalność wątków miłosnych, zarówno w warstwie współczesnej, jak i tej z II-giej wojny światowej. Nie zniechęciłam się jednak, gdyż to poszukiwanie obrazu jest głównym motywem powieści. Można zatem przymknąć oko na tę drobną niedoskonałość.
Poszukiwania, do których Konrad zachęca Anę, prowadzą do odkrycia wielu mrocznych sekretów. Legendarny obraz, o którym ciężko znaleźć wiarygodną informację całkowicie zmienia jej życie. A niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku...
Jednak nie tylko Ana będzie musiała zweryfikować to, kto jest jej prawdziwym przyjacielem. Sarah Bauer w okupowanej Francji musi się strzec na każdym kroku. Bycie Żydówką i skrywanie niezwykłego sekretu stanowią mieszankę wybuchową, która może kosztować ją życie.
Podsumowując, polecam każdemu, kto lubi podczas czytania poczuć dreszcz emocji. Po ukończeniu książki trudno się rozstać z głównymi bohaterami, gdyż wywołują bardzo pozytywne emocje. Szczególnie warto zwrócić uwagę na postać Georga von Bergheima, zaprzeczającej obrazowi niemieckiemu nazisty, który wpisany jest w naszą mentalność.
Ocena: 9/10
BlackChandelier
piątek, 24 stycznia 2014
Nie potrzebuję towarzystwa
Na początku dziękuję za pomoc w
wielu wcześniejszych sprawach, a teraz wracam do was znów, byście mi pomogły.
Kochana Luno, otóż mam problem.
Tzn. nie wiem, czy tak mogę to określić, ale potrzebuję jakiegoś wsparcia i
kogoś, kto mnie wysłucha. Nie potrafię sobie ze sobą poradzić. Opiszę Ci to w
punktach, bo na mój problem składa się kilka czynników, więc tak Ci będzie
łatwiej coś zaradzić, jeżeli w ogóle zdecydujesz się mi pomóc.
Nie potrafię porozumiewać się z
ludźmi. Nie chodzi tu o to, że nie wiem, co im odpowiedzieć lub o czym
rozmawiać. Jest to raczej taka niechęć do rozmowy z wieloma ludźmi. Czasem mam
tak, że nie mam ochoty przebywać w jakimkolwiek towarzystwie, bo widzę, jak
różnie się od ludzi, jak różne mamy poglądy. Nie potrafię z nimi rozmawiać, bo
uważam wielu ludzi za osoby niepotrafiące mnie zrozumieć (i vice versa). Nie
umiem po prostu nie uważać człowieka za idiotę. Większość moim zdaniem takich
jest - płytkich, zidiociałych, głupich.
2. Rodzina niezbyt mnie
akceptuje. Ogółem to olewam wszystko, co oni o mnie sądzą, bo mnie to nie
rusza. Z ojcem to już w ogóle nie chce mi się gadać, nie potrafiłabym nawet.
Gdy tylko go widzę to mam ochotę wyjść z pomieszczenia lub rozszarpać go.
Doszło do tego, że nie umiem mu nawet na nic odpowiedzieć, cały czas rzucam
chamskie odzywki. Nie zależy mi na nim, i z jego strony chyba to samo.
Z mamą jest nieco lepiej, mimo,
że spędzamy ze sobą bardzo mało czasu, rozmawiamy około 40-60 minut na dzień,
rano i potem po moim powrocie ze szkoły. Też bardzo często nie chce mi się z
nią rozmawiać, bo czuję, że nie jestem dla niej idealną córeczką.
Z rodzeństwem jest różnie, ogółem
też bardzo komentują moje zachowania, nie w pełni mnie akceptują. Z jednym z
rodzeństwa nigdy nie miałam zbyt dobrego kontaktu, jest kilka dobrych lat ode
mnie starszy, więc nie ma się co dziwić. Drugie z rodzeństwa jest natomiast w
zbliżonym wieku, zazwyczaj mam dosyć jego towarzystwa, bo często mam ochotę być
sama, właśnie wtedy, gdy on odczuwa potrzebę zwierzenia mi się.
Tylko z mamą i z drugim z
rodzeństwa spędzam najwięcej czasu.
3. Momentami mam dosyć moich
przyjaciół, czuję się w ich towarzystwie wyalienowana, tak jakbym w ogóle nie
istniała przy nich. Przyjaciółki są bardzo ładne, i całkiem mądre. Ja natomiast
nie za bardzo. One cały czas się śmieją, są radosne, a ja chodzę przygnębiona,
głównie z tych powodów, które wymieniłam i jeszcze wymieniam.
W ogóle było tak, że
przyjaźniłyśmy się w cztery osoby. Z jedną w ciągu wakacji kontakt strasznie
się urwał, po powrocie do szkoły nie udało się odbudować więzi w takim stopniu,
jak to było przed wakacjami. Nie potrafię jej ufać, a dodatkowo spędza z nami
wiele mniej czasu i wiem, że to się już rozleciało. Że tego się nie naprawi.
Nawet nie zabiegam o to, bo już na niej nie zależy mi tak, jak kiedyś. Różnię
się z nią totalnie.
Z drugą z przyjaciółek kiedyś
łączyła mnie dużo silniejsza więź, byłyśmy prawie jak siostry, mnóstwo czasu
razem, prawie non-stop sms, czy na pewno u nas wszystko w porządku, nawet
podobnie się ubierałyśmy. Ale teraz wcale ze sobą nie piszemy, w szkole
odczuwam wrażenie, jakbym nie była dla niej ważna, gdy coś powiem to ona
wzrusza ramionami. Też zauważyłam, że spędza wiele czasu mniej z nami. Chwilami
jest dobrze, rozmawiamy ze sobą, jesteśmy dosyć blisko, ale po chwili wszystko
się psuje i czuję, jakby była zupełnie obca.
Trzecia z przyjaciółek jest dosyć
bliska, aczkolwiek nie tak bardzo, jak kiedyś była ta druga. Po prostu spędzamy
ze sobą dużo czasu, choć czuję, że ona nie zawsze mnie rozumie. Staram się ją
wspierać, gdy wyżala mi się, pomagam jej, doradzam. Tu nie mogę nic więcej
powiedzieć, bo akurat wszystko się z nią układa.
— Smutas.
Drogi Smutasie!
Wszystkie problemy, które mi przedstawiłaś, są ze sobą
ściśle powiązane, a problem leży nie w niczym innym, jak w Twojej psychice. Odpowiem
na poszczególne punkty po kolei, tak, jak mi je przedstawiłaś.
Zastanawiam się, czy w Twoim
życiu wcześniej nie wydarzyło się coś bardzo przykrego – czy nie zawiódł Cię
może przyjaciel, czy nie wpadłaś w stan depresyjny, ktoś nie wywarł złego
wpływu na Twoją psychikę. Mogę się mylić, bo nie znam się dokładnie, ale tak to
wygląda z mojego punktu widzenia. Być może ktoś Cię skrzywdził lub mocno
rozczarował i teraz Ty zamknęłaś się na cały świat, generalizując wszystkich
ludzi do jednego poziomu o nazwie „idiota”. Niestety, nie ruszysz z miejsca,
jeśli nie zmienisz swojego punktu widzenia. Przysiądź spokojnie, gdy znajdziesz
dla siebie czas, i zastanów się, co sprawiło, że się zmieniłaś. Przeanalizuj
dokładnie swoje życie. Wypisz na kartce przykre wspomnienia. Na drugiej te,
które zakodowały się w Twojej pamięci jako te dobre, podnoszące na duchu. Z
pewnością tych złych będzie więcej, a to dlatego, że nasz mózg zapamiętuje
lepiej to, co nas bolało – być może, aby, pamiętając błędy i konsekwencje z
nimi się wiążące, nie popełnić ich po raz kolejny, ale to tylko moja teoria. Gdy
już będziesz miała dwie kartki, weź tą z negatywnymi wspomnieniami, podrzyj i
wyrzuć. Często takie fizyczne, realne „pozbywanie się” problemów pomaga nam z odpowiednim
nastawieniem – nawet jeśli nasze czyny były tylko symboliczne. To samo możesz
zrobić ze wszystkimi negatywnymi emocjami, które żywisz do ludzi. Przecież
wszystko może być tak dobrze, jak dawniej – wszystko zależy tylko od Ciebie.
Gdy dojdzie jednak do spotkania i znów do Twojej głowy przyjdą myśli, które mi
wcześniej opisałaś – typu: jakim on jest idiotą; Boże, jaka kretynka; ależ ona
jest płytka i tak dalej, zastosuj wtedy technikę powstrzymania myśli. Krzyknij
w swojej głowie: nie myśl o tym! i staraj się być uprzejma. Powtarzaj czynność
tak długo, aż złe odczucia odnośnie osób drugich całkowicie nie znikną. Nie
musisz być już ponurą osobą – uśmiechaj się miło. Może być to wbrew Tobie, ale
czy nie wyjdzie Ci to na dobre?
Chociaż specjalistą od rodziny i
przyjaciół nie jestem, postaram się coś poradzić, jednak bardziej z
psychologicznego punktu widzenia. Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na
zdjęciach. Nie ma i nie będzie rodzin idealnych, jak długo tworzą ją istoty
nieidealne. Zacznijmy od Twojej relacji z tatą. Nie dziwi mnie ona, ponieważ ja
też mam problemy z porozumiewaniem się ze swoim rodzicielem, jednak ta sytuacja
różni się trochę od Twojej, ponieważ on zazwyczaj wyciąga rękę na zgodę.
Podstawowym pytaniem, jakie powinnaś sobie zadać, jest: dlaczego tak na niego
reaguję? Może Twój tata ma cechy charakteru, których Ty akurat nie lubisz,
przez co odsuwasz go na bok? Odpowiedz mi, a w zasadzie to sobie, na jedno
pytanie, moja droga: czy Twoja rodzina jest patologiczna? Czy bili Cię (zwykłe
karcenie nie ma tu nic do rzeczy), a któryś z Twoich rodziców jest alkoholikiem
i przez niego nie macie środków do utrzymania? Nie? W takim razie czy masz
powód, aby odsuwać swoją rodzinę na bok? Między ludźmi spokrewnionymi ze sobą
bywa bardzo różnie – i nikt nie wybiera, gdzie się przecież urodzi. Ale każdy
może zmienić coś w swoim otoczeniu. Weź ciężar tej nietrwałej nici na barki i
zacznij od swojego taty. Tak, jak pisałam: pomyśl, dlaczego go nie lubisz. Czym
sobie zasłużył na takie „chamskie odzywki”, jak to nazwałaś. Potem pomyśl
inaczej – kto był przy Tobie, gdy byłaś chora? Kto Cię przewijał, karmił i
sprowadził na świat? Kto chodzi do pracy i dba o to, abyś Ty miała to, czego
zapragniesz? Abyś mogła się uczyć, jeździć na wycieczki, wychodzić z
koleżankami, chodzić do kosmetyczki, mogła sobie kupić laptopa, nowe ubrania,
albo chociażby miała bieżącą wodę w kranie? Nieważne, jak bardzo go nie lubisz –
okaż mu przynajmniej szacunek i wdzięczność za to, co Ci daje. Potem przysiądź
razem z nim i porozmawiaj – jak dorosły z dorosłym, o tym, co Ci się nie podoba
i, że chcesz już zażegnać tą wojnę. Pamiętaj jednak o spokoju, nie podnoś głosu
i nie mów płaczliwym tonem. Z każdym można się dogadać – wystarczy tylko
chcieć.
Jako „antidotum na mamę” polecę
Ci także szczerą rozmowę – powiedz jej po prostu o tym, co czujesz i zapytaj,
czy też tak uważa. Po prostu rozmawiając można bardzo wiele załatwić i dojść do
konsensusu. Wierzę, że Twoja mama Cię zrozumie i wszystko będzie dobrze.
Do rodzeństwa natomiast radzę
podejść inaczej – a przynajmniej do tego starszego z nich. Gdy on (bądź ona)
zacznie komentować Twoje zachowanie, sposób bycia – odpłać im się pięknym za
nadobne. Możesz ich przedrzeźnić albo powiedzieć inne słowa, ale tym samym
tonem głosu. Tak zwana „technika lustrzanego odbicia” często działa szokowo na
osobę drugą. Możesz też ewentualnie, w trakcie jego/jej komentarzy, zacząć
naśladować zwierzę, które akurat skojarzy Ci się z tonem głosu Twojego
napastnika – po czym, gdy zamilknie, dodaj, że tak właśnie słyszysz go, gdy
zaczyna irytująco do Ciebie mówić. To także działa jak kubeł zimnej wody – na pewno
zastanowi się, nim zacznie komentować drugi raz. Jest też tak zwana „technika
wrzasku i rabanu”, jednak jej raczej w tym przypadku nie polecam. Możesz
podnieść głos na brata/siostrę, ale raczej nie radzę niczym rzucać ani nic
psuć. Skutek będzie odwrotny do zamierzonego, a w dodatku rodzice poprą stronę
tego drugiego. Postaraj się też zrozumieć, dlaczego Twoje rodzeństwo tak na Ciebie
reaguje. Może Ci czegoś zazdrości? Staraj się wybadać ten fakt. Co do drugiego
z rodzeństwa – radzę nabrać wody w usta, gdy przyjdzie do Ciebie się zwierzać.
Ty nie masz ochoty go słuchać – on nie musi mieć, gdy Ty będziesz potrzebowała
pomocy. Rodzina działa przecież na wzajemnym zaufaniu i pomocy za nic. Skoro on
jej potrzebuje – daj mu ją, przynajmniej wysłuchując tego, co ma do
powiedzenia. Może z jakiegoś powodu nie może powiedzieć tego komuś innemu? Okaż
trochę empatii i zrozum, że musi być mu ciężko. Wkrótce przecież może się na
Ciebie zamknąć, a w dodatku będzie więził/a w sobie swoje emocje, co może
skończyć się naprawdę bardzo, bardzo źle. Ludzie robią różne rzeczy, gdy są na
skraju wytrzymałości. W moim przypadku skończyło się to naprawdę łagodnie, bo
jedynie wybuchłam płaczem na lekcji śpiewu. Inni natomiast mogą popaść w
depresję bądź wybuchnąć złością i zmieść z powierzchni każdego, kto znajdzie
się w polu rażenia. Przełknij więc swoje „widzimisię” i wysłuchaj, pociesz –
bądź dobrą siostrą, a na pewno brat/siostra odpłaci Ci się tym samym. I w
dodatku zyskasz przyjaciela.
Co do pierwszej z przyjaciółek –
nie warto o nią zabiegać, skoro od Was już i tak odeszła. Zrobiła to przecież z
własnej woli, z pełną świadomością – dlatego jej nie zatrzymujcie.
Do drugiej przyjaciółki także
polecę Ci złoty środek – rozmowę. Upewnij się jednak najpierw, że Ci na niej
zależy i chcesz, aby było tak dobrze, jak dawniej. Jeśli dopowiedź brzmi: tak,
to znaczy, że warto jest zdobyć się na rozmowę – nieważne gdzie, w szkole, na
podwórku, facebooku, gg, gdziekolwiek, gdzie będziesz czuła się pewnie. Zapytaj
ją wprost, dlaczego tak się stało, że teraz są od siebie jakby oddalone. Kto
wie, może coś się zmieniło w jej życiu – albo nie pasują jej niektóre z Twoich
zachowań?
Z trzecią przyjaciółką radzę Ci
rozwijać kontakty. To nic, że czasem Cię nie rozumie – nie denerwuj się za to,
nie każdy musi wszystkich pojmować idealnie. Bądź cierpliwa i tłumacz jej
niektóre rzeczy. Ona Ci się zwierza – rób to samo. Wykazała już swoje zaufanie
względem niej – pokaż, że Tobie też na niej zależy.
I przede wszystkim – nie myśl
więcej, że jesteś gorsza! Nieważne, czy jesteś szczupła czy pulchna, jaki masz
kształt twarzy, jakiej długości włosy. Każda zadbana kobieta jest doceniana!
Jeśli potrzebowałabyś wciąż mojej
pomocy – nie krępuj się, pisz na maila!
Pozdrawiam,
Luna
Tremę da się oswoić!
W tym miejscu nie będzie żadnego
pytania. Wolne tematy i sugestie czytelniczek miałam zacząć dopiero wtedy, gdy
odpowiem na wszystkie pytania, ale przecież ich zawsze będzie przybywać, więc
postaram się raz na tydzień publikować odpowiedź i temat wolny.
Dawno, dawno temu dostałam
pytanie pod swoją zakładką, jak poradzić sobie z tremą. W gimnazjum robiłam na
angielskim referat na ten temat, więc postaram się odtworzyć kilka informacji.
Pomoże mi doświadczenie, ponieważ bliżej mi do artystów niż do psychologów jednak,
oraz niezawodny Internet i przykłady z życia znajomych. Ponieważ trema jest
tylko częścią poważnego problemu, jakim jest stres, zacznę najpierw od niej.
Przejdziemy przez oba zagadnienia zgodnie z klasycznymi definicjami – co to jest,
skąd się to bierze, jak się objawia i jak z tym walczyć.
Trema – z włoskiego tremare
- drżeć, bać się; z łaciny tremere –
trząść się. Tym określeniem nazywamy strach, zdenerwowanie przed wystąpieniem
publicznym bądź w czasie jego trwania. Jest to nic innego jak tylko nadmierne
napięcie emocjonalne. Trema bierze się z naszej niepewności opanowania
programu, który mamy przedstawić publiczności, bądź obawą przed popełnieniem
błędu na scenie, mównicy czy gdziekolwiek indziej i strach przed zbłaźnieniem
się. Boimy się także oceny innych w sytuacji, gdy my prezentujemy swój
repertuar – nie lubimy być oceniani. Trema objawia się na różne sposoby i nie
wszystkie muszą występować u danej osoby, każdy przeżywa ją inaczej.
Objawy fizjologiczne to nic innego jak pocenie się, bladość,
przyspieszone bicie serca, drżenie nóg i rąk, zawroty głowy, uczucie słabości,
napięcie mięśniowe czy suchość w ustach.
Sądzę, że tego zestawu nie muszę
tłumaczyć – każdy doskonale wie, o co chodzi.
Objawy dotyczące sprawności pamięci – często bywa tak, że uczymy
się tekstu na przedstawienie bądź egzamin czy prezentację, umiemy go wzorowo,
aż nagle przychodzi dzień prezentacji i – nagle zastygamy w bezruchu, bowiem
zdajemy sobie sprawę, że nie pamiętamy tego, co mieliśmy przedstawić. Ja
również nieraz już spotkałam się z takim zjawiskiem. Niegdyś w szkole muzycznej
grałam na fortepianie i co jakiś czas, dla oswojenia artysty z tremą, organizowano
popis lub koncert. Czasami zagrałam idealnie, czasami palec ześlizgnął mi się z
klawisza, czasem się pomyliłam, a innym razem – nie pamiętałam, co miałam
zagrać. Dużo czasu mi zeszło, zanim to opanowałam, ale jednak się udało. Jaki
to był sposób? Wyjaśnię poniżej.
Objawy dotyczące zachowań – czyli m.in. tiki nerwowe, nerwowy
śmiech i wszystko inne, co dla naszego zachowania nie jest normalne na co
dzień.
Objawy dotyczące filozofii życiowej – borykają się z tym zazwyczaj
osoby o bardzo niskiej samoocenie. Niestety, do takich osób zaliczam się też i
ja, tak więc często z moich ust, gdy zjadała mnie trema, wychodziły słowa
kwestionujące moją własną wartość w społeczeństwie, nie raz powtarzałam, że mi
się nie uda, kilka razy groziłam, że ucieknę, twierdziłam, że nic nie potrafię
i myślałam o sobie najgorzej, jak tylko było można. Ciężko jest samemu sobie
zmienić takie nastawienie, ale w tym może pomóc przyjaciel.
Występują także inne objawy,
takie jak podniesienie poziomu krzepliwości krwi, wydzielanie cukru z wątroby
do mięśni, podniesienie ciśnienia krwi, podniesienie poziomu tłuszczów we krwi i,
niekiedy, zmiany hormonalne, jednak to te, na które za bardzo nie możemy zbyt
wiele poradzić.
Dodatkowymi bodźcami potęgującymi
tremę u występującego artysty mogą być takie czynniki jak: szumy czy szmery,
rozmowa kilku osób z publiczności między sobą, śmiech, dziwne uśmiechy,
nieskoncentrowanie widza. Tak więc wielka prośba do Was, moi mili. Choćbyście
umierali z nudów na koncercie, na który Was przyciągnięto siłą, nigdy nie
okazujcie lekceważenia artystom. Okażcie trochę empatii względem nich – oni bardzo
się denerwują i zależy im, aby dobrze wypaść. Nie przeszkadzajcie im w tym!
Oklepaną techniką radzenia sobie
z tremą jest głębokie oddychanie.
Jest to jednak dobry sposób, ponieważ w czasie lęku nasz organizm nastawia się
na ucieczkę, przez co nasz oddech staje się płytszy, który ma ułatwić bieg.
Osobiście radzę wziąć kilka głębokich wdechów ustami, nie nosem, ponieważ są
one głębsze. Kolejnym sposobem jest spacer
przed występem, jeśli oczywiście pozwoli nam na to czas czy ułożenie
prezentacji. Dotlenienie się może być bardzo dobre na odreagowanie. Pamiętaj
jednak, aby podczas spaceru nie myśleć o tym, co nas czeka, ponieważ metoda
może nie zadziałać, a nasze samopoczucie się tylko pogorszy. Tak więc równie
ważne jest pozytywne nastawienie i wiara w siebie. Nie daj tremie zakłócić
swojej wartości. Przed stresującym dniem – wyśpij
się porządnie, ale pamiętaj, aby nie spać za długo, bo zamiast rześkości
poczujesz ospałość. Dobrym wyjściem okazać się może też rozmowa z kimś zaufanym, kto nie będzie wypytywał „i jak tam,
gotowa? Przygotowana?” Postaw na poczucie humoru – śmiech zawsze rozluźnia i sprawia, że czujesz się szczęśliwsza! No
i, oczywiście, jeden z niezawodnych sposobów: narażaj się na tremę jak częściej. Jest to bardzo dobry sposób na
zmuszenie siebie do działania i neutralizowania takiego uczucia. Doskonale
pamiętam, jak bardzo zestresowana byłam przed swoim pierwszym, ważnym popisem –
miałam wtedy siedem lat, a widzę także, co jest teraz. Poprzez regularne występy
publiczne doszłam do takiego stanu, gdzie trema jest moją przyjaciółką, która
pozwala mi się tylko pobudzić do działania i wpływa na moje ambicje. A co,
jeśli pomylisz się podczas występu albo napotkasz na swojej drodze dziurę w
pamięci? Nic! Po prostu improwizuj! Nikt nie zna dokładnie tekstu, który masz
przedstawić, a poza tym każdy ma prawo się pomylić! A jeśli bardzo nie chcesz
aż tak sobie zaufać, przeskocz do fragmentu, który dobrze pamiętasz. Też nic
się nie stanie.
Życzę Wam powodzenia w opanowywaniu
tremy!
Luna
wtorek, 21 stycznia 2014
To chwilowe czy tak już zostanie?
Hej ! :)
Moja przyjaciółka i ja ostatnio się od siebie oddaliłyśmy. Chodzi o to,że od czterech dni mniej rozmawiamy i nie tak jak wcześniej. Nie mamy o czym rozmawiać. Czy to chwilowe i minie? Powiedziałam już o tym mojej przyjaciółce i zaproponowałam,żebyśmy zawsze sobie mówiły o tym co nam leży na sercu. Ona się zgodziła,a później zeszłyśmy na inny temat. Czuję,że jednak nie będzie tak jak wcześniej. Po części to także moja wina i nie wiem co teraz zrobić. Mam też w klasie 3 kumpele. One zawsze się na mnie obrażały i ja starałam się robić wszystko,żeby do tych fochów nie dopuścić i wiele razy odmawiałam czegoś mojej przyjaciółce,bo bałam się,ze one się obrażą. Teraz widzę,że to chyba nie były moje przyjaciółki. Ale teraz moja przyjaciółka się odwróciła i tak jakby jej zależy,żeby one się nie obrażały. Nie wiem co robić,bo nie chcę jej stracić. Znamy się już 7 lat i bardzo mi na niej zależy. Jednak właśnie przygnębia mnie to,że od tych kilku dni wszystko się zmieniło. Nie wiem dlaczego. Widzę,że jej bardzo zależy na kumpelach i chyba mnie też lubi,ale coś się zmieniło.Dręczy mnie to cały czas i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Czuję, że gdybym nie była taka przewrażliwiona kiedyś,wszystko wyglądałoby inaczej :( Obiecałam sobie,że będę więcej rozmawiała z nią,bo ona uważa,że mało się odzywam,choć teraz cały czas za nią chodzę. Chciałabym,żeby było jak wcześniej. Jeszcze tydzień temu potrafiłyśmy gadać godzinami,a teraz po 5 minutach rozmowy następuje długa chwila ciszy i na siłę szukamy tematu do rozmów. Umówiłyśmy się, że na ferie się spotkamy,ale nie wiem czy nie będzie tak jak jest teraz. Boję się,że ją stracę.
Droga Anonimowa!
Można by mówić o chwilowej zmianie przez te cztery dni, gdybyś nie podała żadnego powodu, ale Ty to zrobiłaś. Sama przyznałaś, że te dziewczyny, jednak nie były Twoimi przyjaciółkami.Ty się starałaś, aby one się nie obrażały, a w tym czasie chyba traciłaś osobę, która była ważniejsza. Nie jestem pewna czy właśnie od tych kilku dni zaszła zmiana, że to one stały się dla niej cenniejsze od Ciebie, ale tak wnioskuje. W każdym razie dziewczyna nadal wykazuje zainteresowanie Tobą, dlatego nie możesz tego zaprzepaścić. Piszesz, że teraz ona jest tak, jak Ty, wtedy kiedy się z nimi kumplowałaś. Uważasz, że jest to błąd, aby tak się o nie martwić. Może pogadaj o tym z Twoją przyjaciółką? Chyba nie chcesz, aby przechodziła to samo, co Ty? Zrób to, jednak delikatnie, nie narzucaj jej swojego zdania. Wytłumacz, że tak było w Twoim wypadku, a teraz zrobiły coś, przez co stwierdziłaś, że one nie były godne, aby się z nimi kolegować. Dziewczyna powiedziała, że mało się odzywasz. Może i tyle samo czasu spędzasz z nią? Wtedy nic dziwnego, że nie macie o czym rozmawiać. Kiedy spędza się z kimś więcej czasu, to ma się o czym rozmawiać. W tym wypadku może powinnaś wspomnieć o tym, co się działo, kiedy nie spotykałaś się z nią czy też, co się wydarzyło od tej zmiany. Na pierwszy ogień może pójść ta szczera rozmowa. Nie jest pewne, że dowiesz się, o co chodzi, ale sama wspomnij o tym, że coś się zmieniło i chcesz to jakoś naprawić. Wspomnij właśnie o tych przyjaciółkach. Wspomnę tu jeszcze o tym ciągłym chodzeniu za nią. Wydaję mi się, jakbyś to właśnie narzucała jej swoje towarzystwo albo ja źle zrozumiałam. Pozwól też jej być przez chwilę sama, ale to nie znaczy, abyś się od razu od niej izolowała. Jeżeli spotkacie się w ferie, to może obejrzyjcie razem, jakiś film. To zawsze skłania do jakichś refleksji na jego temat, którymi możesz się z nią podzielić. Wybierzcie się na spacer w śniegu (o ile do Was też on dotarł). Możesz wszcząć bitwę na śnieżki, bo o ile dziewczyna nie jest zbyt poważna, to dołączy się do niej, a to zawsze sprawia wiele radości. Możecie też wybrać się na lodowisko. Gdyby żadna z Was nie umiała jeździć lub jedna z Was, to zawsze możecie się nauczyć razem. Najlepiej, abyś spędzała z nią dużo czasu, robiąc coś wspólnie, bo wtedy się buduje ta więź. W waszym przypadku chyba lepiej użyć: odbudowuje. Przyszło mi też do głowy, że dziewczyna może chce Ci pokazać, jak ona się czuła? Chociaż wtedy by nie zgodziła się z Tobą, że za mało ze sobą rozmawiacie. Nie potrafię znaleźć tu alternatywnego rozwiązania, bo jest tylko takie, aby się od niej odwrócić. Nie robić nic, ale to zupełnie nie pomoże, a jedynie pogorszy sprawę. Nie chcesz stracić dziewczyny, ani zakolegować się z przyjaciółkami tamtymi (co w sumie Ci odradzam), więc chyba pozostaje jedno wyjście, aby spędzić z nią sporo czasu.
Moja przyjaciółka i ja ostatnio się od siebie oddaliłyśmy. Chodzi o to,że od czterech dni mniej rozmawiamy i nie tak jak wcześniej. Nie mamy o czym rozmawiać. Czy to chwilowe i minie? Powiedziałam już o tym mojej przyjaciółce i zaproponowałam,żebyśmy zawsze sobie mówiły o tym co nam leży na sercu. Ona się zgodziła,a później zeszłyśmy na inny temat. Czuję,że jednak nie będzie tak jak wcześniej. Po części to także moja wina i nie wiem co teraz zrobić. Mam też w klasie 3 kumpele. One zawsze się na mnie obrażały i ja starałam się robić wszystko,żeby do tych fochów nie dopuścić i wiele razy odmawiałam czegoś mojej przyjaciółce,bo bałam się,ze one się obrażą. Teraz widzę,że to chyba nie były moje przyjaciółki. Ale teraz moja przyjaciółka się odwróciła i tak jakby jej zależy,żeby one się nie obrażały. Nie wiem co robić,bo nie chcę jej stracić. Znamy się już 7 lat i bardzo mi na niej zależy. Jednak właśnie przygnębia mnie to,że od tych kilku dni wszystko się zmieniło. Nie wiem dlaczego. Widzę,że jej bardzo zależy na kumpelach i chyba mnie też lubi,ale coś się zmieniło.Dręczy mnie to cały czas i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Czuję, że gdybym nie była taka przewrażliwiona kiedyś,wszystko wyglądałoby inaczej :( Obiecałam sobie,że będę więcej rozmawiała z nią,bo ona uważa,że mało się odzywam,choć teraz cały czas za nią chodzę. Chciałabym,żeby było jak wcześniej. Jeszcze tydzień temu potrafiłyśmy gadać godzinami,a teraz po 5 minutach rozmowy następuje długa chwila ciszy i na siłę szukamy tematu do rozmów. Umówiłyśmy się, że na ferie się spotkamy,ale nie wiem czy nie będzie tak jak jest teraz. Boję się,że ją stracę.
Droga Anonimowa!
Można by mówić o chwilowej zmianie przez te cztery dni, gdybyś nie podała żadnego powodu, ale Ty to zrobiłaś. Sama przyznałaś, że te dziewczyny, jednak nie były Twoimi przyjaciółkami.Ty się starałaś, aby one się nie obrażały, a w tym czasie chyba traciłaś osobę, która była ważniejsza. Nie jestem pewna czy właśnie od tych kilku dni zaszła zmiana, że to one stały się dla niej cenniejsze od Ciebie, ale tak wnioskuje. W każdym razie dziewczyna nadal wykazuje zainteresowanie Tobą, dlatego nie możesz tego zaprzepaścić. Piszesz, że teraz ona jest tak, jak Ty, wtedy kiedy się z nimi kumplowałaś. Uważasz, że jest to błąd, aby tak się o nie martwić. Może pogadaj o tym z Twoją przyjaciółką? Chyba nie chcesz, aby przechodziła to samo, co Ty? Zrób to, jednak delikatnie, nie narzucaj jej swojego zdania. Wytłumacz, że tak było w Twoim wypadku, a teraz zrobiły coś, przez co stwierdziłaś, że one nie były godne, aby się z nimi kolegować. Dziewczyna powiedziała, że mało się odzywasz. Może i tyle samo czasu spędzasz z nią? Wtedy nic dziwnego, że nie macie o czym rozmawiać. Kiedy spędza się z kimś więcej czasu, to ma się o czym rozmawiać. W tym wypadku może powinnaś wspomnieć o tym, co się działo, kiedy nie spotykałaś się z nią czy też, co się wydarzyło od tej zmiany. Na pierwszy ogień może pójść ta szczera rozmowa. Nie jest pewne, że dowiesz się, o co chodzi, ale sama wspomnij o tym, że coś się zmieniło i chcesz to jakoś naprawić. Wspomnij właśnie o tych przyjaciółkach. Wspomnę tu jeszcze o tym ciągłym chodzeniu za nią. Wydaję mi się, jakbyś to właśnie narzucała jej swoje towarzystwo albo ja źle zrozumiałam. Pozwól też jej być przez chwilę sama, ale to nie znaczy, abyś się od razu od niej izolowała. Jeżeli spotkacie się w ferie, to może obejrzyjcie razem, jakiś film. To zawsze skłania do jakichś refleksji na jego temat, którymi możesz się z nią podzielić. Wybierzcie się na spacer w śniegu (o ile do Was też on dotarł). Możesz wszcząć bitwę na śnieżki, bo o ile dziewczyna nie jest zbyt poważna, to dołączy się do niej, a to zawsze sprawia wiele radości. Możecie też wybrać się na lodowisko. Gdyby żadna z Was nie umiała jeździć lub jedna z Was, to zawsze możecie się nauczyć razem. Najlepiej, abyś spędzała z nią dużo czasu, robiąc coś wspólnie, bo wtedy się buduje ta więź. W waszym przypadku chyba lepiej użyć: odbudowuje. Przyszło mi też do głowy, że dziewczyna może chce Ci pokazać, jak ona się czuła? Chociaż wtedy by nie zgodziła się z Tobą, że za mało ze sobą rozmawiacie. Nie potrafię znaleźć tu alternatywnego rozwiązania, bo jest tylko takie, aby się od niej odwrócić. Nie robić nic, ale to zupełnie nie pomoże, a jedynie pogorszy sprawę. Nie chcesz stracić dziewczyny, ani zakolegować się z przyjaciółkami tamtymi (co w sumie Ci odradzam), więc chyba pozostaje jedno wyjście, aby spędzić z nią sporo czasu.
Nie szanuję mnie ani nikogo innego!
Cześć Olka! Moja przyjaciółka i ja od dawna się nie dogadujemy. Kłócimy
się z byle powodu. Ona myśli że jak ma dużo pieniędzy to można jej
wszystko, każdego traktuje jak szmatę. Jest bardzo chamska i jest egoistką a
ja nie chcę się przyjaźnić z takim kimś jak mam jej to powiedzieć
~Klara
Droga Klaro!
Wcale się nie dziwię, że nie masz ochoty przyjaźnić się z kimś, kto Ciebie nie szanuje. Zdecydowanie nie spełnia warunków na bycie kimś bliższym niż zwykła znajoma, przynajmniej nie teraz. Piszesz, że od dawna się nie dogadujecie, ale od jak bardzo dawna? Od zawsze czy od jakiegoś momentu? W końcu kiedyś ona musiała się zmienić, chyba, że taka była zawsze, a Ty dopiero to zauważyłaś. Może trzeba by zainteresować się tym, dlaczego nie jest tak, jak kiedyś? W każdym razie pytasz o to, jak jej to powiedzieć. Mi się wydaję, że nie ma, co owijać w bawełnę, tylko podejść do niej, jak zawsze. Powiedz, że chcesz z nią porozmawiać, ale nie rób tego, kiedy bardziej zdenerwowana po kolejnej kłótni. Wytłumacz jej, jak ona się zachowuje. Dlaczego przestałaś ją uważać za kogoś ważnego, możesz wymienić tu cechy, które powinien mieć przyjaciel według Ciebie. Okaż zainteresowanie, tym dlaczego się tak zmieniła(może Ci tego nie powiedzieć), powiedz, że wolałaś, ją wcześniej(o ile w ogóle taka przemiana na gorsze była, bo nie wiem). Cóż więcej... trzeba powiedzieć tylko to, dlaczego się nie chcesz z nią przyjaźnić i podać powód. To, że nie chcesz się przyjaźnić z kimś, kto nie ma dla Ciebie szacunku i uważa pieniądze za coś, co dzieli ludzi na gorszych i lepszych, to dobry powód, aby się z nim nie kolegować, bo Ty cenisz inne wartości, w sumie tak jak większość ludzi. Pamiętaj, że musisz być opanowana i nie zmienić zdania, kiedy Cię wykpi lub coś takiego. Musisz postawić na swoim. Może, kiedy zauważy, że komuś nie podoba się jej zachowanie, to coś się w niej obudzi, aby nie być taką?
Jeszcze innym sposobem możesz jest napisanie listu i wsunięcie go do jej rzeczy, ale w takim wypadku chyba lepsza jest rozmowa. Po pierwsze wykazanie się tą odwagą i twarzą w twarz jest po prostu lepiej.
Pozdrawiam, Olka
Droga Klaro!
Wcale się nie dziwię, że nie masz ochoty przyjaźnić się z kimś, kto Ciebie nie szanuje. Zdecydowanie nie spełnia warunków na bycie kimś bliższym niż zwykła znajoma, przynajmniej nie teraz. Piszesz, że od dawna się nie dogadujecie, ale od jak bardzo dawna? Od zawsze czy od jakiegoś momentu? W końcu kiedyś ona musiała się zmienić, chyba, że taka była zawsze, a Ty dopiero to zauważyłaś. Może trzeba by zainteresować się tym, dlaczego nie jest tak, jak kiedyś? W każdym razie pytasz o to, jak jej to powiedzieć. Mi się wydaję, że nie ma, co owijać w bawełnę, tylko podejść do niej, jak zawsze. Powiedz, że chcesz z nią porozmawiać, ale nie rób tego, kiedy bardziej zdenerwowana po kolejnej kłótni. Wytłumacz jej, jak ona się zachowuje. Dlaczego przestałaś ją uważać za kogoś ważnego, możesz wymienić tu cechy, które powinien mieć przyjaciel według Ciebie. Okaż zainteresowanie, tym dlaczego się tak zmieniła(może Ci tego nie powiedzieć), powiedz, że wolałaś, ją wcześniej(o ile w ogóle taka przemiana na gorsze była, bo nie wiem). Cóż więcej... trzeba powiedzieć tylko to, dlaczego się nie chcesz z nią przyjaźnić i podać powód. To, że nie chcesz się przyjaźnić z kimś, kto nie ma dla Ciebie szacunku i uważa pieniądze za coś, co dzieli ludzi na gorszych i lepszych, to dobry powód, aby się z nim nie kolegować, bo Ty cenisz inne wartości, w sumie tak jak większość ludzi. Pamiętaj, że musisz być opanowana i nie zmienić zdania, kiedy Cię wykpi lub coś takiego. Musisz postawić na swoim. Może, kiedy zauważy, że komuś nie podoba się jej zachowanie, to coś się w niej obudzi, aby nie być taką?
Jeszcze innym sposobem możesz jest napisanie listu i wsunięcie go do jej rzeczy, ale w takim wypadku chyba lepsza jest rozmowa. Po pierwsze wykazanie się tą odwagą i twarzą w twarz jest po prostu lepiej.
Pozdrawiam, Olka
Subskrybuj:
Posty (Atom)