Hej dziewczyny! Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc. Przygoda z lekami
zaczęła się około 5 miesięcy temu. Brałam pseudoefedrynę (przez co
prawdopodobnie mam teraz kłopoty z sercem i krążeniem), dxm, oraz
kodeinę i LSD. Planowałam spróbować tylko jeden raz ale wiadomo..
większość tak mówi "wszystko mam pod kontrolą" Był taki czas, że
myślałam, że jestem uzależniona psychicznie. Jednak bardzo bliska osoba
pomogła mi z tego wyjść. Oczywiście miałam jeszcze takie momenty, w
których twierdziłam, że jeśli nie zaćpam to szlag mnie trafi. Dzięki
Bogu ostatnio trochę zmieniłam zdanie na temat narkotyków. Kiedyś
traktowałam je tak jakby jak "bóstwo". Były dla mnie czymś niesamowitym.
Teraz zaczynam się nimi brzydzić. Jeśli nie zachowa się umiaru tak jak
ja to po prostu zniszczą człowieka.. Moja mama zaczynała się domyślać i
robiła mi wykłady, żeby tylko nigdy nie próbowała narkotyków. Żebym nie
odurzała się nimi ani żadnymi lekami, to robi nieodwracalne zmiany w
mózgu. Na czym polega problem? Zauważyłam u siebie takie jakby schizy...
Występuje to kilka razy w tygodniu, niby coś widzę, odczuwam lub słyszę
zwałszcza nasila się to w nocy. Budzę się i wszystko zaczyna falować mi
przed oczami, tak jakby kręciło mi sie w głowie, robiło mi się raz
jasno, raz ciemno i tak ciągle. Od tego czasu jak biorę, mam też kłopoty
z pamięcią i ze skupieniem się. Boję się dosłownie wszystkiego. Ciągle
mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Najwięcej brałam w marcu. Trwało
to jakieś trzy miesiące. Od dwóch miesięcy jestem zupełnie czysta. Teraz
moje pytanie. Czy mogę coś z tym zrobić? Czy w ogóle się da? To przez
co przechodzę jest wręcz przerażające. Gdyby dało się cofnąć czas.. Nie
mogę powiedzieć o tym przyjaciółce. To drażliwy temat. Mamie tym
bardziej. Załamałaby się. Po prostu muszę się z tym sama uporać. Chodzę
do psychologa ale nie do końca pomagają te wizyty. Nie wiem już co
robić..
Całuję
~Megadeth
Bardzo dziękuję! Przy okazji: wczoraj byłam u lekarza (mama zaciągnęła
mnie siłą, boję się ze względu na to, że prawda może wyjść na jaw..)
żałuję tego co robiłam ale tylko ze względu na mamę. Kocham ją a
zrobiłam jej takie świństwo.. ale ja zawsze najpierw robię a później
myślę. Odurzałam się po to, żeby zmienić rzeczywistość, z którą sobie
nie radziłam.. Miałam robione badania krwi, dzięki bogu nic nie wyszło
ale wczoraj na wizycie u lekarza, doktor radziła zrobić badanie.
Tomograf komputerowy, bodajże? Nie mam o tym pojęcia.. Ale czy takie
badanie może coś pokazać? Stosowanie psychodelików typu LSD? Albo takie
leki jak: pseudoefedryna, kodeina, dxm?
~Megadeth
Droga Megadeth.
W końcu udało mi się znaleźć trochę czasu. Jak większość z Was, mam poprawy i musiałam coś z tym zrobić. Dziękuję jednocześnie za wyrozumiałość, czytając niektóre komentarze, serducho rośnie :).
Chciałabym zaznaczyć, że mózg jest mimo wszystko bardo, bardzo, bardzo delikatny. Niby jest czaszka, całkiem mocna, ale mózg nie jest tak twardy, jak wygląda, dlatego łatwo go uszkodzić, szczególnie od wewnątrz.
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak umiar w braniu środków odurzających, jak wspomniałaś wyżej. To, że czegoś nie widać od razu, nie znaczy, że tego nie ma, prawda? Mózg osób biorących narkotyki, lub często przyjmujące leki ma znaczne ubytki. Jak wiadomo mózg steruje całym organizmem, jest najważniejszym narządem, którego nie da się zastąpić, dlatego jego ubytki są poważną sprawą. Zdrowy mózg to zdrowy człowiek. Dlatego narkotyki nie pomagają. Jest dobrze przez chwilę, ale za każdym razem robi się mały ubytek. Prowadzi to do wielu poważnych problemów i może (i najczęściej powoduje) zmianę charakteru. Spróbuję Wam to zobrazować. Organizm to jedna wielka firma, naprawdę ogromna. Każdy jej pracownik robi coś innego, ale wszyscy współgrają ze sobą. Jest to możliwe dzięki szefowi, który siedzi na górze i wszystkim zarządza. Jeżeli szef zaczyna szwankować, stan firmy się pogarsza. Tak samo jest z organizmem.
Ubytki spowodowane środkami toksycznymi umiejscowione w przednich płatach czołowych. Wcześniej podałam skroniowe, przepraszam, za pomyłkę.
Zacytuję tabelę z książki, która świetnie opisuje jej działanie.
Funkcje kory przedczołowej:
- skupianie uwagi
- przezorność
- panowanie nad impulsami
- organizacja
- planowanie, ustalanie celów
- empatia
- panowanie nad emocjami
- wgląd we własną psychikę
- uczenie się na błędach
Problemy wynikające z osłabionej aktywności kory przedczołowej:
- krótki czas skupienia uwagi
- brak jasnych celów lub myślenia o przyszłości
- impulsywność
- dezorganizacja
- zwlekanie
- słaba zdolność oceny sytuacji
- brak empatii
- niemożliwość zwracania bacznej uwagi na szczegóły
- brak wglądu we własną psychikę
- trudności w uczeniu się na błędach
- gubienie przedmiotów
- łatwe rozpraszanie uwagi
Środki toksyczne zazwyczaj prowadzą do osłabienia aktywności tej części mózgu. To z kolei prowadzi do m.in otępienia, zaburzenia zachowania, schizofrenii.
Aby naładować uszkodzenia, nie wystarczy robić cokolwiek. Powinnaś powiedzieć mamie, że miałaś problemy, ponieważ prawdopodobnie potrzebujesz leczenia. Nieleczone zmiany mogą mieć poważne konsekwencje, które mogą się pogłębiać. Mogą być zastosowanie leki o działaniu stymulującym. Inne sposoby, a właściwie te "główne" to działania mające na celu pobudzanie kory przedczołowej: ćwiczenia w planowaniu, pomoc w zorganizowaniu się, dieta, ćwiczenia aerobowe.
Tomografia komputerowa
"Tomografia Komputerowa (badanie TK) to specjalistyczne badanie obrazowe
wykorzystujące promieniowanie jonizujące, mające szeroki zakres
zastosowań w diagnostyce medycznej począwszy od urazów i stanów nagłych
do badań planowych."
Czyli najprościej mówiąc, jest to po prostu prześwietlenie, tylko takie dokładne. Badanie jest również całkiem komfortowe i krótkie (kilka minut). Pacjent leży bez ruchu w aparacie o szerokim otworze. Nie pokaże ono co było powodem zmian, jeżeli takie zaszyły, jednak po analizie zdjęć, można wydedukować, co było przyczyną. Kolejny powód aby powiedzieć rodzicom.
Przed badaniem należy:
- nie jeść przez 5 godzin przed badaniem
- zgłosić się do pracowni na 30 min przed badaniem (dodatkowe
przygotowanie do badania na miejscu w pracowni zależnie od rodzaju
badania)
- posiadać aktualne wyniki badań krwi
- zaświadczenie od endokrynologa w przypadku kłopotów z tarczycą
- dostarczyć skierowanie.
Jak widać, narkotyki są złe niezależnie, czy bierze się je z głową czy bez, bo raczej nie można ich brać z. Nawet wyleczenie z uzależnienia, nie jest wyleczeniem z jego skutków.
Pozdrawiam.
Lullaby
P.s Notka trochę chaotyczna, starałam się wszystko ładnie napisać, ale troszkę ciężko mi szło.
Potrzebujesz pomocy albo porady w jakiejś sprawie? A może chciałabyś się po prostu komuś wygadać? Jeśli tak, dobrze trafiłaś! Załoga naszego bloga spróbuje Ci pomóc. :)
piątek, 14 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Usuwanie wąsika u kosmetyczki
Droga Pysiu!
Wiem,że notki o wąsiku już były ,ale chciałabym jeszcze
zapytać o coś. Otóż od jakiegoś czasu zaważyłam u siebie wąsik był delikatny i
prawie nie widoczny więc nie przejmowałam się zbytnio tym,ale ostatnio wąsik
jest coraz mocniejszy,coraz ciemniejszy i staje się trochę krępujący.
Chciałabym się go pozbyć więc pytam się czy kosmetyczka to dobry pomysł? I jak
to wszystko przebiega. Z góry dzięki za odpowiedź ;)
Ana
Droga Ano!
Wybacz, że musiałaś aż tyle czekać na moją odpowiedź, ale
kończę gimnazjum i mam sporo nauki na głowie. Do innych osób czekających -
postaram się to wszystko nadrobić po 14 czerwca, wtedy wystawią już oceny. Odnośnie do twojego problemu, to była już notka o wąsiku : http://nasze-babskie-sprawy.blogspot.com/2009/11/uroda-jak-rozjasnic-wasik.html (o rozjaśnianiu, ale moim zdaniem trzeba uważać z wodą utlenioną, bo u niektórych ponoć zostają jasne plamy na skórze) oraz http://nasze-babskie-sprawy.blogspot.com/2009/02/kopotliwy-wasik.html. Ja dzisiaj się skupię na usuwaniu wąsika u kosmetyczki. Ten sposób został pobieżnie opisany w jednej z tych notek, ale ja postanowiłam zagłębić się w ten temat. Wiele kobiet, a nawet dziewczyn decyduje się na taki zabieg, ponieważ nie mają czasu albo chęci, aby samemu pozbyć się problemu. A teraz krok po kroku jak to przebiegu :- Właściwie nie należy to do samego zabiegu. Chodzi o przygotowanie skóry. Najlepiej jeśli zrobisz dzień przed zabiegiem peeling twarzy a w dniu depilacji nie nałożysz żadnego kremu ani balsamu.
- Kosmetyczka oczyści skórę specjalnym preparatem (może mieć właściwości znieczulające lub chłodzące)
- Następnie nakłada się wosk zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa.
- Pani przykleja specjalny pasek.
- I zrywa go w kierunku przeciwnym do wzrostu włosa - to niestety jest bolesne.
- Oczyszcza skórę z resztek wosku.
- Nakłada preparaty łagodzące, znieczulające oraz chłodzące, może wykonać delikatny masaż.
- Może użyć środków spowalniających odrost włosków. Sama również możesz je nabyć w salonie lub drogerii.
poniedziałek, 27 maja 2013
Związki na odległość.
~Osmyk.
Droga Osmyk,
Początkowo zabrzmiała mi twoja prośba jak temat wypracowania, ale ja jestem chyba troszkę przewrażliwiona na tym punkcie i wszystko mi tak brzmi. No w każdym razie z chęcią się wypowiem, ale od razu na wstępie zaznaczam, że to moje zdanie (nawet w miejscach, gdzie staram się być obiektywna) i to zdanie może się nie zgadzać ze zdaniem którejś z was, dlatego nie mówię, że to, jak ja uważam to jedyna, słuszna i prawdziwa wersja.
Związek na odległość jest niezwykle trudny, ponieważ wymaga wierności o wiele bardziej niż taki przeciętny, gdy widzimy się z drugą osobą. Znacznie łatwiej zdradzić drugą osobę, gdy jest ona daleko, a o zdradzie najprawdopodobniej się nie dowie, bo nie ma jak. W dodatku też łatwiej wtedy o pokusę takiej zdrady, bo gdy ukochana osobą jest daleko, to nie może nam zapewnić bliskości jak choćby najprostszego przytulenia. Wtedy, gdy znajdzie się ktoś, kto będzie blisko, to może się okazać, że ta chwila bliskości będzie dla nas bardzo kusząca. Cała ta sytuacja ma też drugą stronę. Osoba, z którą jesteśmy w związku też jest podatna na takie pokusy, więc musimy się wykazać wielkim zaufaniem, żeby taki związek mógł funkcjonować.
Tu przechodzimy do odpowiedzi na pytanie czy znam jakąś parę, która weszła w taki związek. Znam i to nawet nie jedną. O jednej już pisałam, ale znam takich więcej. Zazwyczaj są to pary, które mieszkają w Polsce, ale w różnych miastach. Spotkali się na obozie, wyjeździe czy nawet przez internet i teraz są razem, choć dzieli ich pewna odległość. Z moich obserwacji wynika, że są to pary dość szczęśliwe. Oczywiście, że czasami mają takie momenty, kiedy tak bardzo brakuje im drugiej osoby, że gotowe są teraz zaraz wsiąść w pociąg czy cokolwiek innego i tam do niej/niego pojechać, ale nie mogą z pewnych względów i to ich bardzo przybija. To jeden z minusów takiego związku. Istnieją oczywiście telefony, komunikatory internetowe czy inne środki komunikacji, ale nic nie zastąpi prawdziwego spotkania i możliwości poczucia drugiej osoby obok.
Jeszcze jednym plusem może być fakt, że mniej się z drugą połową kłócimy. Gdy kogoś widujemy często, to łatwiej o kłótnię, a gdy wiemy, że nie możemy się spotkać co chwilę, to czas, który możemy spędzić razem jest tak ważny, że nawet nam przez myśl nie przechodzi, żeby go marnować na kłótnie.
Podsumowując. Czy warto? Warto. Jak już pisałam, dla prawdziwej miłości naprawdę warto. Wszystko się przecież może kiedyś zmienić, a świat jest otwarty dla ludzi, więc odległość nie jest przeszkodą, której się nie da ominąć. Jeśli tylko się chce, to wszystko jest możliwe, związek na odległość też.
czwartek, 23 maja 2013
Mama na siłę chce być moją koleżanką.
Cześć Dziewczyny!
Jako, że wasze porady wielokrotnie mi pomogły, postanowiłam do Was napisać. Nie wiem czy jest to problem wynikający z moich rodziców czy mnie... Ale wydaje mi się, że to najodpowiedniejszy dział.
Ogólnie to moja mama ma obsesję na punkcie robienia ze mną czegoś. Jak wychodzę na spacer to się upiera, że pójdzie ze mną i grozi mi karą -,- Jak jest ciepło to koniecznie chce jeździć ze mną rowerami itd. Oprócz tego upiera się, że mam z nią chodzić do kina czy na zakupy. I oczywiście zawsze zabiera mojego młodszego brata.Mam wrażenie, że chce udawać moją koleżankę...
Strasznie źle się z tym czuję, wstydzę się tego, że chodzę po mieście z matką. Zawsze boję się, że ktoś ze znajomych mnie zobaczy (choć moi przyjaciele są wyrozumiali). Czy może przesadzam i to nie jest takie straszne? Czy to dobrze, że mama chce mieć ze mną głębszy kontakt? Tylko, że zazwyczaj nie prowadzi to do pogłębiania więzi, bo jestem do tego zmuszana i nici z miłego nastroju...
Podsumowując: Powinnam popracować nad moją mamą- i tu pytanie jak czy powinnam zmienić moje podejście? I czy to obciach spacerować, jeździć na rowerze, chodzić do kina / sklepu z matką?
~Amber
Droga Amber,
Problem z którym się do nas zgłosiłaś, jest w gruncie rzeczy bardzo popularny wśród nastolatków. Nasi rodzice chcą spędzać z nami czas, pokazać, że nie starzeją się i nadal lubią robić "fajne" rzeczy ze swoimi dziećmi. Często ich nachalność jest powodowana przypadkowo, opiekunowie nie zdają sobie sprawy z tego, że czasami przekraczają barierę i "szarpią" nasze nerwy. Musisz pozostać spokojna, nie ma sytuacji bez wyjścia ;)
Twoja mama zapewne chce mieć z Tobą jak nalepszy kontakt, nie ma w tym nic dziwnego. Dorastasz,a ona mimo wszystko chce "nadążać" i wiedzieć co się u Ciebie dzieje. Odrobinę zdziwiło mnie to, gdy powiedziałaś, że wstydzisz się chodzenia z rodzicielką po mieście. Czym jest to spowodowane? Czy był kiedyś jakiś incydent po którym tak się czujesz, czy raczej jest to uczucie od zawsze? Uważam, że nie masz się czego wstydzić, wszyscy znajomi wychodzą gdzieś ze swoimi rodzicami. Mogą być to zakupy, krótki spacer czy jakiś piknik, nie jesteś jedyną, która spędza czas z mamą. Dlatego też, w odpowiedzi na jedno z twoich pytań, odpowiadam: Tak, myślę, że odrobinę przesadzasz i to zdecydowanie nie jest straszne. :)
Co do nachalności mamy, postaraj się z nią porozmawiać. Wyjaśnij, że lubisz z nią spędzać czas i chcesz to kontynuować, ale w mniejszym stopniu. Opowiedz jej o tym, że ty też masz znajomych, z którymi chciałabyś wyjść, a czasami potrzebujesz też czasu dla siebie. Zaproponuj dogodne rozwiązanie. Może jeden dzień weekendu będziesz spędzać z mamą? Albo zanim gdzieś wyjdziecie, ustalcie kiedy to będzie, abyście obydwie czerpały z tego radość i korzyści. Pamiętaj:
Niczego nie rób na siłę, rodzicielka może potrzebować czasu, aby oswoić się z myślą, że nie potrzebujesz jej na każdym kroku. Dla niej pewnie nadal jesteś małą dziewczynką, która potrzebuje 100% opieki i ciągłej ochrony. Jak to mówią: "Daj jej się z tym przespać", a zobaczysz efekty.
Myślę, że najlepszym sposobem jest własnie rozmowa. Kłótnią czy upieraniem się przy swoim zdaniu możesz jedynie pogorszyć sprawę, a tego przecież nie chcemy.
Mam nadzieję, że uda Ci się rozwiązać ten problem, trzymam mocno kciuki za Ciebie.
Cherry Coke
Jako, że wasze porady wielokrotnie mi pomogły, postanowiłam do Was napisać. Nie wiem czy jest to problem wynikający z moich rodziców czy mnie... Ale wydaje mi się, że to najodpowiedniejszy dział.
Ogólnie to moja mama ma obsesję na punkcie robienia ze mną czegoś. Jak wychodzę na spacer to się upiera, że pójdzie ze mną i grozi mi karą -,- Jak jest ciepło to koniecznie chce jeździć ze mną rowerami itd. Oprócz tego upiera się, że mam z nią chodzić do kina czy na zakupy. I oczywiście zawsze zabiera mojego młodszego brata.Mam wrażenie, że chce udawać moją koleżankę...
Strasznie źle się z tym czuję, wstydzę się tego, że chodzę po mieście z matką. Zawsze boję się, że ktoś ze znajomych mnie zobaczy (choć moi przyjaciele są wyrozumiali). Czy może przesadzam i to nie jest takie straszne? Czy to dobrze, że mama chce mieć ze mną głębszy kontakt? Tylko, że zazwyczaj nie prowadzi to do pogłębiania więzi, bo jestem do tego zmuszana i nici z miłego nastroju...
Podsumowując: Powinnam popracować nad moją mamą- i tu pytanie jak czy powinnam zmienić moje podejście? I czy to obciach spacerować, jeździć na rowerze, chodzić do kina / sklepu z matką?
~Amber
Droga Amber,
Problem z którym się do nas zgłosiłaś, jest w gruncie rzeczy bardzo popularny wśród nastolatków. Nasi rodzice chcą spędzać z nami czas, pokazać, że nie starzeją się i nadal lubią robić "fajne" rzeczy ze swoimi dziećmi. Często ich nachalność jest powodowana przypadkowo, opiekunowie nie zdają sobie sprawy z tego, że czasami przekraczają barierę i "szarpią" nasze nerwy. Musisz pozostać spokojna, nie ma sytuacji bez wyjścia ;)
Twoja mama zapewne chce mieć z Tobą jak nalepszy kontakt, nie ma w tym nic dziwnego. Dorastasz,a ona mimo wszystko chce "nadążać" i wiedzieć co się u Ciebie dzieje. Odrobinę zdziwiło mnie to, gdy powiedziałaś, że wstydzisz się chodzenia z rodzicielką po mieście. Czym jest to spowodowane? Czy był kiedyś jakiś incydent po którym tak się czujesz, czy raczej jest to uczucie od zawsze? Uważam, że nie masz się czego wstydzić, wszyscy znajomi wychodzą gdzieś ze swoimi rodzicami. Mogą być to zakupy, krótki spacer czy jakiś piknik, nie jesteś jedyną, która spędza czas z mamą. Dlatego też, w odpowiedzi na jedno z twoich pytań, odpowiadam: Tak, myślę, że odrobinę przesadzasz i to zdecydowanie nie jest straszne. :)
Co do nachalności mamy, postaraj się z nią porozmawiać. Wyjaśnij, że lubisz z nią spędzać czas i chcesz to kontynuować, ale w mniejszym stopniu. Opowiedz jej o tym, że ty też masz znajomych, z którymi chciałabyś wyjść, a czasami potrzebujesz też czasu dla siebie. Zaproponuj dogodne rozwiązanie. Może jeden dzień weekendu będziesz spędzać z mamą? Albo zanim gdzieś wyjdziecie, ustalcie kiedy to będzie, abyście obydwie czerpały z tego radość i korzyści. Pamiętaj:
Niczego nie rób na siłę, rodzicielka może potrzebować czasu, aby oswoić się z myślą, że nie potrzebujesz jej na każdym kroku. Dla niej pewnie nadal jesteś małą dziewczynką, która potrzebuje 100% opieki i ciągłej ochrony. Jak to mówią: "Daj jej się z tym przespać", a zobaczysz efekty.
Myślę, że najlepszym sposobem jest własnie rozmowa. Kłótnią czy upieraniem się przy swoim zdaniu możesz jedynie pogorszyć sprawę, a tego przecież nie chcemy.
Mam nadzieję, że uda Ci się rozwiązać ten problem, trzymam mocno kciuki za Ciebie.
Cherry Coke
środa, 22 maja 2013
Zakochałam się w wujku mojego kolegi.
Cześć dziewczyny. Sprawdzałam już spis notek i trafiłam na kilka, które mi pomogły, jednak... jest jeszcze jeden problem. Chodzi o mężczyznę, który jest starszy ode mnie o 11 lat. Oczywiście mam świadomość, że to pewnie nie ma racji bytu ale.. To silniejsze ode mnie. Ten człowiek jest niesamowity. Od początku cholernie mi imponował. Jest oczytany, ma ogromną wiedzę na każdy temat, dobry gust, słuchamy tej samej muzyki, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny też niczego sobie.. :) łączy nas ta sama pasja, te same poglądy, oboje chodzimy w glanach, oboje szanujemy te same wartości. Praktycznie od zawsze pociągali mnie dojrzali mężczyźni, uważam ich za bardziej doświadczonych życiowo, a poza tym mają więcej szacunku niż moi rówieśnicy. Już nie chodzi nawet o rodziców, oni może by to prędzej czy później zrozumieli, chodzi o kumpla... Nazwijmy go W. natomiast faceta, który mi się podoba nazwijmy P. Bardzo boję się skrzywidzić W. Poznałam go kilka miesięcy temu. Jest starszy o 2 lata, niestety okazało się, że ma dziewczynę. Byłam wtedy w kompletnym dołku, jednak poznałam P., po tym wyszło na jaw, że są ze sobą spokrewnieni, on jest wujkiem W. Na tym właśnie polega mój problem. Bo co pomyślą ludzie? Mieszkamy w małym miasteczku. Mieliby nas na językach i nigdy nie mielibyśmy spokoju. No bo siedemnastolatka związała się z prawie 30 letnim mężczyzną. Najbardziej bolesna byłaby pewnie reakcja W. Nigdy by mi tego nie darował... Sama nie wiem już co robić. Wiem tylko, że kocham go, a wiek nie jest dla mnie żadnym problemem. To dzięki niemu teraz jestem. Żyję. To dzięki niemu wyszłam z nałogu. To on zaakceptował mnie mimo mojej przeszłości związanej z narkotykami. Byłabym wdzięczna za odpowiedz, bo sama nie jestem w stanie sobie pomóc.
Całuję, Margaret.
Kochana Margaret,
Przyznaję, że twój problem jest dość trudny. Musiałam się sporo zastanawiać, żeby coś wymyślić. Nie chcę ci mówić, że taki związek nie ma sensu, bo raz że sama tak nie uważam, a dwa że i tak byś mnie nie posłuchała. Będzie jednak cholernie trudno i mam nadzieję, że jesteś tego świadoma. Chodzi o to, że teraz, gdy nie jesteś jeszcze pełnoletnia, to taki związek z dużo starszym od ciebie mężczyzną nie powinien mieć miejsca. Jeśli jednak naprawdę go kochasz, wierzysz, że on ciebie również i uważasz, że to się szybko nie zmieni. Krótko mówiąc, jeśli nie jest to tylko chwilowe zauroczenie, to warto zawalczyć o taką miłość. Ja w ogóle uważam, że niemal zawsze warto walczyć o miłość. Od razu jednak mówię, żebyś nie miała złudzeń, że nic nie możesz zrobić już teraz, za chwilę. Najpierw musisz poczekać aż skończysz te 18 lat, ale to przecież nie tak znowu dużo czasu, najwyżej rok. Gdy już będziesz pełnoletnia, to twoi rodzice nie będą mogli specjalnie nic zrobić i ludzie też nie powinni aż tak źle mówić, bo przecież "jesteś już dorosła i (przynajmniej w teorii) wiesz, co robisz". W twoim miasteczku będzie wam ciężko razem żyć, choć możliwe, że tylko na początku, ale możliwe też, że przez cały czas. Wtedy może nawet trzeba będzie rozważyć przeniesienie się w jakieś inne miejsce. Ale teraz jeszcze ten twój kolega. To w sumie podlega pod kategorię "przyjaźń", ale jako że nie mamy chwilowo autorki od tej kategorii, to nie chcę cię odsyłać, żebyś czekała aż się ktoś znajdzie. Myślę, że powinnaś stopniowo przyzwyczajać swojego kolegę do twoich relacji z jego wujkiem. Czasami spotykaj się z P tak, żeby W o tym wiedział. Nie mam na myśli romantycznych randek we dwoje, tylko zwykłe spacery, rozmowy o muzyce czy na jakiś inny neutralny temat. Może powinniście się czasem spotkać w trójkę? Niech dla W stanie się normalne, że znasz się z jego wujkiem i że czasami się widujecie. Gdy trochę go oswoisz z tą myślą, później nie powinien się poczuć zraniony, gdy okaże się, że to coś więcej niż tylko zwykła znajomość. Taką samą metodę zastosuj z innymi ludźmi w miasteczku. Przyzwyczajaj ich stopniowo do widoku ciebie i P. Plotkować będą zawsze, ale gdy wszystko będzie się odbywało powoli, to podejrzewam, że wszyscy lepiej to przyjmą. Musisz się uzbroić w niesamowicie dużo cierpliwości.
Życzę ci z całego serca powodzenia,
Cocalotte.
Całuję, Margaret.
Kochana Margaret,
Przyznaję, że twój problem jest dość trudny. Musiałam się sporo zastanawiać, żeby coś wymyślić. Nie chcę ci mówić, że taki związek nie ma sensu, bo raz że sama tak nie uważam, a dwa że i tak byś mnie nie posłuchała. Będzie jednak cholernie trudno i mam nadzieję, że jesteś tego świadoma. Chodzi o to, że teraz, gdy nie jesteś jeszcze pełnoletnia, to taki związek z dużo starszym od ciebie mężczyzną nie powinien mieć miejsca. Jeśli jednak naprawdę go kochasz, wierzysz, że on ciebie również i uważasz, że to się szybko nie zmieni. Krótko mówiąc, jeśli nie jest to tylko chwilowe zauroczenie, to warto zawalczyć o taką miłość. Ja w ogóle uważam, że niemal zawsze warto walczyć o miłość. Od razu jednak mówię, żebyś nie miała złudzeń, że nic nie możesz zrobić już teraz, za chwilę. Najpierw musisz poczekać aż skończysz te 18 lat, ale to przecież nie tak znowu dużo czasu, najwyżej rok. Gdy już będziesz pełnoletnia, to twoi rodzice nie będą mogli specjalnie nic zrobić i ludzie też nie powinni aż tak źle mówić, bo przecież "jesteś już dorosła i (przynajmniej w teorii) wiesz, co robisz". W twoim miasteczku będzie wam ciężko razem żyć, choć możliwe, że tylko na początku, ale możliwe też, że przez cały czas. Wtedy może nawet trzeba będzie rozważyć przeniesienie się w jakieś inne miejsce. Ale teraz jeszcze ten twój kolega. To w sumie podlega pod kategorię "przyjaźń", ale jako że nie mamy chwilowo autorki od tej kategorii, to nie chcę cię odsyłać, żebyś czekała aż się ktoś znajdzie. Myślę, że powinnaś stopniowo przyzwyczajać swojego kolegę do twoich relacji z jego wujkiem. Czasami spotykaj się z P tak, żeby W o tym wiedział. Nie mam na myśli romantycznych randek we dwoje, tylko zwykłe spacery, rozmowy o muzyce czy na jakiś inny neutralny temat. Może powinniście się czasem spotkać w trójkę? Niech dla W stanie się normalne, że znasz się z jego wujkiem i że czasami się widujecie. Gdy trochę go oswoisz z tą myślą, później nie powinien się poczuć zraniony, gdy okaże się, że to coś więcej niż tylko zwykła znajomość. Taką samą metodę zastosuj z innymi ludźmi w miasteczku. Przyzwyczajaj ich stopniowo do widoku ciebie i P. Plotkować będą zawsze, ale gdy wszystko będzie się odbywało powoli, to podejrzewam, że wszyscy lepiej to przyjmą. Musisz się uzbroić w niesamowicie dużo cierpliwości.
Życzę ci z całego serca powodzenia,
Cocalotte.
wtorek, 21 maja 2013
On chyba woli moją koleżankę + różnica wieku.
Cześć :) Czytam waszego bloga już baaardzo długo i piszecie naprawdę ciekawie... :) Ale do rzeczy. No więc (polonistka by mnie zabiła, że tak zaczynam zdanie, ale ciii) poznałam niedawno pewnego chłopaka. Po prostu siedziałam z koleżanką (dalej Y.) na boisku, z nami był jej brat, który po prostu chciał sobie pograć w piłkę. I właśnie ten chłopak (dalej X) z nim grał, mimo, że jej brat jest jeszcze dzieckiem ;p Nie ukrywam, że jego podejście do dziecka, jego zachowanie (jest zupełnie inny, niż dziecinni koledzy z mojej szkoły i klasy..) i wygląd od razu bardzo mi się spodobały... Ostatnio zaczęłam go spotykać częściej, ale zawsze byłam wtedy z Y. Ostatnio wracałam od niej sama, spotkałam wtedy X i zaczepił mnie, czy przyjdę jeszcze z Y na boisko (bo już tego samego dnia nas tam spotkał). Niestety jednak nie mogłyśmy się tam pojawić... Znaczy ja mogłam, ale Y nie, a sama nie chciałam iść, bo ze mnie taki milczek raczej... I myślałam też, że zależy mu żebyśmy przyszły "MY" z naciskiem na Y, nie ja.. No ale właśnie... Okazało się, że jest ode mnie 5 lat starszy. Ja mam 14, więc przy tym wieku taka różnica jest jednak dość duża.. Mimo to, jestem z charakteru dojrzała jak na swój wiek, ale... jak już pisałam milczek ze mnie, ale jakiś dziwny, bo dopiero gdy Y zostawiła mnie na chwilę sama z X, to dopiero wtedy zaczęliśmy ze sobą gadać. Też tego nie pojmuję.. Teoretycznie powinnam być bardziej śmiała, kiedy jest przy mnie koleżanka, ale tak nie jest. Wiem gdzie X pracuje dorywczo, i od czasu do czasu pojawiam się tam razem z Y. Problem w tym, że Y jest bardziej "przebojowa" i śmielsza niż ja, więc częściej to ona go zagaduje.. Nie liczę nawet na to, że powiecie mi, żebym walczyła czy coś.. bo wątpię, żeby zainteresował się taką małolatą (przynajmniej w jego mniemaniu... tak myślę, chociaż nie traktuje mnie i Y z wyższością, mówiłam już jak bardzo podoba mi się jego charakter?!) jak ja, ale potrzebowałam się komuś wygadać, i chciałabym przeczytać jakąś radę... Może nawet powinnam go unikać? "Co z oczu to z serca"?
PS Mam nadzieję, że nie opisałam tego jakoś niezrozumiale...
- "Małolata"
Kochana Małolato,
A niby dlaczego miałabym ci nie powiedzieć, żebyś trochę powalczyła? 5 lat to jest spora różnica wieku, ale to też zależy od ludzi. Owszem są ludzie, dla których taka bariera jest nie do przebrnięcia, ale są też tacy, którym nie będzie to specjalnie przeszkadzać. Mam dobrą koleżankę, która ma chłopaka starszego od niej właśnie o 5 lat, są razem już ponad rok i świetnie się dogadują. Szczerze to wręcz nie umiem sobie ich wyobrazić osobno, choć przecież znałam obojga zanim zaczęli być ze sobą. No ale wróćmy już do twojego problemu. Tylko tu muszę się zastanowić, co właściwie jest problemem- wiek czy fakt, że jesteś osobą raczej milczącą. Zacznę od wieku, ale wydaje mi się, że to jednak ta druga kwestia jest prawdziwsza. Ogólnie już trochę pisałam wcześniej, ale dokończę. Mówisz, że chłopak ma dobre podejście do osób od niego młodszych i że nie traktuje was z góry, chociaż jest starszy. To już jest jeden argument, że zaprawne nie przeszkadzałby mu fakt, że jego dziewczyna jest od niego młodsza. Poza tym pamiętajmy, że chłopcy dojrzewają trochę wolniej i tak naprawdę to on może być bardzo zbliżony wiekowo do ciebie jeśli chodzi o psychikę. Ty też przecież jesteś trochę dojrzalsza od swoich koleżanek. Tak więc kwestia wieku, to nie jest największy problem. Teraz przejdźmy do koleżanki. Niestety często się zdarza, że przyjaźnimy się z kimś, kto okazuje się bardziej przebojowy od nas i w efekcie trochę nas przyćmiewa. To wbrew pozorom normalne. Tak samo normalne jest, że gdy jej nie ma w pobliżu, to ty się pokazujesz od lepszej strony. Sama też tak mam i znam parę osób, u których to zaobserwowałam. To może polegać na tym, że gdy jesteś w towarzystwie Y, to wydaje ci się, że ona wszystko powie i ty już nie masz, co dodać. Po części może to wynikać z faktu, że z jakiegoś powodu uważasz się od niej gorsza. Zaś gdy Y znika, to dociera do ciebie, że żeby rozmowa się toczyła, to musisz zacząć sama mówić. Uczysz się w ten sposób po części samodzielności. Moja rada, to żebyś czasami odważyła się wyjść gdzieś bez Y, chociażby na to boisko. Zobaczysz, że wtedy nagle się okaże, że wcale nie jesteś takim milczkiem, jak przypuszczałaś. A jak będziesz w towarzystwie Y, to postaraj się jednak wtrącać do rozmowy, pokaż, że nie jesteś tylko dodatkiem do Y, ale osobą, która też ma coś do powiedzenia i warto jej posłuchać. Nie daj się ukryć pod przebojowością koleżanki, uwierz, że ty też jesteś godna czyjejś uwagi! ;)
Życzę ci powodzenia,
Cocalotte.
PS Mam nadzieję, że nie opisałam tego jakoś niezrozumiale...
- "Małolata"
Kochana Małolato,
A niby dlaczego miałabym ci nie powiedzieć, żebyś trochę powalczyła? 5 lat to jest spora różnica wieku, ale to też zależy od ludzi. Owszem są ludzie, dla których taka bariera jest nie do przebrnięcia, ale są też tacy, którym nie będzie to specjalnie przeszkadzać. Mam dobrą koleżankę, która ma chłopaka starszego od niej właśnie o 5 lat, są razem już ponad rok i świetnie się dogadują. Szczerze to wręcz nie umiem sobie ich wyobrazić osobno, choć przecież znałam obojga zanim zaczęli być ze sobą. No ale wróćmy już do twojego problemu. Tylko tu muszę się zastanowić, co właściwie jest problemem- wiek czy fakt, że jesteś osobą raczej milczącą. Zacznę od wieku, ale wydaje mi się, że to jednak ta druga kwestia jest prawdziwsza. Ogólnie już trochę pisałam wcześniej, ale dokończę. Mówisz, że chłopak ma dobre podejście do osób od niego młodszych i że nie traktuje was z góry, chociaż jest starszy. To już jest jeden argument, że zaprawne nie przeszkadzałby mu fakt, że jego dziewczyna jest od niego młodsza. Poza tym pamiętajmy, że chłopcy dojrzewają trochę wolniej i tak naprawdę to on może być bardzo zbliżony wiekowo do ciebie jeśli chodzi o psychikę. Ty też przecież jesteś trochę dojrzalsza od swoich koleżanek. Tak więc kwestia wieku, to nie jest największy problem. Teraz przejdźmy do koleżanki. Niestety często się zdarza, że przyjaźnimy się z kimś, kto okazuje się bardziej przebojowy od nas i w efekcie trochę nas przyćmiewa. To wbrew pozorom normalne. Tak samo normalne jest, że gdy jej nie ma w pobliżu, to ty się pokazujesz od lepszej strony. Sama też tak mam i znam parę osób, u których to zaobserwowałam. To może polegać na tym, że gdy jesteś w towarzystwie Y, to wydaje ci się, że ona wszystko powie i ty już nie masz, co dodać. Po części może to wynikać z faktu, że z jakiegoś powodu uważasz się od niej gorsza. Zaś gdy Y znika, to dociera do ciebie, że żeby rozmowa się toczyła, to musisz zacząć sama mówić. Uczysz się w ten sposób po części samodzielności. Moja rada, to żebyś czasami odważyła się wyjść gdzieś bez Y, chociażby na to boisko. Zobaczysz, że wtedy nagle się okaże, że wcale nie jesteś takim milczkiem, jak przypuszczałaś. A jak będziesz w towarzystwie Y, to postaraj się jednak wtrącać do rozmowy, pokaż, że nie jesteś tylko dodatkiem do Y, ale osobą, która też ma coś do powiedzenia i warto jej posłuchać. Nie daj się ukryć pod przebojowością koleżanki, uwierz, że ty też jesteś godna czyjejś uwagi! ;)
Życzę ci powodzenia,
Cocalotte.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
